Juergen Klopp dla „Sportu”: Powiedziałem działaczom UEFA, że za rok widzimy się w Turcji

Jak się pan czuje w roli trenera najlepszej drużyny Europy?
Juergen KLOPP: To najlepszy wieczór w naszym zawodowym życiu. To radosny czas dla całej rodziny Liverpoolu. Jestem wdzięczny wszystkim, bo oni wszyscy muszą się ze mną na co dzień męczyć. Dlatego zasłużyli na ten triumf, jak nikt inny. Ponadto czuję ulgę. To był niesamowity, podniecający sezon. Pełen wielkich emocji. Zakończyliśmy go w najlepszy możliwy sposób. Tak, jak sobie wymarzyliśmy. Teraz będziemy świętować.

Jak ocenia pan mecz z Tottenhamem. To nie było przecież nadzwyczajne widowisko…
Juergen KLOPP:  Nieważne. Chodziło o wynik i nic innego się nie liczyło. W finale nie jest istotne, czy gra się pięknie. Trzeba wygrać. A ja nie jestem od tego specjalistą, bo więcej razy finały przegrywałem, aniżeli wygrywałem. Moje drużyny grały piłkę ładniejszą od przeciwnika, ale za często schodziliśmy z boiska pokonani. Dla mnie piękno futbolu się liczy, ale nie w takim meczu.


Jakie ma pan plany na najbliższe godziny, dni, tygodnie?
Juergen KLOPP:  Najpierw chcę się cieszyć sukcesem. Reszta nie jest ważna. Moi chłopcy pokazali wytrwałość tak bardzo potrzebną do tego, aby wygrywać. Trudno jest mi wytłumaczyć dlaczego to my wygraliśmy, a nie oni. Aktualnie nie jestem skłonny do dokładnej analizy tego, co się wydarzyło. Nie będę wypowiadał się o stylu gry. Kilka rzeczy należy jednak podkreślić. Niełatwo jest zaprezentować dobry poziom, jeżeli przez dłuższy czas nie rozgrywa się meczów. Ostatnie ważne spotkanie rozegraliśmy przecież aż trzy tygodnie temu. Obie drużyny miały z tym problem, z którym musieliśmy sobie poradzić. Ponadto niełatwo grało się w Madrycie, bo było… bardzo ciepło. A w takich warunkach angielskim drużynom jest ciężko. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

Pański Liverpool był skuteczny w ważnych momentach, bo na początki i na końcu spotkania.
Juergen KLOPP:  Zdobywaliśmy gole w dobrych chwilach. Gol na początku meczu ustawia grę, ale z drugiej strony przeciwnik ma dużo czasu, aby się pozbierać. Bramka w końcówce zazwyczaj kończy mecz. Tym razem to trafienie bardzo nas uspokoiło. Alisson ratował nas nieco wcześniej i to było równie ważne.

Po końcowym gwizdku można było zauważyć na Waszych twarzach, jak również na twarzach rywali, mnóstwo emocji.
Juergen KLOPP:  Płakaliśmy, bo to był wielki wyczyn. Osobiście byłem jednak o wiele bardziej spokojny, aniżeli się spodziewałem. Nie celebrowałem tego triumfu dziko i muszę przyznać, że sam siebie zaskoczyłem. Nie potrzebowałem nawet dotykać pucharu. Powiedziałem drużynie, że to jej zasługa i pozwoliłem jej przyjąć trofeum beze mnie. Ja biorę odpowiedzialność za wyniki. Muszę chronić moich zawodników, dając im możliwość koncentrowania się wyłącznie na grze w piłkę. Nakierowaliśmy zespół i stworzyliśmy mu odpowiednie warunki, aby mógł odnieść ten wielki sukces. Ale to zawodnicy tego dokonali. Odczuwałem zatem wielką przyjemność, kiedy odbierali puchar. Mamy wspaniałą grupę piłkarzy. Puchar trafił ostatecznie do mnie, ale to zespół go zdobył. To coś, co trzeba cenić.

Tottenham okazał się dla Was wymagającym rywalem?
Juergen KLOPP:  Cóż, na oceny przyjdzie czas. Ja wiem doskonale, jak oni się teraz czują. Kilka razy jechałem na wakacje ze srebrnym medalem, co nie jest miłe. Mam sporo srebrnych medali. Teraz, nareszcie, mam złoto i zawiśnie ono obok wszystkich pozostałych trofeów w moim domu. Ostatnio sporo dyskutowało się o mojej nieszczęsnej karierze. Słyszałem to, ale nie patrzę na to w taki sam sposób. Moja kariera wcale nie jest smutna i nie uważam jej za nieszczęśliwą. Moje życie jest wspaniałe i jestem za to wdzięczny. Jest fajnie, nie ma na co narzekać. Tym bardziej po czymś takim. Po tak wyjątkowej nocy.

Droga ku tej wiktorii była długa, wyboista i jaka jeszcze?
Juergen KLOPP:  Taka, że wszyscy czujemy wielkość tego osiągnięcia. Wagę tego wyczynu poznamy jednak dopiero w Liverpoolu, kiedy tysiące ludzi będą nam gratulować. Dotarliśmy do wymarzonego celu, a ja wcześniej przeżywałem z tym zespołem sporo ciężkich chwil. Rok temu wracaliśmy z Kijowa bez pucharu i nie było miło. Zaśpiewaliśmy jednak piosenkę o tym, że chcemy zdobyć Puchar Europy znowu. To miało podnieść nas na duchu i tak się stało. Teraz musimy zaśpiewać ją znowu.

Za rok finał Ligi Mistrzów rozegrany zostanie w Stambule, gdzie 14 lat temu Liverpool zdobył swój przedostatni Puchar Europy.
Juergen KLOPP:  Już powiedziałem działaczom UEFA, że za rok widzimy się w Turcji. To będzie nasz cel na przyszły sezon. Chcemy dostać się do kolejnego finału i obronić to wspaniałe trofeum. Będzie trudno, bo chcemy też wygrać Premier League. Manchester City jest bardzo mocny, ale… zdążyłem już zadzwonić do Pepa Guardioli, aby podzielić się z nim radość z najnowszego naszego sukcesu. To żart. Ale wiem, że Liga Mistrzów to główny cel mojego kolegi na kolejne rozgrywki.

Rozmawiał w Madrycie Kazimierz Mochlinski

Zobacz jeszcze: Polski siłacz w „Koguty” zapatrzony

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