Zobacz
Do góry

GKS Tychy. Pucharowa śmietanka

Marcin Biernat, zdobywca ostatniej jesiennej bramki dla GKS-u Tychy, nie obawia się meczów z Legią Warszawa czy Lechem Poznań.

Piłkarze GKS-u Tychy trenować będą do czwartku. Do tego czasu wspólnie mają okazję przeżywać to, co wydarzyło się w rundzie jesiennej, podsumowanej awansem do ćwierćfinału Pucharu Polski. Wśród tych zawodników, którzy najchętniej wracają do wyeliminowania ŁKS-u Łódź, jest stoper Marcin Biernat. Nie dość, że dyrygowana przez niego defensywa zachowała „zero z tyłu”, to jeszcze 27-letni wychowanek Podgórza Kraków, główkując po rzucie rożnym, wykonanym przez Łukasza Monetę, w 80 minucie, przypieczętował awans i zamknął jesienną listę strzelców tyskiego zespołu.

– Fajne przeżycie – mówi autor 4 goli w 21 ligowo-pucharowych występach z rundy jesiennej.

– Wygraliśmy 2:0, nie straciliśmy bramki, przeszliśmy do kolejnej rundy i teraz z niecierpliwością czekamy na losowanie. A wracając do meczu z ŁKS-em, warto podkreślić, że rywal z ekstraklasy postawił trudne warunki. To zespół, który w poprzednim sezonie na boiskach I-ligi super operował piłką i zachował ten styl, grając teraz wśród najlepszych. Może nie do końca przynosi to taki dorobek punktowy jaki łodzianie by chcieli, ale jest to niebezpieczny zespół. Mimo to kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Wiadomo, że w meczu są takie fazy, w których trzeba się trochę cofnąć i dać przeciwnikowi operować piłką, ale na pewno przez większość meczu staraliśmy się grać to, co sobie założyliśmy i myślę, że nieźle to wychodziło, więc mamy się z czego cieszyć.

Dobrze to wyglądało

Drużyna GKS-u Tychy nie bez powodu zbierała jesienią pochwały za ofensywny styl gry. W dwudziestu meczach strzeliła 40 goli, a w trzech spotkaniach pucharowych dorzuciła 6 trafień i zakończyła rundę z bardzo dobrą średnią 2 bramek. Ofiarą tej statystki stał się właśnie ŁKS.

– Chcieliśmy narzucić ŁKS-owi swój styl gry i swoje tempo rozgrywania akcji – dodaje Marcin Biernat.

– Regulowaliśmy je. Utrzymywaliśmy się przy piłce i stwarzaliśmy sytuacje. Można więc powiedzieć, że w ofensywie – jak zwykle – dobrze to wyglądało. Do tego doszła też dobra gra w defensywie, bo jako zespół współpracowaliśmy i przesuwaliśmy skutecznie. Dlatego przeciwnik nie dochodził do okazji i dopiero w ostatnich sekundach stworzył pierwszą groźną sytuację, trafiając w poprzeczkę. Po chwili jeszcze był słupek, więc na tych końcówkach musimy się skupić i mocniej skoncentrować. Niepotrzebnie cofamy się pod swoją bramkę, bo wtedy rywale dochodzą do sytuacji. Szczęście nam jednak dopisało i jesteśmy w ćwierćfinale.

Na poprawę jest teraz cała zimowa przerwa, podczas której tyscy kibice będą się zastanawiać czy faktycznie rezultat 2:0 jest „niebezpieczny”. Po trafieniu Marcina Biernata znowu bowiem zadrżeli.

Trzymać przeciwnika na dystans

– Po meczach, w których u siebie prowadziliśmy 2:0, a nie zdobyliśmy kompletu punktów, bo traciliśmy bramki w końcówkach, mieliśmy do siebie ogromne pretensje – nie kryje obrońca GKS-u.

– Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie może się już więcej powtórzyć i się nie powtórzyło. A co do rezultatu 2:0, to nie uważam, że jest to „niebezpieczny wynik”. W każdym meczu chciałbym prowadzić w takich rozmiarach, ale jednocześnie dzięki koncentracji do samego końca grać konsekwentnie i nie cofać się w swoje pole karne, tylko trzymać przeciwnika na dystans i utrzymać korzystny wynik.

Losowanie par ćwierćfinałowych zostało zaplanowane na czwartkowe południe. Po ostatnim tegorocznym wspólnym treningu zawodnicy tyskiej drużyny będą więc mieli okazję jeszcze na gorąco wymienić opinie na temat marcowego rywala, zanim rozjadą się urlopy.

Pełni optymizmu

– Niezależnie od tego na kogo trafimy, czeka nas trudny mecz – uważa Marcin Biernat.

– W ósemce drużyn, które zostały na placu boju, większość jest z ekstraklasy. To już pucharowa śmietanka. Wiadomo, że w tym gronie są zespoły ze szczególną marką, więc każdy chce grać z Legią czy Lechem. Jeżeli się trafi, któryś z nich to będzie fajnie. Cały czas jesteśmy na drodze na PGE Narodowy. Oczywiście, jak zobaczyliśmy taki tytuł w programie meczowym, był lekki uśmiech, aczkolwiek wychodząc na mecz wierzyliśmy w swoje umiejętności i chcieliśmy przejść do następnej rundy. Byliśmy pełni optymizmu i wiedzieliśmy, że możemy zwyciężyć. Tak samo będziemy podchodzić do meczu w kolejnej rundzie.

Na zdjęciu: Marcin Biernat i jego koledzy z drużyny z niecierpliwością czekają na czwartkowe losowanie par 1/4 finału Pucharu Polski.

Komentarze