Jastrzębski Węgiel. Żal ogromny

Jastrzębski Węgiel zrobił w środę wszystko, co mógł, aby znaleźć się w finale PlusLigi, chociaż po dwóch przegranych setach już mało kto wierzył, że rywalizację z ONICO Warszawa da się jeszcze odwrócić. „Pomarańczowi” zdołali doprowadzić do tie breaka, w którym prowadzili nawet 9:7. Końcówka należała jednak do gospodarzy, którzy po raz pierwszy w historii awansowali do finału mistrzostw Polski. Ten dla Jastrzębskiego Węgla jest nieosiągalny od 2010 roku.

Wóz albo przewóz

O tym, że jastrzębski zespół podjął walkę w znacznej mierze zadecydowały zmiany, jakich w drugiej odsłonie dokonał trener Roberto Santilii. W miejsce słabo radzących sobie Christiana Fromma i Dawida Konarskiego wprowadził kolejno Wojciecha Ferensa i Jakuba Buckiego. Pierwszy z wymienionych zdobył 16 punktów, a drugi uzbierał 19 „oczek” z czego 3 za sprawą asów serwisowych.

– Pamiętać się będzie o zwycięzcach. Kiedy wraz z Kubą Buckim wchodziliśmy na parkiet, to doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że wóz, albo przewóz. Daliśmy z siebie maksa. Atakowaliśmy utrzymując wysoki pułap i dobry kierunek. Niestety to okazało się za mało – mówił po spotkaniu Wojciech Ferens, który zaznaczył, że w jastrzębskim obozie panuje smutek. – Jest ogromny żal, bo byliśmy bardzo blisko, choć zaczęliśmy ten mecz bardzo kiepsko. Dwa sety nam uciekły, ale siłą kolektywu wróciliśmy do gry. Wyrównaliśmy stan rywalizacji, a w tie breaku rzuciliśmy na szalę wszystko, co mamy. Zapowiadało się nieźle, bo wypracowaliśmy sobie przewagę w środkowej części piątego seta. Ale gdzieś to uciekło. Czegoś zabrakło. Gratuluję ONICO, a nas taka przegrana bardzo boli. Walczyliśmy o finał cały sezon. Osobiście nie wiem, kiedy nadarzy mi się okazja gry o finał – mówił po spotkaniu przyjmujący JW.

Szkoda, że o brąz

„Pomarańczowym” pozostaje zatem gra o brązowe medale. Przypomnijmy, że zespół trenera Santilliego nadal znajduje się w trakcie realizacji celu postawionego przed drużyną w tym sezonie. Przed rozgrywkami mówiono otwarcie o tym, że Jastrzębski Węgiel gra o medale. – Cóż, to będzie starcie dwóch drużyn, które o finał biły się do końca i brakło im niewiele. Wiemy, że Zawiercie jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem, a ogromnym atutem jest ich hala. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami ciężki bój. Na parkiecie w Warszawie zostawiliśmy mnóstwo sił i zarówno dla nas, jak i dla Zawiercia, rywalizacja o brąz nie będzie łatwa. Walczymy dalej o medal. Szkoda jednak, że o brązowy, choć pewnie przed sezonem każdy brałby go w ciemno – stwierdził Wojciech Ferens.

Pierwszy mecz w rywalizacji o brąz (do trzech zwycięstw) rozegrany zostanie w Jastrzębiu-Zdroju w najbliższą sobotę, o godz. 17.30. Na papierze faworytem tej konfrontacji wydają się jastrzębianie. Chociażby z tego powodu, że jeszcze nigdy z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie w PlusLidze nie przegrali. Oba zespoły mierzyły się cztery razy w historii i w każdym przypadku z konfrontacji tych „pomarańczowi” wychodzili zwycięsko.

Na zdjęciu: Wojciech Ferens (z lewej) wszedł na parkiet w drugim secie, dał z siebie wszystko, ale Jastrzębski Węgiel nie zagra o złoto PlusLigi.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze