Juventus nie jest jedyny

Rozmowa z Marcinem Nowomiejskim, redaktorem Eleven Sports, AmiciSportivi i Radia 357, ekspertem od włoskiego futbolu.


O co chodzi z Juventusem i odjęciem 15 punktów?

Marcin NOWOMIEJSKI: – Punktem zwrotnym był listopad 2020 roku. Wtedy w siedzibie Juventusu pojawiła się policja skarbowa, Guardia di Finanza, która zaczęła przyglądać się raportom finansowym klubu. W całej tej sprawie należy natomiast rozróżnić dwie rzeczy. Jedna, to śledztwo i proces kontrolowane przez Włoską Federację Piłkarską, a druga – śledztwo cywilne, w którym udział bierze też CONSOB, kontrolujący włoską giełdę, bo Juventus jest spółką notowaną. Zaczęła się szeroko rozumiana analiza dokumentów w związku z transferami, które przyciągnęły uwagę organów ze względu na dziwne liczby. Klasycznym przykładem jest wymiana Miralema Pjanica za Arthura z Barcelony.

W mediach często padają słowa o zawyżaniu wartości piłkarzy przez Juventus, ale co to w praktyce oznacza?

Marcin NOWOMIEJSKI: – Aby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, co oznacza zwrot plusvalenza – czyli dosłownie zysk kapitałowy – i jak księgowane są transfery. Przykładowo weźmy takiego Stefano Sturaro i dla prostego liczenia załóżmy, że kupiłem go za 10 mln, a sprzedałem za 20 mln. Zysk wynosi 10 mln, a jest jeszcze weryfikowany z amortyzacją karty zawodniczej piłkarza. Amortyzacja to koszty tej karty na lata kontraktu. Jeśli więc kupiłem go za 10 mln, a on ma 5-letni kontrakt, to co roku amortyzuję 2 mln euro.

Gdy z uwzględnieniem amortyzacji sprzedam go za pewną kwotę, uzyskam i od razu odnotuję w księgach zysk z tego transferu. I ten zysk ma oczywiście wpływ na mój wynik finansowy jako spółki akcyjnej. Im większa jest to kwota w porównaniu z tą, która pozostała jeszcze do zamortyzowania z perspektywy kosztów jego kontraktu, tym większy zysk odnotowuję i raportuję na giełdzie. W przypadku piłkarzy, o których chodzi w trwającej aferze, uwagę przykuwają wartości, które nawet z perspektywy postronnego obserwatora były zbyt duże.

Czyli po prostu ci zawodnicy byli zbyt drodzy. Poza tym Juventus przeprowadzał transfery, które były transakcjami wiązanymi. Wymieniał graczy albo odkupował ich, potem samemu ich od razu sprzedając. Dzięki kwotom uzgadnianym pomiędzy klubami mógł natychmiast odnotować dosyć wysoki zysk plusvalenza, a tym samym poprawić tu i teraz wynik finansowy na giełdzie. Miało to szczególne znaczenie w trakcie pandemii.

To znaczy?

Marcin NOWOMIEJSKI: – Kondycja finansowa klubów była wtedy dramatyczna. Juventus mimo tego działał odważnie na rynku transferowym, kupując m.in. Duszana Vlahovicia z Fiorentiny za ponad 70 mln euro i utrzymując wysoki kontrakt Cristiano Ronaldo, co podnosiło rzecz jasna poziom konkurencyjności drużyny w lidze. To były spore wydatki, choć oczywiście koszty tych transakcji były rozłożone na lata kontraktów tych zawodników z perspektywy amortyzacji. Dlatego w danym roku finansowym wpisywany jest niecały koszt. Ale potrzeba było też zarobić gdzieś pieniądze i w tej sytuacji chodziło o bardziej… kreatywne działanie, wyceniając zawodników na zawyżone kwoty. Tak to brzmi w uproszczeniu.

I wtedy pojawiła się prokuratura.

