Goniły, ale nie dogoniły…

Biało-czerwone musiały przełknąć gorycz drugiej porażki. Tym razem lepsza okazała się odmłodzona reprezentacja Rosji. O wejście do fazy głównej przyjdzie im powalczyć z Kamerunem.


Naprawdę przykro było patrzeć na szlochającą po końcowej syrenie Aleksandrę Rosiak. Nasza lewa rozgrywająca zaliczyła wczoraj kapitalne zawody i nagroda MVP nie mogła dziwić. Jesteśmy jednak przekonani, że zamiast niej wolałaby się cieszyć ze zwycięstwa zespołu. Tymczasem po dwóch spotkaniach reprezentacja Polski na mundialu w Hiszpanii nadal pozostaje bez punktów i aby się liczyć w walce o wyjście z grupy musi jutro pokonać Kamerun.

Co z tymi karnymi?

– Reprezentacja Rosji jest w przebudowie, brakuje wielu kluczowych zawodniczek, zmienił się trener… Nasza drużyna stoi więc przed szansą na zwycięstwo i ja wierzę, że jest w stanie je wywalczyć – mówiła na początku transmisji w Polsacie komentująca ten mecz Iwona Niedźwiedź.

Trudno powiedzieć, w czym była reprezentantka Polski widziała szansę naszego zespołu, ale zaryzykujemy stwierdzenie, że gdyby w niedzielny wieczór była na boisku, nasz zespół by nie przegrał. Widząc niemoc w rzutach karnych, jaka ogarnęła jej młodsze koleżanki, z pewnością w tym elemencie byłaby skuteczniejsza.

Polki na linii 7 metrów stawały 7-krotnie, ale tylko raz (!) – za sprawą Romany Roszak w 13 minucie – cieszyły się z gola (4:8). Już pierwszy rzut karny wyglądał niepokojąco. Próby zdobycia gola podjęła się Magda Balsam. Zawodniczka, która w lidze praktycznie się nie myli, trafiła do siatki, ale dopiero po dobitce (3:6). Po chwili jej następny rzut był jednak nieudany, a potem jej śladem poszły kolejno Marta Gęga (przy stanie 3:8), Roszak (5:11), Achruk (8:14) i Gęga (23:25). Nie wiemy, co chciała zrobić nasza najstarsza zawodniczka w 59 minucie, ale jej próba lobowania bramkarki była fatalna i okazję na kontaktowego gola diabli wzięli.

To naprawdę trzeba mieć ogromnego pecha, żeby w ciągu 60 minut zmarnować 6 rzutów karnych. Na tym poziomie i w tak ważnym meczu nie powinno się to wydarzyć. Gdyby to wszystko zebrać w całość i dołożyć wszystkie sytuacje, których nasz zespół nie był w stanie wykorzystać, bylibyśmy w zupełnie innych nastrojach. Jak powinno się egzekwować „siódemki” zaprezentowała Ekaterina Ilina, która tę sztukę opanowała do perfekcji. Niezależenie od tego, czy w bramce stała Monika Maliczkiewicz, czy Adrianna Płaczek piłka trzepotała w siatce.

Bramkarki nie pomogły

Polki uśmiechnięte wyszły na parkiet, głośno odśpiewały Mazurka Dąbrowskiego, z pełnym zaangażowaniem mobilizowały się przed meczem, ale bardzo długo w niego wchodziły. Między słupkami zaczęła Maliczkiewicz. To była nagroda za świetną drugą połowę spotkania z Serbią (46% skuteczności), ale tym razem nie pomogła drużynie. W całym spotkaniu odbiła raptem 2 piłki i od 13 minuty jej miejsce zajęła Płaczek.

Bramkarka Zagłębia Lubin wracała między słupki tylko na karne, ale bez efektu. Płaczek się rozkręcała z każdą minutą i kilka razy uratowała zespół, mobilizując koleżanki do pogoni za wynikiem. W całym meczu naliczyliśmy 9 jej efektownych obron, w tym 2 w praktycznie beznadziejnych sytuacjach.

Brawa za serce

O premierowej odsłonie biało-czerwone chciałyby pewnie jak najszybciej zapomnieć, bo niewiele im wychodziło, a zaledwie 10 bramek to wynik słaby. W szatni musiałaby być pewnie gorąca dyskusja. Na drugą odsłonę wyszedł odmieniony zespół, który postanowił podjąć walkę. – Jestem dumny z dziewczyn, które pokazały wielkie serce. One cały czas się poprawiają. Dajcie im kredyt zaufania – apelował po spotkaniu trener [Arne Senstad] i trudno się z jego opinią nie zgodzić. Defensywa, czyli element, nad którym pracował z zespołem na ostatniej prostej przed mistrzostwami, stała się mocniejsza i agresywniejsza.

To sprawiało, że wicemistrzynie olimpijskie zwyczajnie się gubiły. Niejedna z nich oberwała w nos czy zęby, uświadamiając sobie, że nasze panie tanio skóry nie sprzedadzą. W ataku również było coraz lepiej, ze szczególnym uwzględnienie wspomnianej Rosiak.

Między 45 a 50 minutą zdobyła 4 bramki, wlewając w nasze serca nadzieję na odwrócenie wyniku. Gdy w 53 minucie do siatki trafiła skrzydłowa Adrianna Górna było 22:23, ale kapitalny rzut Moniki Kobylińskiej (57 min – 23:24) okazał się niestety naszym ostatnim i szaleńcza pogoń się nie powiodła.

Możemy tylko żałować, bo nawet jeśli we wtorek pokonamy Kamerun (nie wyobrażamy sobie innej możliwości), to do głównej fazy turnieju wejdziemy z zerowym dorobkiem punktowym, a w niej czekać nas będą mecze z trzema najlepszymi zespołami grupy A.


Polska – Rosja 23:26 (10:16)

POLSKA: Maliczkiewicz, Płaczek – Górna 1, Kobylińska 3, Achruk 1, Matuszczyk 3, Rosiak 8, Nocuń 1, Balsam 2, Roszak 2/1, Szarawaga, Gęga, Nosek 2, Zimny, Płomińska, Niewiadomska. Kary: 4 min. Trener Arne SENSTAD.

ROSJA: Kaplina, Łagina – Gorszkowa, Michajliczenko 5, Fomina 2, Sabirowa 2, Ilina 8/6, Kirdiaszewa, Managarowa 1, Skorobogaczenko 5, Nikitina, Tażenowa, Illarionowa 1, Zelenkowa, Szczerbak 2, Markowa. [Kary:] 6 min. Trener Ludmiła BODIEWA.

Przebieg meczu: 5 min – 1:4; 10 min – 3:7; 15 min – 4:10; 20 min – 5:11; 25 min – 7:13; 30 min – 10:16; 35 min – 12:18; 40 min – 15:21; 45 min – 18:22; 50 min – 21:22; 55 min – 22:24; 60 min – 23:26

25 RAZY przyszło biało-czerwonym grać z Rosjankami, ale na 10. zwycięstwa nie udało się wywalczyć.

87 MINUT musieliśmy czekać na pierwszego na MŚ gola kołowej. Niemoc na tej pozycji przełamała wczoraj Sylwia Matuszczyk.


Na zdjęciu: Gdyby wszystkie nasze zawodniczki były wczoraj tak skuteczne jak Aleksandra Rosiak….

Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus