Joao Oliveira wie jak strzelać Widzewowi

Joao Oliveira w ubiegłym sezonie w obu meczach pokonał bramkarza Widzewa. Podtrzymanie tej passy w kolejnym meczu z ekipą z Łodzi byłoby w Sosnowcu mile widziane.


Oliveira najpierw trafił w meczu obu drużyn w Łodzi. Wówczas spotkanie zakończyło się remisem 1:1, choć od 14 minuty Zagłębie grało wówczas z przewagą jednego zawodnika. Zespół z Sosnowca po trafieniu piłki głową przez Portugalczyka prowadził od 61 minuty, ale kilka minut później łodzianie dopięli swego i wywalczyli punkt.

Pomocnik Zagłębia znalazł sposób na pokonanie bramkarza łodzian także w drugim meczu tych drużyn. Wiosną sosnowiczanie pewnie wypunktowali rywali 3:0, a Oliveira postawił kropkę nad „i” pieczętując wygraną. Oczywiście ponownie trafił po strzale głową. Zresztą w ten sposób zdobył większość bramek w minionym sezonie. W sumie pokonał bramkarzy rywali ośmiokrotnie i był to najlepszy wynik wśród graczy Zagłębia w minionym sezonie.

Oliveira na Ludowy trafił latem ubiegłego roku wraz z rodakami: Goncalo Gregorio oraz Martimo Maią. Obu wymienionych już w Sosnowcu praktycznie nie ma, choć ten drugi nadal ma ważny kontrakt z sosnowieckim klubem. Po zakończeniu minionych rozgrywek trener Kazimierz Moskal nie widział jednak dla Mai miejsca w składzie i piłkarz został wystawiony na listę transferową. Jak na razie chętnych na jego usługi brak. Z kolei Gregorio, z którym wiązano spore nadzieje z przyczyn rodzinnych rozwiązał umowę z Zagłębiem i wrócił do ojczystego kraju. Napastnik, który miał rozwiązać problemy sosnowiczan w linii ataku skończył sezon z dorobkiem pięciu goli, z czego aż trzy to efekt skutecznie wykonanych rzutów karnych.

Oliveira został w Sosnowcu, ale mimo odejścia dwóch rodaków nie czuje się osamotniony. W sztabie szkoleniowym wciąż pozostaje Fabio Ribeiro, który jest analitykiem w teamie trenera Moskala. Portugalczykowi przybył także partner do rozmów. Mowa o Brazylijczyku Alexie Tanque. Skoro jednak jesteśmy przy językach i ich operowaniu poza granicami kraju to trzeba w tym miejscu wspomnieć, że Oliviera od pewnego czasu szkoli język polski i efekty mogliśmy ostatnio zobaczyć podczas krótkiego wywiadu, którego pomocnik Zagłębia udzielił klubowej stronie internetowej. Gracz środka pola podsumował mecz z Arką i szło mu to całkiem nieźle. Śmiało można więc powiedzieć, że postępy robi nie tylko na boisku.

Oliveira to jeden z niewielu graczy, którzy ostali się w wyjściowym składzie Zagłębia w porównaniu do ubiegłego sezonu. W linii środkowej doskonale dogaduje się z Maciejem Ambrosiewiczem, a w premierowym meczu z Arką wraz z nowym kapitanem oraz pozyskanym latem Wojciechem Szumilasem radzili sobie więcej niż poprawnie.

– Początek sezonu zawsze jest ważny. Arka to dobry zespół, będą chcieli w tym sezonie wywalczyć ekstraklasę. Zagraliśmy w Gdyni niezły mecz. Dobrze zareagowaliśmy po stracie gola. Nie było załamania, ale szybka chęć wyrównania. Tak musimy grać. Trener Moskal podkreśla, że musimy na każdy mecz wychodzić po zwycięstwo. Wszyscy mamy nadzieję, że ten sezon będzie lepszy niż poprzedni, bo stać nas na to – podkreśla piłkarz.

W niedzielę sosnowiczanie będą chcieli odnieść pierwsze zwycięstwo w sezonie. Łatwo nie będzie bo Widzew zaczął od efektownej wygranej 3:0 z Sandecją Nowy Sącz. W tygodniu poprzedzającym mecz trenerowi Moskalowi ubyło nieco problemów kadrowych, bo gotowy do gry jest Marin Galić. Bośniacki prawy obrońca czeka na debiut w barwach Zagłębia. W Gdyni nie mógł zagrać z powodu urazu łydki, ale jak przekazał sztab szkoleniowy piłkarz jest już w pełni gotowy do gry. W starciu z Arką zastępował go Mateusz Machała, nominalny środkowy defensor, który zresztą na inaugurację nabawił się drobnego urazu mięśniowego, ale jest już w pełni sił i tylko od trenera Moskala zależy kto z dwójki Galić-Machała rozpocznie niedzielny mecz od pierwszej minuty. Poza kadrą są więc w tej sytuacji Łukasz Turzyniecki oraz Damian Pawłowski, a także oczywiście Szymon Pawłowski i Michał Masłowski, ale w ich przypadku powrót do gry planowany jest najprawdopodobniej dopiero wiosną.


Fot. Adam Starszynski / PressFocus

Komentarze