Marcin NOWOMIEJSKI: – Proces sportowy, prowadzony z ramienia Włoskiej Federacji Piłkarskiej, został zakończony w kwietniu zeszłego roku. Podejrzane kluby, w tym Juventus, zostały uniewinnione, ponieważ stwierdzono, że nie da się w dzisiejszych czasach wycenić piłkarza na konkretną kwotę X. Zawodnik jest warty tyle, ile druga strona chce za niego zapłacić i tak działa prawo rynkowe. Temat został zamknięty. Rzecz w tym, że prokuratura turyńska, działająca z ramienia sądownictwa cywilnego, dotarła do nowych faktów, np. do zarejestrowanych rozmów telefonicznych Andrei Agnelliego (były prezydent Juventusu – red.), Federico Cherubiniego (dyrektor techniczny – red.) czy Maurizio Arrivabene (CEO – red.).

Dotarła również do karty Cristiano Ronaldo – i tutaj wchodzimy w drugą część afery, tą cywilną, która dotyczyła redukcji wynagrodzeń zawodników w czasie pandemii. Ma się okazać – bo proces jeszcze przed nami, więc lepiej nie ferować wyroków – że piłkarze nie zrzekli się pensji, ale żeby poprawić wynik finansowy w danym roku, zostały im one wypłacone później. Co innego Juventus zakomunikował akcjonariuszom na giełdzie, a co innego faktycznie zrobił. Dlatego został też zmuszony przez organ nadzorujący giełdę do poprawy raportu finansowego, co uczynił, ale zaznaczając, że się z tym nie zgadza.

Rzecz w tym, że kiedy pojawiły się nowe fakty w sprawie, śledztwo sportowe… zostało wznowione, bo kodeks sądownictwa sportowego dopuszcza taką możliwość. Doprowadziło to do procesu, w którym prokurator (sportowy – przyp. red.) zażądał dziewięciu punktów karnych dla Juventusu i grzywien finansowych dla innych klubów zaangażowanych w tę aferę, jak Genoa czy Pisa.

Ale skończyło się na odjęciu nie dziewięciu, a 15 punktów.

Marcin NOWOMIEJSKI: – Na uzasadnienie wyroku sądu trzeba jeszcze poczekać kilka dni, więc jak na razie znane jest tylko uzasadnienie, jakie podaje prasa. Najprawdopodobniej sąd chciał, aby kara wymierzona Juventusowi miała wpływ na maksymalne utrudnienie mu awansu do przyszłorocznych europejskich pucharów. Jest to tłumaczone tym, że wszystkie działania podejmowane przez klub, pozwalały mu działać tak, a nie inaczej na rynku transferowym. Juventus wzmacniał się dobrymi piłkarzami, co miało wpływ na wyniki sportowe. To oczywiście kontrowersyjne i każdy może to ocenić po swojemu, bo można było np. nałożyć zakaz transferowy, ale sąd sportowy powiedział, że klub dostanie karę 15 punktów. I tu pojawia się jeszcze jedna kontrowersja, bo Juventus nie był jedyny.

Kto jeszcze jest zamieszany w podobny proceder?

Marcin NOWOMIEJSKI: – Pod lupą prokuratora już jest Napoli i transfer Victora Osimhena. W transakcję byli włączeni młodzi piłkarze, których miało otrzymać Lille, ale część nigdy tam nie trafiła. Dotyczy to też Interu Mediolan, który przez pięć lat sprzedawał młodzików i na tym zarabiał, Milanu, Romy… One są na oku tego samego prokuratora, który zawnioskował już o dostęp do odpowiednich dokumentów. Jednakże żaden z tych klubów prawdopodobnie nie działał na taką skalę, jak Juventus. Do tego trzeba wziąć pod uwagę, że mowa o istotnej, globalnej marce, cieszącej się autorytetem, co też wpływa na decyzję sądu. Dlatego żeby w pełni ją zrozumieć, trzeba poczekać na uzasadnienie wyroku, które zostanie opublikowane w ciągu najbliższego tygodnia.

