Gliwice, mamy problem!

Żarty już dawno się skończyły. Mistrz Polski sprzed dwóch lat i brązowy medalista ostatniego sezonu nie potrafi wygrać żadnego z pierwszych sześciu ligowych spotkań, do tego trzykrotnie grając przed własną publicznością.


Liczby, statystyki i fakty są zatrważające. Porażka z Lechem Poznań aż 1:4 była niskim wymiarem kary. W dodatku obnażone zostały mankamenty gliwiczan. Ostatni raz Piast stracił cztery gole w jednym meczu ekstraklasy 23 września 2018 roku we Wrocławiu. U siebie w lidze ostatnie takie wydarzenie miało miejsce 11 grudnia 2016 w meczu z Legią. Piast przegrał wszystkie trzy mecze u siebie, a Okrzei w ostatnich sezonach było prawdziwą twierdzą śląskiej drużyny. Rok temu gliwiczanie w całym sezonie przegrali u siebie trzy mecze, a w mistrzowskim sezonie zaledwie raz. To jeszcze nie koniec bolesnych faktów dla fanów ekipy z Okrzei. Piast ma problem ze skutecznością, pierwsze gole w sezonie ligowym strzelił w poprzedniej kolejce w Mielcu. W poprzednich rozgrywkach gliwiczanie mieli najlepszą defensywę, a Frantiszek Plach notował kilkanaście czystych kont. Teraz ma jedno – bezbramkowy remis po słabym meczu z Wartą Poznań chluby nie przynosi.

Mało? Tak słabego startu gliwiczanie w ekstraklasie jeszcze nie mieli. Dla Piasta to jedenasty sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej i nawet w sezonach w których walczyli o utrzymanie, tak kiepsko nie punktowali na początku rozgrywek. Gdy Piast spadł z ligi w sezonie 2009/10, po sześciu kolejkach zespół na koncie miał 9 punktów i był w górnej połówce. W sezonie 2014/15 gliwiczanie mieli ledwie 3 punkty i byli przedostatni w ligowej tabeli. Teraz są „czerwoną latarnią” ligi z jednym, jedynym punktem na koncie. Od pięciu lat nikt w lidze nie zaczął tak fatalnie. W 2015 roku, sąsiad zza miedzy, czyli Górnik Zabrze, zdobył jeden punkt w sześciu meczach, a na koniec sezonu pożegnał się z ligą. Przy Okrzei pora bić na alarm i przerwa ligowa trafiła się w idealnym momencie.


Czytaj jeszcze: Zderzenie z lokomotywą

– Taka jest piłka, mamy kilkanaście dni na to, żeby pewne rzeczy przeanalizować, uporządkować i robić swoje. Podczas przerwy najważniejsze będzie znalezienie problemu, doszukanie się przyczyny, bo żeby zająć się problemami trzeba wiedzieć z czego one wynikają. Mamy swoje przemyślenia i czas. Meczów było sporo, a spotkania w europejskich pucharach są intensywniejsze od tych ligowych, stąd też pojawiły się problemy w postaci kontuzji – mówi trener Waldemar Fornalik, który po powrocie do normalnej pracy z zespołem musi zakasać rękawy. Piłkarze jeszcze bardziej muszą wziąć się do roboty…

– Trudno znaleźć pozytywy. Może po takim zimnym prysznicu i po takiej pracy, jaką wykonamy w przerwie na reprezentację, gdzie będziemy na pewno mocno działać w każdym elemencie, nastąpi przebudzenie. Zdajemy sobie sprawę, jak wyglądają wyniki i teraz praca, praca i jeszcze raz praca – dodaje napastnik Michał Żyro.


Fot. Rafal Rusek / PressFocus

Komentarze