Hokej. Tylko jednym radość…

Szanse finalistów PHL są równe – takiego zdania są fachowcy obserwujący krajowe zmagania na co dzień.


Tytuł mistrzowski po raz pierwszy dla Jastrzębia, a może po raz trzynasty dla Cracovii? – to pytanie intryguje kibiców, którzy jednak zasiądą tylko przed telewizorami. Hokeiści JKH GKS-u od kilku lat należą do ścisłej czołówki krajowej, a w tym sezonie już sięgnęli w październiku po Superpuchar, zaś w lutym po Puchar Polski. Teraz w Jastrzębiu nikt sobie nie wyobraża, by zespół nie zdobył złota. Podopieczni trenera Roberta Kalabera w sezonie zasadniczym zajęli 2. miejsce, zaś „Pasy” były na 6. pozycji. Play off to jednak zupełnie inne rozdanie i o tym przekonało się kilka drużyn, mających wysokie aspiracje, które już zakończyły rywalizację lub też rozpoczynają batalię o brązowy medal.

Nie żyjemy wspomnieniami

Tegoroczny finał to powtórka z 2013 r., kiedy JKH przegrał w niezwykle dramatycznych okolicznościach 3-4 w serii (2:3, 1:2k, 1:4, 5:4, 5:0, 3:2, 2:6). Kilku związanych z oboma klubami pamięta tę twardą rywalizację. Maciej Urbanowicz, wówczas i dzisiaj kapitan JKH, oraz dwaj obrońcy Mateusz Bryk i Kamil Górny mieli okazję grać w tych spotkaniach. Zespołem „Pasów” kierował i nadal go prowadzi trener Rudolf Rohaczek. Obecny kapitan Cracovii, Martin Dudasz, również miał okazję występować w tych potyczkach. Jednak klamrą niejako spinającą oba kluby jest wychowanek Jastrzębia i jej obecny dyrektor sportowy, Leszek Laszkiewicz, który wówczas poprowadził „Pasy” do kolejnego tytułu.

– Ostatniemu meczowi towarzyszyło ogromne napięcie, ale starałem się odzyskać tytuł dla Cracovii – wspomina „Laszka”. Strzeliłem trzy gole i wygraliśmy dość pewnie. Teraz moja rola jest zupełnie inna, jestem po drugiej stronie barykady. Będę w boksie wspierał chłopaków, by osiągnęli historyczny sukces.

– Byłem o 8 lat młodszy, ale tego ostatniego spotkania nie będę mile wspominał – dodaje obrońca Mateusz Bryk. W serii z 0-3 doprowadziliśmy do remisu, ale w ostatnim meczu daliśmy się ograć, bo nie wytrzymaliśmy psychicznie napięcia, jakie nam towarzyszyło.

– Nie wracam do tego, co było, tylko koncentruje się na tym, co nas czeka – mocno akcentuje kapitan Maciej Urbanowicz.

– Inny czas, zupełnie inne drużyny i to już jest za nami.

Nie zaglądamy do portfela

Profesor Janusz Filipiak, właściciel klubu, nie wyobraża sobie, by na jubileusz 115-lecia klubu nie było sukcesu. Piłkarze go nie rozpieszczają, zaś na lodzie medal jest znacznie łatwiej zdobyć. Wystarczy przed końcem okresu transferowego uruchomić konto bankowe i sprowadzić kilkunastu wartościowych zawodników, by znów liczyć się w rywalizacji o podium. Czy to jest już zespół z prawdziwego zdarzenia? Trudno do końca o tym przesądzać, ale trenerowi Rohaczkowi trzeba przyznać, że udało mu się to umiejętnie posklejać i jego drużyna w konfrontacji z GKS-em Tychy prezentowała się znacznie lepiej niż obrońcy tytułu mistrzowskiego, zwłaszcza w 2 ostatnich potyczkach.

– Nikomu nie zaglądam do portfela czy też kieszeni, bo jak ich stać to sprowadzają wartościowych zawodników – z pewną dozą ironii zauważa Urbanowicz.

– Działacze wraz z trenerem wykorzystują regulamin, jaki obowiązuje w rozgrywkach. Sukcesywnie sprowadzali hokeistów i teraz ten zespół prezentuje się zupełnie inaczej niż na finiszu sezonu zasadniczego. Teraz dysponują większą siłą i już dwie drużyny mogły się o tym przekonać. My jednak skupiamy się na swoich zadaniach, by jak najlepiej je wykonać.

Równe szanse

Po raz wtóry piszemy, że obecny zespół JKH GKS-u jest odpowiednio skomponowany i chyba najsilniejszy w dziejach klubu. Trener Robert Kalaber, mimo wielu przeciwności związanych z pandemią, potrafił graczy przygotować zarówno fizycznie, jak psychicznie. Podczas meczów zasuwają ile wlezie i znacznie łatwiej przychodzi realizować plany, jakie nakreślają szkoleniowcy.

– Dotychczasowe mecze playoffowe przebiegały po naszej myśli, więc dlaczego miałoby być w finale inaczej – mruży znacząco oko kapitan JKG GKS-u.

