Grzegorz Kaliciak: Odłóżmy styl na tylną półkę

 

Wisła ma na koncie dziewięć porażek z rzędu i zamyka tabelę. Czy w tym składzie ma w ogóle szansę uniknąć spadku?
Grzegorz KALICIAK: – Nie takie drużyny, nie w takim składzie, utrzymywały się w ekstraklasie. Szansa zawsze jest, choć patrząc na to, co się dzieje, raczej nieduża. Byłem przez wiele lat zawodnikiem Wisły, teraz jestem jej kibicem.

Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Przykro się na to teraz z boku patrzy. Szkoda byłoby, żeby taki klub spadł, a wiemy, z czym to się może wiązać. Nie wiadomo, czy po degradacji Wisła dalej będzie mogła funkcjonować w tym kształcie. To może być równoznaczne z rozpoczęciem przyszłego sezonu w czwartej lidze.

Śledzi pan spór między TS Wisłą a włodarzami Wisły SA – Tomaszem Jażdżyńskim, Jarosławem Królewskim i Jakubem Błaszczykowskim, którzy do końca roku mają określić się, czy przejmą od TS-u akcje i zostaną właścicielami klubu?
Grzegorz KALICIAK: – Czytam wywiady, opinie ludzi będących bliżej. To trudna sprawa. Nie wydaje mi się, by czy to TS, czy SA, nie chciały dobrze dla Wisły jako takiej. Każdy ma jednak swoje priorytety, każdy walczy o swoje. Kwestie związane z akademią, prawami do herbu, do nazwy… Z dwóch organów musi wyłonić się jedno stanowisko, a to zawsze budzi emocje. Ryzyko, że panowie Jażdżyński, Królewski i Błaszczykowski wycofają się z kupna Wisły SA, oczywiście istnieje. Trzeba brać pod uwagę taką okoliczność, ale… jakoś dogadają się z TS-em. Nie widzę innego rozwiązania niż jakiś kompromis.

Wisła w tej chwili nie łączy ludzi, a raczej dzieli – na tych nieufnych wobec TS-u albo też trójki „ratowników”.
Grzegorz KALICIAK: – To smutne, ale wykładnikiem i tak są wyniki pierwszej drużyny. Gdyby one były jako takie, to podejrzewam, że wiele dyskusji by się rozmywało. Sytuacja w tabeli jest jednak katastrofalna i pewne rzeczy wypływają z większą mocą. Patrząc na konflikt między Wisłą SA a TS Wisłą zastanawiam się, dlaczego to wszystko wyszło tak późno. Czemu rozmowy o przejęciu klubu były między nimi podjęte dopiero w lipcu, nie było próby rozwiązania tej sytuacji wcześniej. Palących kwestii jednak nie w tym roku nie brakowało, prezes Obidziński przedstawia, że Wisła regularnie spłaca zadłużenie.

Informacje o burzliwych negocjacjach w sprawie przejęcia klubu mogą odbijać się na postawie drużyny?
Grzegorz KALICIAK: – Jeśli masz w szatni grupę ponad 20 osób, to trudno, by się o tym nie rozmyślało i nie mówiło. Dla niektórych zawodników, szczególnie młodszych, Wisła to przyszłość. Oni na pewno o tym wszystkim myślą. Czy przekłada się to na boisko? W tyle głowy ten konflikt siłą rzeczy siedzi. Będę powtarzał, że podstawa to wygrać jeden, dwa mecze. Wtedy przynajmniej poprawi się sytuacja w tabeli, jeden problem będzie bliższy rozwiązania, a resztą niech się zajmują ludzie do tego odpowiedni.

W rozwiązaniu tego sportowego problemu pomóc miała zmiana trenera. Z jakimi odczuciami przyjął pan zwolnienie Macieja Stolarczyka?
Grzegorz KALICIAK: – Patrząc z dystansu, powiem osobiście, że chyba nie zmieniłbym trenera. Maciek miał bardzo trudny moment, sporo porażek z rzędu, ale do końca roku zostawiłbym go na stanowisku. To jednak tylko moje zdanie. Włodarze postanowili inaczej i trzeba to uszanować. Dla trenera Skowronka to duża szansa. Z drugiej strony – nie wiem, czy klub byłoby stać na kogoś z „nazwiskiem” – i czy ten ktoś byłby chętny przyjść teraz do Wisły, podjąć się ratowania tego wszystkiego. No i byłyby to kolejne duże koszty. A trener Skowronek co ma do stracenia? Nic, może tylko zyskać. Ocenimy tę decyzję po czasie. Gdy wyjdzie, to każdy powie o dobrej zmianie. Jeśli nie – pewnie pojawią się głosy, że może trzeba było poszukać raczej kogoś z „wiślackiego” środowiska.

W debiucie trenera Skowronka „Biała gwiazda” uległa na wyjeździe Śląskowi Wrocław 1:2.
Grzegorz KALICIAK: – Odłóżmy też na tylną półkę styl. W tej chwili najważniejsze są punkty. Nie interesuje mnie, w jaki sposób trener Skowronek sprawi, ale potrzebne są konkretne zdobycze – jeden, drugi wygrany mecz, obojętnie w jakich okolicznościach. Wtedy wzrośnie pewność siebie, wiara we własne możliwości i gra się lepiej. Nawet jeśli jest się gorszym na boisku. Potrzeba tego „czegoś”. Może odrobiny szczęścia, może gorszego dnia przeciwnika. Naprawdę wierzę, że trzy punkty pozwolą złapać Wiśle wiatr w żagle.

Doświadczeni zawodnicy – Błaszczykowski, Rafał Boguski, Paweł Brożek, Marcin Wasilewski – będą w stanie jeszcze wznieść się na wyższy poziom i pomóc w odbiciu się od dna?
Grzegorz KALICIAK: – Czytałem wypowiedź Pawła Brożka, że on już sam nie wie, co ma mówić w szatni. Ja mu się nie dziwię. Przegrywasz szósty czy ósmy raz i nie masz perspektyw na lepszy wynik – bo każdy widzi, jak wygląda gra… Chłopaki są już zaawansowani wiekowo, ale tylko w nich nadzieja. Nie oszukujmy się. Bo czego można oczekiwać od tej reszty, od młodszych? Jedynie walki na boisku.

Proces wzmacniania drużyny już się zaczął. Zimą do drużyny dołączyć ma reprezentant Kazachstanu, środkowy pomocnik Gieorgij Żukow.
Grzegorz KALICIAK: – Ja wiem, czy w środku pola są takie potrzeby? Jest Savicević, Basha, Pawłowski, może tu grać Boguski. Raczej priorytetem powinien być napastnik. Paweł Brożek strzela, ale widzimy, co się dzieje. Tu jakiś uraz, tam jakiś uraz – i ciężko z zastępstwem. A kto ma te bramki strzelać?

W dodatku zimą sprzedany może zostać Aleksander Buksa, środki z transferu z pewnością przydałyby się spółce.
Grzegorz KALICIAK: – Słyszy się, że oglądają go wysłannicy zagranicznych klubów. No, ale ile można zapłacić za chłopaka, który tak naprawdę nie gra? Dopiero wchodzi do ekstraklasy, niedawno leczył kontuzję? Wystarczyłoby jego kilka dobrych meczów, jakieś 2-3 bramki i cena poszłaby do góry. Sprzedaż jednego nastolatka to na pewno nie jest ratunek dla spółki, ale jeśli byłaby taka szansa, jeśli wpłynęłaby za niego oferta, trudno byłoby powiedzieć „nie”.

W tym roku przed Wisłą jeszcze cztery mecze. Lechia i Pogoń u siebie, Górnik i ŁKS na wyjeździe. Na jaką zdobycz pan liczy?
Grzegorz KALICIAK: – Skoro cztery kolejki, to na 12 punktów… Ale usiądźmy wygodnie (śmiech). Każda drużyna jest w zasięgu, oglądamy przecież naszą ekstraklasę i różne rzeczy się na boiskach dzieją. Siedem punktów zdobytych przez Wisłę to byłby bardzo dobry wynik.

 

Na zdjęciu: Grzegorz Kaliciak jest przekonany, że jedna wygrana tchnęłaby wiatr w żagle „Białej gwiazdy”.