Iker Guarrotxena wysłał czytelny sygnał

25-latek, który od sierpnia broni barw Pogoni Szczecin, rozegrał dopiero drugi pełny mecz w ekstraklasie. Wszystko przez problemy natury zdrowotnej, które przytrafiały się pomocnikowi także w przeszłości. Zresztą Iker mógł się przyzwyczaić do życiowych trudności, które mocno pogmatwały jego piłkarski los.

Kontuzje dały mu w kość

Gdy grał na Teneryfie został zaatakowany i pobity przez poirytowanego kibica. W 2014 roku, dzięki dobrym występom w zespole rezerw Athleticu Bilbao liczył, że pojedzie z pierwszą drużyna na obóz przygotowawczy do Austrii. Zamiast tego w pokoju trenera Ernesto Valverde (obecnego trenera Barcelony przyp.red.), usłyszał, że może się pakować, ale… do innego klubu.

Tak, jak wspominaliśmy kontuzje też dawały mu się we znaki. – Przyznaję, jestem okropnym pacjentem. Kiedy nie gram, czuję się fatalnie, robię się nerwowy i niespokojny – przyznawał w rozmowie z gazetą „La Opinion”.

Forma coraz lepsza

Mimo tego nie załamał się. W Szczecinie także najpierw borykał się z urazem, ale teraz wszystko wskazuje na to, że w końcu dochodzi do optymalnej formy, ku uciesze fanów „Portowców”. Dwa gole z Miedzią to jasny i czytelny sygnał, że może być kluczową postacią rozpędzonej od kilku tygodni Pogoni.

– Marzyłem i czekałem na taki moment. Jestem szczęśliwy, bo zagraliśmy dobry mecz, znów wygraliśmy i dodatkowo strzeliłem dwa gole. Moja rodzina była na meczu. Pierwszy raz pojawiła się w Szczecinie. Cieszę się, że na ich oczach zagrałem taki mecz – przyznał Iker Guarrotxena po pokonaniu beniaminka.

 

Na zdjęciu: Guarrotxena zaczyna być mocnym punktem drużyny ze Szczecina.