Hokej. Liczą się piękne chwile

Nie wyobrażam sobie życia bez hokeja i zamierzam w nim pozostać. W jakiej roli, niebawem się o tym przekonamy – wyjawia Mikołaj Łopuski.


Talent, pracowitość, a co z a tym idzie pasmo sukcesów, ale wiele również wiele nieszczęśliwych oraz poważnych kontuzji – tak można ująć w telegraficznym skrócie hokejową przygodę Mikołaja Łopuskiego, który przed inauguracyjnym meczem tego roku GKS-u Katowice – Ciarko STS Sanok postanowił pożegnać się z zawodowym sportem.

Powoli szuka swojego miejsca poza taflą, ale, jak zapewnia, na pewno będzie związany. Ze sportowej emerytury cieszą się najbardziej córki dla których ma nieco więcej czasu. Teraz nadszedł czas podsumowań i wspomnień…

Spotkanie z lustrem

Mikołaj obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi, tytan pracy na treningach oraz podczas meczów i trudno się dziwić, że wielu fachowców przepowiadało mu karierę międzynarodową. Tak się nie stało, bo gdy wkraczał w dorosłe hokejowe życie nie miał swojego przewodnika czy jak kto woli agenta, który wybierałby właściwe kierunki i prowadził go przez meandry życia sportowego.

– Długo pauzowałem z powodu kontuzji rekonstrukcji chrząstki w lewym kolanie, ale chciałem wrócić, bo liczyłem, że jeszcze będę miał okazję kilka lat robić to co kocham – wyznaje „Miki”, bo taki nosi przydomek. – Jednak w listopadzie podczas meczu z Sanokiem kolejna część chrząstki dała o sobie znać. Zacisnąłem zęby, jak to zwykle w takich przypadkach robiłem i wystąpiłem jeszcze przeciwko Podhalu.

Trzeba było jednak udać się z wizytą do specjalisty ortopedy i szukać kolejnej pomocy. Odwiedziłem gabinety lekarskie kilka razy i wnikliwe badania sprawiły, że lekarz był sceptycznie nastawiony do mojego ewentualnego powrotu. Więc stanąłem przed lustrem i dokonałem błyskawicznego rozrachunku. Wyczynowemu hokejowi poświęciłem 19 lat, miałem wzloty oraz doły, ale na nie ma się czego wstydzić. Skoro fachowcy nie byli optymistami to musiałem powiedzieć sobie: stop!

Troskliwa mama

W rodzinie Mikołaja nie było żadnych hokejowych tradycji, ale mieszkał blisko „Olivii”, a w weekendy działała szkółka. Zapisał się wraz z kuzynami i tak już zostało na lata.

– Przez cały tydzień czekałem na sobotę, by znów pojawić się na zajęciach – z uśmiechem wspomina. – Miałem młodszego brata, tato wyjechał do USA i wszystkie obowiązki spadły na mamę, która pakowała sprzęt do małego fiata i przywoziła mnie na trening. Prosiła któregoś z rodziców, by dopilnował mojego ubioru i jechała do domu, by opiekować młodszym synem.

A po zajęciach przyjeżdżała i w sprzęcie hokejowym niosła mnie do samochodu i znów pędziliśmy do domu. Mama poświęciła wiele czasu i jestem jej mocno wdzięczny, bo miałem okazję przeżyć niesłychaną przygodę.

Szybko się usamodzielnił, bo najpierw edukacja nie tylko hokejowa w Gdańsku, a później w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Gra w młodzieżowy klubach w Czechach z wieloma ważnymi postaciami czeskiego hokeja. By spełniać swoje marzenia trzeba było ze zdwojoną energią trenować – tak przynajmniej wtedy mu się wydawało. Młody organizm wytrzymywał spore obciążenie i był, naszym zdaniem, chyba nadmiernie eksploatowany.