– Wygraliśmy z silnymi ekipami Podhala i Katowic, ale wcale nie było łatwo i o wygranej niemal we wszystkich meczach decydowało jedno trafienie.

– Uważam, że szanse obu zespołów są równe i o wszystkim zadecydują detale. Jedno wykluczenie, jeden błąd – te elementy mogą rozstrzygnąć mecz – dodaje dyrektor Laszkiewicz.

– Najważniejsze, by rozpocząć tę serię zwycięstwem, które jeszcze bardziej wzmocni psychicznie zespół.

Kilka wariantów

To może być jedyny, niepowtarzalny sezon w wykonaniu hokeistów JKH – tak mówią najwierniejsi kibice, związani emocjonalnie z zespołem, ale – oczywiście – pod warunkiem zdobycia złotego medalu.

– To prawda, że mamy okazję, ale ciągle będę powtarzał: skupmy się na swojej robocie jaką mamy do wykonania – przekonuje kapitan Urbanowicz.

– W minionych dniach podczas przygotowań do finału oprócz zajęć na lodzie mieliśmy również seanse wideo, niezbyt długie, ale nadzwyczaj treściwe. Trenerzy przygotowywali szczegółowy materiał do analizy i grę rywali mamy rozłożoną na drobne części. Mamy przygotowanych kilka wariantów gry i będą one realizowane w zależności od wydarzeń na tafli. Przed takimi wydarzeniami nikogo nie trzeba dodatkowo motywować. Po latach posuchy znów mamy sezon pełen sukcesów i do pełni szczęścia brakuje tylko jednego – dodaje z uśmiechem.

– Cieszyliśmy się już w tym sezonie dwa razy i byłoby wspaniale uczynić to jeszcze raz. W sezonie zasadniczym wygraliśmy z Cracovią 3 razy, ale to już inna drużyna. Tę nową mamy dobrze rozszyfrowaną i jeżeli będziemy trzymać się swoich założeń, podobnie jak w meczach z Podhalem i Katowicami, to wówczas złoto trafi do nas. Jesteśmy mocno zintegrowani i siła tkwi w zespole.

Odłożony prezent

Trener Rohaczek obchodził wczoraj 58. urodziny, ale świętowanie zostało odłożone na później, wszak wczoraj był ostatni szlif przed wyjazdem do Jastrzębia. „Pasy” znakomicie zaprezentowały się w poprzednich rundach play offu.

– Na pewno nie jesteśmy faworytami finału, bo to zgrany zespół i w tym składzie występuje w dłuższym czasie – powiedział czeski szkoleniowiec.

– Jest wartościowy bramkarz, wszystkie formacje są odpowiednio ustawione i czeka nas niezwykle trudna robota. Nie muszę nikogo dodatkowo motywować, bo wszyscy zdają sobie sprawę, o jaką stawkę gramy. Gra w przewagach oraz osłabieniach będzie chyba kluczem do sukcesu.


Czytaj jeszcze: Kamil Wróbel zapowiada: Idziemy na mistrza!

Nadal zagadką pozostaje obsada bramki. Denis Pieriewozczikow pojechał na pogrzeb ojca i miał wczoraj pojawić się w Krakowie. W dwóch ostatnich meczach z Tychami między słupkami był Robert Kowalówka, który spisał się świetnie i tylko raz skapitulował. Bramkarze w tej rywalizacji mogą odegrać kluczową rolę i trener Rohaczek doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

W finale każdy mecz ma odpowiedni ciężar gatunkowy i jest kluczowy – z tego doskonale zdają sobie sprawę hokeiści obu zespołów.


Bez karnych

Finał jest rozgrywany do czterech zwycięstw, ale nie będzie rozstrzygany w rzutach karnych. Jeżeli w regulaminowym czasie nie będzie zwycięzcy, wówczas czekają nas 20-minutowe dogrywki w 3-osobowych składach, kończące się z chwilą zdobycia „złotej” bramki.


Droga do finału

Ćwierćfinały

JKH GKS Jastrzębie – Tauron Podhale Nowy Targ 4-0 (2:0, 3:2, 4:3d, 2:1)

Comarch Cracovia – Energa Toruń 4-2 (1:2, 2:0, 4:2, 2:1d, 2:5, 5:1)

Półfinały

JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 4-1 (4:3d, 2:1, 4:1, 2:3d, 5:1)

Comarch Cracovia – GKS Tychy 4-2 (5:2, 2:4, 2:3, 3:1, 3:0, 4:1)

Finał

Piątek, 26 marca

JASTRZĘBIE, 17.30: JKH GKS – Comarch Cracovia

O 3. miejsce

TYCHY, 18.00: GKS – GKS Katowice


Sobota, 27 marca

JASTRZĘBIE, 18.30: JKH GKS – Comarch Cracovia

O 3. miejsce

TYCHY, 18.00: GKS – GKS Katowice


Na zdjęciu: Patrik Nechvatal, bramkarz JKH GKS-u, to czołowy fachowiec ekstraligi, ale w finale czeka go zapewne wiele wyzwań.

Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Komentarze