Zobacz
Do góry

Gościniak: Wygrywa się głową

Rozmowa ze Stanisławem Gościniakiem, mistrzem świata z 1974 r. oraz cenionym trenerem.

Co pana najbardziej zaskoczyło podczas tegorocznego memoriał im. H. J. Wagnera?
Stanisław GOŚCINIAK: – Publiczność! To dla mnie niewiarygodna historia, która powinna być odnotowana nie tylko w kronikach tej dyscypliny, ale w dziejach sportu. Jeżeli turniej towarzyski, wprawdzie z udziałem kilku czołowych reprezentacji świata, gromadzi codziennie komplet, 15 tys. widzów to już nie jest żadne dzieło przypadku. Mnie cieszy, że siatkówka przyciąga tylu sympatyków na widowni, ale to również się przekłada na zainteresowanie dzieci w szkołach i małolaty chciałyby grać tak jak nasi mistrzowie świata. Ponadto na trybunach jest również niecodzienna atmosfera i hale gromadzą całe rodziny. To mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że moda na siatkówkę trwa i niech już tak zostanie do końca…

Czy z poziomu prezentowanego przez naszych reprezentantów oraz pozostałe drużyny podczas turnieju jest pan zadowolony?
Stanisław GOŚCINIAK: – Nie mam powodów do narzekań, bo przecież zobaczyliśmy ciekawe widowiska z udziałem Serbów, Brazylijczyków oraz biało-czerwonych i tylko, zgodnie z oczekiwaniami, odstawali od tego towarzystwa Finowie. Na tym etapie wtajemniczenia najlepiej prezentowała się Brazylia i w pełni zasłużenie wygrała. Mistrzowie olimpijscy o klasę albo i nawet więcej lepiej się prezentowali niż podczas Final Six Ligi Narodów w Chicago. Wcale nie jestem zaskoczony postawą naszego zespołu, bo przecież to była okazja skonfrontować swoje aktualne możliwości z silnymi rywalami. Porażka z Brazylią wcale mnie nie zdziwiła ani też nie przestraszyła w obliczu kolejnych występów.

Umiarkowany optymizm po Memoriale Huberta Wagnera. „Mamy czas, by poprawić wszystkie elementy”

Mnie natomiast nieco irytuje jak się kreuje turniej kwalifikacji olimpijskiej w Gdańsku. Wszyscy dookoła uważają, że jest to najważniejszy występ w sezonie międzynarodowym. Owszem, jest ważny wszyscy chcielibyśmy, żeby zakończył wygraną biało-czerwonych. Proszę pamiętać, że mamy jeszcze do rozegrania mistrzostwa Europy i mistrzom świata nie wypada zejść poniżej określonego poziomu. Ponadto mamy jeszcze nieco mniej prestiżowy Puchar Świata w Japonii. Nie można jednak wszystkiego sprowadzać do imprezy w Gdańsku, bo wówczas na siatkarzy nakłada się presję, a ona na pewno nie sprzyja grze oraz wpływa destrukcyjnie na zespół. Ponadto, co warto podkreślić, że po tym ewentualnym niepowodzeniu (odpukujemy!) reprezentacji nie traci szansy na występ w Tokio, bo przed nią jeszcze turniej styczniowy.

Co, pańskim zdaniem, zadecyduje o powodzeniu w najbliższym turnieju przedolimpijskim?
Stanisław GOŚCINIAK: – Głowa jest najważniejsza i to nie jest wcale odkrywcze, bo w mojej pracy trenerskiej powtarzam to od lat i w każdej grupie wiekowej. Przygotowanie mentalne przed takimi występami jest kluczowe i jestem przekonany, że ta reprezentacja wybrana przez trenera Vitala Heynena podoła temu zadaniu. On sam w wielu wywiadach powtarzał, że postawił na zawodników doświadczony, potrafiących sobie radzi w wielu gorących momentach i wierzę, że tak będzie! Ważna w tym turnieju będzie również cierpliwość i ona w siatkówce również odgrywa istotną rolę. Nie można się zrażać po jednym nieudanym ataku i rozgrywający nie może skreślać swojego kolegę. Musi jeszcze kilka razy spróbować akcji, które mogłyby przywrócić zawodnika do gry.

