Zobacz
Do góry

Janicki: Chcielibyśmy VAR, ale to bardzo drogie

Rozmowa z Markiem Janickim, prezesem PGNiG Superligi mężczyzn.

Ile pieniędzy z superligi otrzymają medaliści w sezonie 2018/19?
Marek JANICKI: – Przekazujemy premie za tytuł, ale nie powiem panu, ile konkretnie. Nagrody otrzymują zespoły do 8. miejsca włącznie oraz dwa pierwsze z grupy spadkowej. Są także extra premie dla drużyn, które występują w europejskich pucharach, dofinansowujemy również udział w turniejach w sezonie letnim. Jest dużo aktywności, środki na nagrody co roku się zwiększają.

Czy to znaczy, że budżet ligi się zwiększy w kolejnym sezonie?
Marek JANICKI: – Sam budżet spółki na pewno się zwiększy, ale czeka nas duże wyzwanie organizacji zawodowej ligi kobiet. Prace trwają, czekamy na podpisanie stosownej umowy ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce i zgodę ministerstwa sportu. Miejmy nadzieję, że ta liga w końcu ruszy. Podpisaliśmy wieloletnią umowę ze sponsorem tytularnym, firmą PGNiG, do 2023 roku. Cieszy nas ta perspektywa, to podwalina, na której bazie można wiele budować.

Fot. pgnig-superliga.pl

Przechodząc do strony sportowej – kontrowersje w środowisku wzbudza system gry w rundzie finałowej, de facto play-off „zduszony” do meczu i rewanżu. Na przykład w Zabrzu uważają, że cały rok dobrej pracy i wyników idzie na marne w ciągu jednego wiosennego tygodnia…
Marek JANICKI: – Ale nawet piłkarska Barcelona w Lidze Mistrzów przegrywa w dwumeczu, PSG z Vive też tak odpadło. Szanse są równe dla wszystkich. System rozgrywek jest znany – każdy wie wcześniej, może się do niego odpowiednio przygotować. Gwardia Opole czy MMTS Kwidzyn to zrobiły, inni inaczej. Trudno jest stworzyć system super sprawiedliwy, bo takiego nie ma.

Nie rozważacie jednak korekty i rywalizacji choćby do dwóch zwycięstw?
Marek JANICKI: – Nie ma takiej możliwości. Jest ścisk terminów. Europejska federacja zabiera ich coraz więcej na puchary – ligę musimy skończyć tydzień przed Final Four Ligi Mistrzów. Do tego dochodzi reprezentacja, w styczniu zawsze są mistrzostwa świata lub Europy. Jest jeszcze Puchar Polski, trzeba go rozegrać! Nie jesteśmy w stanie wykroić kolejnych okien w kalendarzu, które pozwoliłyby nam rozciągnąć rozgrywki w czasie. Zresztą już teraz – według mnie – gramy zbyt ciasno i za dużo. Jednak oczywiście analizujemy rywalizację i może drobne zmiany przed kolejnym sezonem będą.

Osobiście chciałby pan coś wprowadzić, uatrakcyjnić?
Marek JANICKI: – Nie jestem zwolennikiem nowinek, które zmieniałyby sens gry w piłkę ręczną, raczej preferuję tradycyjne reguły rywalizacji. Jeżeli europejska federacja coś wprowadzi, będziemy się temu przyglądać. Bardzo zależy, żeby wprowadzić VAR, ale koszty zastosowania go w piłce ręcznej są ogromne – potrzeba do tego bardzo dużo kamer – że na pewno nie w przyszłym sezonie…

Jednak przymiarki już były?
Marek JANICKI: – Tak, testowaliśmy VAR w sezonie 2017/18, ale niestety nie mamy takich środków, żeby był na każdym meczu. A tylko tak widzę sens wprowadzenia go – nie możemy faworyzować nikogo, muszą być równe szanse. Natomiast bardzo by nam się przydał ten system, bo ukróciłby sytuacje, w których cały czas są pretensje do sędziów. Trenerzy w trakcie meczu też mogliby dysponować na przykład po jednym VAR-ze i w tym kierunku rozważaliśmy system, który chcieliśmy stworzyć. Jeżeli pozyskamy na to środki – tak, natomiast na razie ich nie mamy.

Poruszył pan problem sędziowania – nasi arbitrzy mają najczęściej kiepską opinię w środowisku…
A pana ocena?
Marek JANICKI: – Nie jestem specjalistą od sędziów, nie będę się wypowiadał.

Łangowski: Byliśmy Piastem Gliwice sezonu!

Czy PGNiG Superliga według prezesa rozwija się w należytym tempie – na przestrzeni ostatnich trzech lat?
Marek JANICKI: – Myślę, że tak. Robimy progres. Mecze w górnej części tabeli są bardziej wyrównane. Jest już kilka drużyn, które posiadają budżety pozwalające na nawiązanie rywalizacji zarówno w kraju, jak i w Europie. Jesteśmy zadowoleni.

Był pan na meczu o brąz w Opolu. Podobało się?
Marek JANICKI: – Gwardia zrobiła progres sportowy i zasłużenie zdobyła brązowy medal. Opole w ogóle staje się głównym ośrodkiem piłki ręcznej. Myślę, że także dlatego, że dużym zaufaniem obdarzono trenera Rafała Kuptela, który wykonał tu gigantyczną pracę, co teraz przynosi efekty. Mam nadzieję, że na tym w Opolu nie poprzestaną.

Jednak są też takie ośrodki jak Gdynia, gdzie na mecze Arki przychodziło po 80 osób…
Marek JANICKI: – Zgadza się, ale chwała Gdyni, że rozegrała cały sezon, niestety spadła z ligi. Myślę, że w tej chwili jednak większość ośrodków rozwija się dynamicznie.

Faza spadkowa, do której drużyny przystępowały z „wyzerowanym” dorobkiem punktowym, także wzbudzała kontrowersje…
Marek JANICKI: – Wszyscy bali się tego systemu, ale chcieliśmy, żeby po dwóch latach zamknięcia ligi na spadki, rozgrywki nabrały rumieńców. I tak się stało.

Nie miał pan jednak poczucia zgrzytu, gdy po trzech kolejkach tej fazy z kompletem punktów prowadziła drużyna, która w poprzednich 26 spotkaniach wygrała, jeden mecz?
Marek JANICKI: – Nie. Byłem przekonany, że sytuacja – nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, bo nikomu źle nie życzyłem – wróci na tory i że przeważy ciężka praca i efekt sportowy wypracowany na dystansie całego sezonu. I tak się stało, te drużyny udowodniły, że należało im się miejsce w superlidze. Najpierw gramy o ósemkę, potem albo o medale, albo o utrzymanie. Jednak robimy to też dla kibiców, nie dla samych siebie – inaczej nie miałoby to sensu.

 

Na zdjęciu: Marek Janicki jest pod wrażeniem osiągnięć sportowych i organizacyjnych Gwardii Opole, w tym skrzydłowego Patryka Mauera.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w PGNiG Superliga