– Jest czas na ciężki trening, ale i czas na odpoczynek – do takiego wniosku dochodzi latami ponownie się uśmiecha nasz bohater. – Gdy byłem młody trenowałem zgodnie wytycznymi trenera, a po treningach zostawałem i sam sobie ćwiczyłem. Gdy inni wypoczywali, regenerowali swój organizm to ja dodatkowo pracowałem. Być może eksploatowałem swój organizm, choć nadal jestem przekonany, że moje kontuzje wynik splotu przypadkowych sytuacji, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Tęsknota za domem

Dobra postawa w czeskich zespołach juniorskich zaowocowała profesjonalnym 3-letnim kontraktem z zespołem ekstraligi słowackiej z Liptovsky’ego Mikulaszu i zagrał pod kierunkiem dobrze znanego w naszym kraju Milana Janczuszki. Dla młodego chłopaka, wchodzącego dopiero w dorosłe nie tylko sportowe życie, to trudny czas i stąd też decyzja o powrocie.

– Mimo aktualnego kontraktu, nie tylko ku uciesze rodziny, postanowiłem wrócić do Gdańska. – Zwyczajnie zatęskniłem za domem, normalnością jaka temu towarzyszy. W Stoczniowcu to nie był zły czas dla mnie, bo otarliśmy się medal mistrzostw Polski. A ponadto zaliczyłem indywidualnie dobry występ w mistrzostwach świata w Toruniu. Wówczas pojawiły się propozycje kontraktu na zapleczu ekstraligi szwedzkiej. Kolejne były też nieco później.

Stracona szansa

Z Gdańska powędrował do Krakowa, ale trudno się dziwić, wszak Cracovia była silna organizacyjnie-finansowa i wówczas grało w niej wielu reprezentantów kraju. „Pasami” zdobył pierwszy, srebrny medal mistrzostwa Polaki, zaś w drugim sezonie cieszył się z pierwszego złota.

Po udanym sezonie znów pojawiły się propozycje wyjazdu zagranicznego. Ponowny kontrakt w Szwecji był już przygotowany, ale Łopuski zawierzył niemieckiemu agentowi, który przysięgał na wszystkie świętości, że znajdzie mu klub w Niemczech. Czas płynął, finalizowanie umowy coraz bardziej się oddalało i trzeba podejmować decyzje.

W oczekiwaniu na wyjazd Łopuski trenował indywidualnie. Jednak w połowie sierpnia 2011 r. zdecydował się na podpisanie umowy z Aksam Unią Oświęcim. Kto wie czy to nie był kluczowy moment w jego karierze. 26 lat pewien bagaż życiowy oraz hokejowy miał już za sobą i to była dobra okazja, by ponownie spróbować swoich sił poza granicami.

Samemu trudno było się przebić, zaś pomoc agenta okazała się fiaskiem. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, pewnie postąpiłby zupełnie inaczej.

Wysoka stalka

W Oświęcimiu były wysokie aspiracje, ale zakończyły się miejsce poza podium i działacze postanowili dokonać roszad w składzie. Łopuski, zawodnik już w pełni ukształtowany, reprezentant kraju to był obiekt zainteresowania kilku klubów. Wybrał GKS Tychy, klub marzący o złotym medalu, ale na przeszkodzie stawała Cracovia.

– Z Tychami wiążą się miłe wspomnienia, choć spotkało mnie poważne nieszczęście – mówi gracz już na sportowej emeryturze. – Rodzinnie wszystko się wspaniale układało, bo dwie moje córki urodziły się w tym mieście. Poznałem wielu wspaniałych ludzi z którymi miałem okazje spędzić miło czasu.

Sportowo też nie mam na co narzekać, bo przecież w swoje CV wpisuję mistrzostwo. Choć mój udział w jego zdobycie był znikomy, bo przecież leczył poważną kontuzje zerwania więzadeł krzyżowych. Oczywiście, wolałbym spędzić ten czas wraz z kolegami na lodzie i wówczas to złoto smakowałoby inaczej. Jednak los sprawił, że w październiku (2014 – przyp.red.) doznałem poważnej kontuzji.

Nadmiernie eksploatowany organizm jest narażony na urazy. Tak było, jest i będzie. Często jednak o wszystkim decyduje przypadek. Na mecz z Jastrzębiem, pamiętam jak byłby to wczoraj, założyłem wyższą stalkę do buta hokejowego i ona mocno wbijała się w lód. Na pełnej szybkości z backhandu podawałem krążek do kolegi.

Moje ciało do połowy było skręcone w prawo, zaś nogi po łuku już były ułożone w lewo. Rywal wjechał we mnie i gdyby stalki nie były tak wbite w lód wówczas tylko przewróciłbym się. A tymczasem moje kolano nie wytrzymało, zerwane więzadła krzyżowe i trzeba było operacji. Takie sytuacje pozostawiają – patrząc z perspektywy czasu – sporo ślad i tak też było w moim przypadku. Choć podczas rehabilitacji solidnie i cierpliwie pracować, by wrócić do formy.

