Jak slalom gigant

Stawką niedzielnego meczu w Suwałkach będzie miejsce w czołowej dwójce tabeli. – GieKSa jest napakowana bardzo dobrym zawodnikami – nie ukrywa Dawid Szulczek, trener Wigier, wicelidera II-ligowej stawki.

Dla Dawida Szulczka mecz z GKS-em może uchodzić za małe osobiste derby. Pochodzi ze Świętochłowic, a katowiczanie to jedyny w II-ligowej stawce śląski zespół.

Jeszcze kilka przeszkód

– Skupiam się na tym, by przygotować się maksymalnie na każdego przeciwnika, niezależnie od lokalizacji. Mecz z GieKSą budzi emocje niekoniecznie z racji faktu, że przyjeżdża rywal ze Śląska. Dla mnie to po prostu największa marka II ligi.

Wiadomo, że mierzymy się też z rezerwami ekstraklasowych klubów, ale patrząc na pozostałe zespoły, GKS jest najbardziej rozpoznawalny. No i – nie ma co ukrywać – jest napakowany bardzo dobrymi zawodnikami. Robiąc analizę rywala widziałem, z jaką swobodą radzą sobie w tej lidze Adrian Błąd czy Marcin Urynowicz.

Obserwujemy, jak GKS „rozbiera” inne kluby, wyciągając ich czołowych zawodników, choćby Krystiana Sanockiego z Błękitnych czy Filipa Kozłowskiego z Elany. To wszystko świadczy o tym, że w Katowicach mocno walczy się o awans. To ekipa, która będzie się bardzo liczyć w stawce – mówi 30-letni szkoleniowiec Wigier, które zgromadziły dotąd 28 punktów – o 2 więcej od rozpędzonej GieKSy, notującej serię (4) wygranych.

W niedzielę (15.00) gra toczyć się będzie o miejsce premiowane bezpośrednim awansem. – Tak dużo grania zostało do końca sezonu, że wiele może się zdarzyć, a patrząc na terminarz tej rundy, GieKSa ma przed sobą bardzo trudne mecze. Motor, Bytovia, Chojniczanka, Stal Rzeszów… To jak slalom gigant. Wiele przeszkód na swej drodze jeszcze katowiczanie napotkają. Mam nadzieję, że już w Suwałkach będą musieli się mocno napocić, aby cokolwiek zdziałać – uśmiecha się Szulczek.

Granie bez napastnika

Spadkowicz z Suwałk po 9 kolejkach legitymował się imponującym bilansem 8 zwycięstw i porażki (0:1 w Stargardzie). Z kolejnych 4 spotkań wygrał 2: te wyjazdowe ze Stalą i Hutnikiem Kraków. U siebie bezbramkowo zremisował z Chojniczanką oraz uległ (1:2) beniaminkowi z Ostródy.

– Jesteśmy trochę podrażnieni. Nie tak wyobrażaliśmy sobie dwa poprzednie spotkania. Nie satysfakcjonuje nas w nich 3-punktowa zdobycz, nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak wyglądała nasza gra. Fakt faktem, że mamy też swoje problemy. Walczymy bez kilku zawodników, którzy dotąd stanowili o sile naszej drużyny. Najbardziej odczuwalny jest brak napastnika. Nie mam do dyspozycji Kamila Adamka, Michała Żebrakowskiego i Kacpra Wełniaka.

To ewenement, że przez 5 tygodni pozostajemy bez „dziewiątki”. Jakoś musimy sobie z tym radzić. Może nie zdobywamy tylu bramek co GKS czy Polkowice, zatem skupiamy się też na obronie. W niedzielę powinien być fajny mecz dla zawodników czekających na szansę. Z kim się pokazać, udowodnić swoją wartość, jeśli nie z GieKSą? – zapytuje szkoleniowiec Wigier.

Pamiętne przełamanie

Szulczek od 2014 do 2017 roku pracował w innym katowickim klubie, Rozwoju, dlatego siłą rzeczy w ekipie z Bukowej nie brakuje znanych mu twarzy. Przy ul. Zgody współpracował z Filipem Kozłowskim, Michałem Gałeckim czy Bartoszem Jaroszkiem.

– Zawsze miałem szczęście, że trafiałem do fajnych szatni. Ci zawodnicy się w te szatnie wpisywali. Filip to megapozytywna postać, trochę czasu wspólnie spędziliśmy na treningowych wstawkach indywidualnych. W Rozwoju miał trudny moment, gdy nie wszystko mu wychodziło, ale rozwinął się. Ostatnia styczność z nim i Bartkiem Jaroszkiem to wyjazdowy mecz z Gryfem Wejherowo i mikrocykl przed nim, kończący sezon 2016/17. Wygraliśmy i utrzymaliśmy dla Rozwoju II ligę, było to moje pierwsze spotkanie, które prowadziłem jako I trener na szczeblu centralnym.


Czytaj jeszcze: Niewiele brakowało do rekordu

Michał Gałecki to z kolei czasy I-ligowego Rozwoju. Był pracowity, nastawiony na postęp. Kilka zdań pewnie zamienimy… Bez zdradzania nazwisk, ale dwóch z tych trzech zawodników chciałem ściągnąć latem do Wigier. Niestety, finansowo nie byliśmy w stanie przebić ofert, jakie otrzymali od GKS-u. Szukaliśmy zatem dalej. Dziś jestem zadowolony z kadry, jaką skompletowaliśmy w Suwałkach – podkreśla szkoleniowiec, który z GieKSą mierzył się nie tylko jako członek sztabu Rozwoju, ale też asystent Artura Skowronka w Stali Mielec czy… Wigrach.

– Generalnie wspominam te mecze pozytywnie, choć bywało różnie. Porażki, remisy, zwycięstwa… Na różnych szczeblach, w różnych latach. Najbardziej utkwił mi w pamięci mecz z jesieni 2017. Przyjechaliśmy z Wigrami na Bukową po fatalnym okresie, a udało nam się przełamać. Od tamtej pory maszyna ruszyła, skończyliśmy sezon na 6. miejscu. Mam nadzieję, że teraz też przełamiemy pewną serię: tę zwycięską, jaką notuje GKS – kończy Szulczek.




0 REMISÓW zanotowano w 11 meczach, jakie rozegrały między sobą w ostatnich 6 latach drużyny GKS-u i Wigier. 6-krotnie wygrywali suwalczanie, 5-krotnie (w tym raz w PP) – katowiczanie.

Na zdjęciu: Jednym z tych, którzy przed laty mieli okazję pracować z obecnym szkoleniowcem Wigier, jest Michał Gałecki (nr 17).

Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Komentarze