Później Juventus będzie miał 30 dni na złożenie odwołania do Kolegium Gwarancyjnego Włoskiego Komitetu Olimpijskiego, który jest ostatnią instancją sądownictwa sportowego we Włoszech. Po nim można się odwołać tylko do Trybunału Arbitrażowego. Natomiast to, co może zrobić Kolegium, to zbadać prawidłowość prowadzonego procesu sądowego – czy Juventus miał właściwe prawo do obrony, czy przeanalizowano wszystkie czynniki. Nie może zmienić wyroku. Może co najwyżej cofnąć sprawę do ponownego rozpatrzenia przez inny skład sędziowski, ale nie może postanowić, że kara jest niesłuszna i np. będzie to dziewięć punktów. To musi zrobić sąd. Na dokładkę 27 marca „Juve” będzie przesłuchiwane w sprawie cywilnej, która dotyczy nie tylko plusvalenza, ale też pensji piłkarzy i ukrywania wydatków poza księgami, co zakłamywało sytuację na włoskiej giełdzie.

Czy w kontekście dalszych sezonów Juventusowi trudno będzie pozbierać się po tym zamieszaniu?

Marcin NOWOMIEJSKI: – Wiele zależy od ostatecznego rozstrzygnięcia. Jeśli będzie to minus 15 punktów, trudno będzie dostać się do pucharów, a to będzie wiązało się z brakiem wpływów. Może właściciel Juventusu pomoże jakimś zastrzykiem gotówki, ale klub będzie musiał dokładnie oglądać każde euro, co może doprowadzić do sprzedaży niektórych zawodników i uwolnienia od najwyższych kontraktów. W kadrze są piłkarze drodzy i nie wiadomo, czy nie opuszczą oni klubu, choć pewnie nie w takim stopniu, jak w przypadku pamiętnej degradacji do Serie B w 2006 roku.

Walka o powrót na szczyt będzie pewnie mozolna, ale z długoterminowymi ocenami na razie bym się wstrzymał, bo wyobrażam sobie, że kara może zostać zredukowana. Jeśli byłoby to wspomniane dziewięć punktów, to sytuacja będzie zgoła inna, bo ten sezon jest na tyle nieprzewidywalny, że Juventus mógłby kończyć w top 4. Tym bardziej w obliczu potencjalnych problemów Napoli, Interu, Milanu i Romy. Na razie jednak to czysta teoria.

A jak cała sprawa wpłynie na Polaków w Turynie? Zaczęły pojawiać się plotki o potencjalnym odejściu Wojciecha Szczęsnego.

Marcin NOWOMIEJSKI: – Na doniesienia o Szczęsnym biorę pewien margines, bo o jego odejściu mówiło się już przed wybuchem tej afery. Natomiast on sam powiedział, że najpierw chce wypełnić kontrakt w Juventusie i na razie nigdzie się nie wybiera. Co do Arka Milika, do kwietnia klub może wykupić go z Marsylii za 10 mln euro i myślę, że taką cenę warto ponieść za takiego napastnika. Pokazał, że jest dobrą alternatywą dla Vlahovicia, a gdyby Juventus wpadł na pomysł, żeby sprzedać Serba w sytuacji pod ścianą, Milik byłby chyba najlepszą alternatywą.

Przed jego przyjściem do drużyny było dużo sceptyków, ale na razie Polak pokazuje, że jest lepszą opcją niż chociażby Moise Kean. Pasuje do taktyki trenera Massimiliano Allegriego. Dlatego w obu przypadkach uważam, że zostaną w Turynie, choć oczywiście trzeba brać pod uwagę jakieś nieprzewidywalne zwroty akcji, tak jak to w futbolu bywa.


Fot. Giuliano Marchisciano / Insidefoto/SIPA USA/PressFocus