Rozstanie z GKS-em Tychy na pewno do miłych nie należało, choć sam kwituje krótko: – trener (Jirzi Szejba – przyp.red.) ma swoją wizję składu i ma prawo doboru zawodników.

Wyspiarski epizod

Po odejściu z Tychów, choć już wyjazd zagraniczny został odłożony na półkę, to jednak został odkurzony.

– Chciałem poczuć jeszcze radość z gry i właśnie na Wyspach Brytyjskich ją odzyskałem – wyjawia utytułowany napastnik. – Tam zupełnie inaczej jest postrzegany hokej i jest inne spojrzenie na dokonania zespołu. W Anglii wiele uwagi się poświęca marketingowi i w drużynie obowiązywała odpowiednia etykieta.

Moi koledzy prezentowali się jak z żurnala mody. Natomiast indywidualnie każdy miał się cieszyć z każdej chwili spędzonej na lodzie. Roczny pobyt okraszony przecież sportowymi sukcesami (poniżej – przyp.red.) pozwolił mi spojrzeć inaczej na dotychczasowe dokonania. A może w tym momencie stałem się dojrzalszym hokeistą? Choć wcześniej za takowego się uważałem.

Udane występy

Po powrocie zakotwiczył w GKS-ie Katowice i sportowo należy go uznać za udanych. Ech, gdyby nie te przeklęte kontuzje. Zdobycie wicemistrzostwa kraju po heroicznej rywalizacji z GKS-em Tychy i hokeistów witały tłumy kibiców przed „Spodkiem”.

– Wówczas po raz kolejny miałem okazję się przekonać jaki głód sukcesu towarzyszy kibicom w Katowicach, ale podobnie jest w moim Gdańsku – przekonuje Łopuski. – Szkoda, że tak szybko musiałem zakończyć, ale kolejne kontuzje kolana wymusiły rozstanie. Miałem wiele fajnych meczów i satysfakcję z osiągniętych wyników zarówno w lidze, jak i reprezentacji.


Czytaj jeszcze: Rusza NHL. Niecodzienne rozdanie

Zdobyte doświadczenie chciałbym przekazać młodym zawodnikiem, by może uniknęli tego co ja miałem okazję doświadczyć. W jaki roli będę występował to niebawem się okaże. Gdybym stał z boku i przyglądał co się dzieje wówczas czułbym się nieswojo – mówi na pożegnanie sympatyczny hokeista.

Ale to już było i nie wróci więcej – można byłoby zanucić frazę przeboju. Ależ to nieprawda! Teraz zaczyna druga część hokejowej przygody i, miejmy nadzieję, równie ciekawej…


Mikołaj ŁOPUSKI – ur. 24.12.1985 r. w Gdyni; żonaty (Kamila); 2 córki: Nadia (8 lat) i Alicja (5 lat). [Kariera sportowa:] Stoczniowiec Gdańsk, SMS Sosnowiec (2002-04), Ytong Brno (2004-05), Slovan Usti n/Łabą (2005-06), MHK Rużomberk (2006), MhK Liptovsky Mikulasz (2006-08), Stoczniowiec Gdańsk (2008-09), Cracovia (2009-11), Unia Oświęcim (2011-12), GKS Tychy (2012-13), KTH (2013), GKS Tychy (2013 – 16), Milton Keynes Lightning (2016-17), GKS Katowice (2017-20). W lidze rozegrał 485 meczów zdobył 437 pkt. (242 gole+195 asyst). Sukcesy sportowe: 2xmistrzostwo Cracovia (2011) i GKS Tychy (2015); 3xwicemistrzostwo GKS Tychy (2014 i 2016), Tauron GKS Katowice (2018); 4xbrąz: z Unia Oświęcim (2012), GKS Tychy (2013), GKS Katowice (2019, 2020); Superpuchar Polski GKS Tychy (2015); Mistrzostwo play off EPIHL i English Premier Cup: Milton Keynes Lightnig (2017). Reprezentacja (2005 – 2017): 134 występy i 43 gole.


Fot. Łukasz Laskowski/Pressfocus

Komentarze