JKH GKS Jastrzębie. Czas i cierpliwość

Szalony sezon i plaga kontuzji sprawiły, że jastrzębscy obrońcy tytułu mistrzowskiego mieli spore problemy.


Mateusz Bryk, jeden z kluczowych defensorów nie tylko JKH GKS-u Jastrzębie, ale również reprezentacji, podczas meczu z GKS-em Tychy (15.10.) doznał kontuzji kolana. Po szczegółowych badaniach Paweł Herman, ortopeda dobrze znany w tym środowisku, zdecydował o zabiegu w szpitalu w Jaworznie. Upłynął niespełna miesiąc i ten obrońca wystąpił w Nowym Targu.

To dobra wiadomość dla kibiców obrońców tytułu mistrzowskiego, bo drużynę niemal od początku ligowej rywalizacji prześladował pech. Co rusz słyszeliśmy o kontuzjach i razach, zwłaszcza obrońców.

Zmęczenie materiału

Dla JKH GKS-u ten sezon jest wręcz szalony. Najpierw reprezentanci z tego klubu uczestniczyli w finale kwalifikacji olimpijskiej w Bratysławie, a zaraz po nim zespół rozpoczął Ligę Mistrzów, gdzie trzeba była grać na maksa. Chwilę potem ruszyła ligowa karuzela. O spokojnym treningu nie mogło być mowy, a o odpoczynku trzeba było zapomnieć.

– Moja kontuzja była właśnie wynikiem intensywnej gry, kolano już wcześniej nadwyrężone w końcu nie wytrzymało – mówi sympatyczny obrońca. – Szybka reakcja lekarza, za co jestem mu wdzięczny, operacja i rehabilitacja. Po 4 dniach od zabiegu odrzuciłem kule, po 8 dniach odwiedziłem siłownię, a po 9 dniach zajęć na lodzie znalazłem się w składzie na mecz z Podhalem.

Plany były nieco inne, ale zadecydowała wyższa konieczność. Przed wyjazdem do Nowego Targu kontuzji doznał Marcin Horzelski i nasza obrona była zupełnie rozbita. Maris Jass i Siergiej Bahaleisza leczą kontuzje, więc w tej sytuacji uznałem, że trzeba przyśpieszyć powrót. Na pewno mój występ nie był olśniewający, bo brakowało mi pewności siebie i jeszcze grałem zbyt asekuracyjnie.

Z każdym meczem powinno być coraz lepiej, choć do wysokiej formy będę dochodził znacznie dłużej. Muszę być cierpliwy, choć czasu nie ma gdy się patrzy na ligowy kalendarz. Jedno jest pewne: na fajerwerki z mojej strony należy poczekać (śmiech).

Rozwiać chmury

W JKH GKS-ie po zdobyciu mistrzostwa zaszły spore zmiany kadrowe. Jastrzębianie pokazali się z dobrej strony w Lidze Mistrzów i może stąd wielu oczekiwało zwycięstw w lidze. A tymczasem rywalizacja w tym sezonie jeszcze bardziej się wyrównała, wszyscy chcą wygrywać i postawili sobie ambitne cele.

A los jastrzębian zupełnie nie oszczędza, bo kontuzji było znacznie więcej niż te, o których teraz wspomnieliśmy. Zwłaszcza defensywa została mocno przetrzebiona i to na pewno rzutuje na grę całego zespołu.

– Każdy drużyna ma słabsze momenty, mniej lub bardziej odczuwalne – dodaje Bryk. – Nad nami zebrały się czarne chmury i trzeba je rozwiać oraz powrócić do gry z Ligi Mistrzów. Moja kontuzja przytrafiła się zespołowi w najgorszym okresie. W poprzednim sezonie nie było takiego momentu, by zespół tracił 7 lub 5 goli. Również nie przypominam sobie meczu, by wygrywać 4:2 i w kilka minut roztrwonić tę przewagę i przegrać po dogrywce. A tak było w Tychach i nie możemy do takich sytuacji doprowadzać.

Swoimi błędami doprowadziliśmy do „wibracji” naszych bramkarzy, a przecież mamy dwóch niezwykle solidnych „strażników”. Oni też niepewnie reagują, gdy my przed nimi popełniamy „babole”. I w sumie zrobiło się nerwowo w drużynie oraz wokół niej. Nie możemy trząść portkami przed każdym spotkaniem.

Wszyscy jesteśmy tego świadomi i jednocześnie pewni, że wrócimy na właściwe tory. Na razie tylko Katowice trochę odskoczyły, ale wszystko jest do odrobienia. Jestem dobrej myśli, a przede wszystkim musimy zapewnić spokój w defensywie, a koledzy z ataku solidnie zapracują na gole. Musimy jak najszybciej otworzyć znacznie lepszy rozdział ligowej rywalizacji.

Przed ekipą trenera Roberta Kalabera spotkanie z Sanokiem i okazja, by zrewanżować za porażkę 3:4, która pozbawiła JKH GKS miejsca w turnieju finałowym Pucharu Polski, oraz wyjazd do Sosnowca.

Liczba

28

DNI upłynęło od operacji gdy obrońca z Jastrzębia pojawił się na lodzie w ligowym meczu.


Na zdjęciu: Mateusz Bryk liczy na lepszy czas swojej drużyny.

Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Komentarze