Jak zmazać ten blamaż?

Wpadka przydarzyła się Legii w tym sezonie tylko raz. W pierwszej kolejce sezonu uległa właśnie Pogoni, którą teraz ma okazję dogonić. Przez cały czas klub ze stolicy pałętał się w okolicach środka tabeli, na co w dużej mierze wpływ miał przeniesiony na dzisiaj mecz z Wisłą Płock i fakt, że miał na koncie mniej spotkań. Legia wolała rozegrać mecz w innym terminie, żeby lepiej przygotować się do starć w europejskich pucharach, co, jak wiemy, skutków nie przyniosło. Ale, sądząc po ostatnich wydarzeniach, trudno dziś obstawiać inny wynik niż wygraną legionistów.

W Lubinie nic nie działało

Wisła radzi sobie w tym sezonie bardzo słabo i wiele osób wskazuje na nią jako jednego z głównych kandydatów do spadku. Zatrudnienie latem znanych nazwisk w defensywie, jak Jakub Rzeźniczak, Jarosław Fojut czy Michał Marcjanik, miało przynieść „nafciarzom” dodatkową stabilizację w tyłach, a jak na razie skutkuje… najgorszą obroną w lidze. W siedmiu meczach Wisła zainkasowała już 15 goli, na co w znacznej mierze wpływ miała dotkliwa porażka 0:5 w miniony piątek, w Lubinie.

– Ten mecz po prostu nam nie wyszedł – tłumaczył trener Wisły, Radosław Sobolewski. – Nie zadziałało nic, co zaplanowaliśmy przed spotkaniem. Tak jak wcześniej chwaliłem chłopaków za konsekwencję, tak w tamtym meczu mi tego zabrakło – mówił niechętnie trener dzisiejszych gospodarzy na przedmeczowej konferencji, zapytany o lubiński blamaż.

O tamtym spotkaniu w Płocku chcą jak najszybciej zapomnieć, tym bardziej że „wojskowi” to rywal z jeszcze wyższej półki. – Legia jest teraz w dobrym momencie. Wyrzuciła już z głowy wyeliminowanie z pucharów i widać, że prezentuje się coraz lepiej, zwłaszcza pod względem fizycznym. W tej drużynie jest mnóstwo indywidualności, na które musimy zwrócić uwagę – przyznał Sobolewski. Co ciekawe, Wisła w Płocku ostatni raz z warszawiakami wygrała w 2003 roku i od tamtego momentu większość spotkań przegrywała. Zwycięstwa jej się przytrafiały, tyle że na boisku w stolicy.

Solidni i zorganizowani

W Legii do starcia z „nafciarzami” podchodzą z dużym spokojem. W ostatni piątek, grając przez większość czasu w dziesiątkę, wicemistrzowie Polski zremisowali bezbramkowo w Białymstoku. Nie było to atrakcyjne widowisko, ale słowa krytyki popłynęły głównie w stronę Jagiellonii, która grając w przewadze była całkowicie bezsilna w ofensywie. Jest to pewien sygnał dla Wisły, ponieważ defensywa Legii jest obecnie jedną z najlepszych w ekstraklasie, co podkreślają kolejni rywale warszawiaków. Tylko Pogoń i Śląsk straciły mniej goli niż „wojskowi”, a i jeszcze w trakcie eliminacji do Ligi Europy stracili tylko jedną bramkę – w Glasgow, tę decydującą o odpadnięciu.

Ekstraklasa jest jednak ligą nieprzewidywalna i paradoksalnie Legia niekoniecznie będzie miała lekki i przyjemny mecz. Wisła będzie chciała zrobić wszystko, aby zrehabilitować się za ostatnią kolejkę, tym bardziej że zmierzy się z rywalem z Mazowsza. – Sam mecz derbowy jest dla nas wystarczającą mobilizacją. Wielu zawodników podchodzi do niego szczególnie, a poprzednie spotkanie musimy wymazać z pamięci kibiców. Jedyną drogą jest dobry występ z Legią – mówił obrońca „nafciarzy”, Alan Uryga.

 

Na zdjęciu: – Na mecz z tak renomowanym rywalem, jak Legia, nie trzeba się dodatkowo mobilizować – twierdzi Alan Uryga.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