Jaki element gry najbardziej szwankowało w naszym zespole?
Stanisław GOŚCINIAK: – Wydaje się, że w najbliższych dnia powinniśmy poświęcić więcej czasu zagrywce, bo ona nie funkcjowała tak jak należy, zwłaszcza w spotkaniu z Brazylią. Chyba zbyt bojaźliwie zawodnicy zachowywali się w polu serwisowym, a przecież wszyscy mają serwis urozmaicony, potrafiący zaskoczyć rywali. A oni raczej się nie oszczędzali i posyłali w stronę naszych przyjmujących trudne piłki. Ale, patrząc całościowo, radziliśmy sobie, choć – oczywiście – bywały słabsze momenty. To jednak naturalne, bo przecież na przestrzeni całego spotkania trudno grać na wysokim poziomie.

Wilfredo Leon, a reprezentacja. Jak pan ocenia jego dotychczasowe występy?
Stanisław GOŚCINIAK: – I na to pytanie czekałem od początku rozmowy (śmiech). Reprezentacji nie można oceniać przez pryzmat gry jednego siatkarza. O powodzeniu czy też o przegranej decyduje zespół i tak było, jest i będzie. Tego się nie zmieni. Leon jest wybitnym siatkarzem i w lidze włoskiej czy też wcześniej w rosyjskiej grał też z zawodnikami klasy światowej.ale może był nieco inaczej „obsługiwany”. Wszedł do nowej grupy meczów towarzyskich nie miał za wiele. Holendrzy nie byli zbyt silnym rywalem dla biało-czerwonych, z kolei Serbowie oraz Brazylijczycy postawili zdecydowanie trudniejsze warunki.

Leon potrzebuje czasu, by odpowiednio się zgrać z rozgrywającymi i zrozumieć z pozostałymi przyjmującymi. O klasie Leona świadczy jeden istotny fakt. W czwartym secie Serbowie mocno nas naciskali, a tymczasem w końcowych fragmentach to nie kto inny jak Leon zdobył 3. ważne punkty, 2. atakiem i serwisem. One zadecydowały o wygranej i uniknęliśmy tie-breaka. I takie Leona będziemy oglądali i jestem o tym przekonany. Bądźmy cierpliwi.

Jak będzie wyglądał podstawowy skład podczas turnieju w Gdańsku?
Stanisław GOŚCINIAK: – Trener Heynen powtarza przy każdej okazji, że ma ból głowy i tego się trzymajmy. Jestem zbyt daleko od kadry, nie znam wielu szczegółów, które towarzyszą chłopakom w ciągu każdego dnia. Nie podam składu, choć mam jakieś swoje przemyślenia. Trener Heynen dokona wyboru, bo on odpowiada za wyniki.

Czy w Gdańsku biało-czerwoni odniosą zwycięstwo?
Stanisław GOŚCINIAK: – Bardzo chciałbym, bo przecież jestem również kibicem nie tylko tej reprezentacji, ale również pozostałych. – Francja jest wymagającym oraz godnym rywalem, ale proszę nie skreślać Słowenii, bo to niewygodny rywal. Teraz ten awans na pewno uprościłby wiele spraw związanych z sezonem. Gdyby jednak tak się nie stało (odpukajmy jeszcze raz!) wówczas pozostaje nam termin styczniowy. Nie wyobrażam sobie, by naszych siatkarzy zabrakło w Tokio!

 

Na zdjęciu: Michał Kubiak, niekwestionowany lider, ma poprowadzić reprezentację do zwycięstwa w Gdańsku.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze