Grzegorz Słaby: Błędy są nieuniknione

Cztery pytania do… trenera GKS-u Katowice, Grzegorza Słabego.


Czy można było zdobyć komplet punktów?

Grzegorz SŁABY: – Oczywiście, ale i tak wygrana cieszy. W tym meczu nie mieliśmy jakości po swojej stronie i mieliśmy spory problem gry po swoim przyjęciu. Uratowały nas zagrywka oraz blok – obrona. W tych elementach graliśmy dobrze, ale pierwszy set był dla mnie niezrozumiały. Graliśmy dobrze, gdy nagle zupełnie nas „odcięło” i straciliśmy 6 punktów z rzędu. A szkoda, bo gdyby się potoczył po naszej myśli, wówczas moglibyśmy się pokusić o pełną pulę. Jednak nie ma co narzekać, bo nasza gra z Cuprum Lubin zawsze tak wyglądało i okropnie się z nimi męczymy.

Nie irytowały pana proste błędy, bo było ich sporo w tym meczu?

Grzegorz SŁABY: – Byliśmy faworytem i towarzyszyło nam spore obciążenie i to sprawiło, że nasza gra falowała. Siatkówka to gra błędów i popełniamy je, bo podejmujemy ryzyko, chcąc zdobyć punkty. Jeżeli będziemy oddawać piłkę na drugą stroną, to wówczas będziemy nakręcali drużynę przeciwną. Te błędy akceptuję, bo one pokazują, że chcemy zdobywać punkty.

Fot. Tomasz Kudala/PressFocus

Nie zamierzamy grać asekuracyjnie, lecz wszystkie sprawy chcemy brać w swoje ręce. Mieliśmy wiele obronionych piłek i w trudnych sytuacjach decydowaliśmy się atak. Uważam, że nad wyborami akcji musimy popracować i wówczas zminimalizujemy ryzyko.

W tie-breaku wprowadził pan środkowego Jakuba Lewandowskiego. To miało być pokerowe zagranie?

Grzegorz SŁABY: – Coś mnie tknęło i zdecydowałem się na takie rozwiązanie personalne. Zawsze gdy wchodził na parkiet wnosił do gry wiele dobrego. Dobrze się wprowadził, udanie zaatakował i poczuł ból w kolanie. Szkoda…

Przed GKS-em ważne spotkania z Radomiem, Nysą i Suwałkami. Czuje pan presję?

Grzegorz SŁABY: – Na razie musimy wszyscy odpocząć, bo styczeń i początek lutego były intensywne. Teraz mieliśmy dwa mecze z rzędu i do tego dochodziły podróże. Wcześniej mieliśmy problemy zdrowotne, stąd ta forma nasza faluje i nie graliśmy dobrze, ale wygrywamy i to jest najważniejsze. Na razie odpoczniemy, potrenujemy i spokojnie przygotujemy się do kolejnych występów. A presja towarzyszy nam przez cały sezon.


Na zdjęciu: Jakub Jarosz (z lewej) i Piotr Hain mieli powody do radości po meczu z Cuprum.

Fot. Łukasz Sobala/PressFocus



Komentarze