Zobacz
Do góry

Kaczmarek: „Lewy” to prawdziwy skarb

Rozmowa z Bogusławem Kaczmarkiem, byłym współpracownikiem Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski.

 

Sztuką byłoby nie awansować do finałów mistrzostw Europy, grając w takiej grupie jak nasza reprezentacja?
Bogusław KACZMAREK: – Powiem więcej – tego nie dało się spieprzyć, bo – powiedzmy sobie szczerze – w tych eliminacjach współczynnik trudności nie był dla nas zbyt wysoki. Wprawdzie po meczach ze Słowenią i Austrią ktoś sugerował, że zasiały one ziarenko niepewności, ale ja takiej niepewności nie odczuwałem.

Bogusław Kaczmarek. Fot. Rafał Oleksiewicz/PressFocus

Zastrzeżenia można było mieć do formy naszych piłkarzy, bo oba te spotkania – nie oszukujmy się – stały na bardzo słabym poziomie. Tym niemniej cały czas widać ogromny potencjał drzemiący w naszym zespole, te olbrzymie zasoby piłkarskie, jakie Jurek Brzęczek i jego sztab mają do dyspozycji. Żaden sztab, w trzech ostatnich eliminacjach do wielkich imprez, nie miał takiego komfortu. W wielu meczach był to jednak potencjał „uśpiony”.

Dorobek punktowy jest chyba satysfakcjonujący, ale czy pana zadowalał styl gry biało-czerwonych?
Bogusław KACZMAREK: – Jednostkowe umiejętności naszych piłkarzy są olbrzymie. Problem w tym, żeby dało to jakąś synergię wyniku oraz estetykę grania, biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania.

Czy w trakcie trwających jeszcze eliminacji Jerzy Brzęczek dokonał „odkrycia” jakiegoś piłkarza, który przyda się naszej drużynie narodowej za rok?
Bogusław KACZMAREK: – Na ten moment nikogo takiego nie widzę, bo przecież nie są nimi Sebastian Szymański, czy Krystian Bielik. O Szymańskim od lat mówi się, ze ma wielki talent. Przed trzema laty znalazł się w orbicie zainteresowań skautów Ajaxu Amsterdam. Powtarzam jednak – wielkiego odkrycia w kadrze w tej chwili nie ma, by gdyby taki zawodnik był, zostałby w drużynie narodowej w jakiś sposób wyeksponowany. Wspomniani przeze mnie Szymański i Bielik nie są piłkarzami anonimowymi, to znane nazwiska. Dobrze, że idą śladami Jana Bednarka, który przecież na początku był w reprezentacji „na gwarancji”.

Z czego – oprócz awansu – możemy być zadowoleni?
Bogusław KACZMAREK: – Z awansu cieszyć się możemy tylko przez chwilę, bo w tym momencie musimy zrobić wszystko, by nie dać wyprzedzić się Austriakom i awansować z naszej grupy z pierwszego miejsca. To da nam dodatkowy przywilej w postaci losowania z pierwszego koszyka, gdy będą losowane grupy finałów mistrzostw Europy.

Celem nadrzędnym jest zdobycie minimum czterech punktów, choć nie tylko to się liczy. Chciałbym, by w ostatnich dwóch meczach – z Izraelem i Słowenią – była kontynuacja przyzwoitej gry, jaką zademonstrowaliśmy w spotkaniu z Macedonią Północną. Mówię o tej przyzwoitej grze w trzech meczach z rzędu, bo do tej pory tego po prostu nie było.

Czy coś spędzało panu sen z powiek?
Bogusław KACZMAREK: – Czy coś mnie niepokoi? Teraz wszyscy związani z naszą drużyną narodową muszą myśleć o tym, jak wzmocnić ten zespół pod kątem szkolenia. Nie możemy spocząć na laurach, jak się to kolokwialnie mówi – teraz kołki w zęby i wszystkie ręce na pokład, do wioseł. Sztab selekcjonera powinien otrzymać większe wsparcie, chociaż nie mam zastrzeżeń do pracy i kompetencji Jerzego Brzęczka oraz jego najbliższych współpracowników. Nie mogę złego słowa powiedzieć o Hubercie Małowiejskim, który jest obserwatorem i analitykiem, Radku Gilewiczu, Tomku Mazurkiewiczu i innych. Od stycznia przyszłego roku powinien się – moim zdaniem – znaleźć w sztabie reprezentacji bardzo doświadczony człowiek, ale bynajmniej nie jakiś „nadtrener”. Miałby on jednak liczący się głos w sztabie. Co się zaś tyczy elementów do poprawy – jest ich bardzo dużo, lecz nie mam wątpliwości, że Jerzy Brzęczek doskonale zdaje sobie sprawę z wszelkich ułomności i mankamentów.

Co ekipa Jerzego Brzęczka może zwojować w przyszłorocznych finałach mistrzostw Europy?
Bogusław KACZMAREK: – Zakładam, że obecny sztab uwolni drzemiący w zespole i poszczególnych zawodnikach potencjał. Celem minimum powinno być wyjście z grupy, bo to jest absolutnie w zasięgu naszego zespołu. Ponadto musi być ustalona hierarchia ważności w zespole. Mamy bardzo dobrą oś – dwóch bramkarzy, Kamil Glik na środku obrony, Grzegorz Krychowiak w pomocy i Robert Lewandowski w ataku.

Napastnik Bayernu Monachium to prawdziwy skarb, jedna z najlepszych „9” na świecie, a słynny Lothar Mattheus twierdzi, że najlepsza. Tak jak w życiu – najlepsi muszą być wyróżniani. Nie zamierzam pouczać selekcjonera, tylko mu przypomnę – 20 procent zespołu powinni stanowić liderzy, 70 procent – to zawodnicy o sporych możliwościach, z których dwóch w pewnych okolicznościach może zastąpić liderów, zaś 10 procent to ci, co do których trener nie ma pewności. Dostaną szansę i zostaną w kadrze, albo… nie. Mówiąc o podziale procentowym mam na uwadze 24-osobową kadrę.

Powiedzmy szczerze – na dwie ostatnie wielkie imprezy, czyli mistrzostwa Europy we Francji i mistrzostwa świata w Rosji, wjechaliśmy na plecach Lewandowskiego. On jest i musi być niekwestionowanym numerem jeden w każdych okolicznościach, nie tylko na boisku. Po meczu z Łotwą Krychowiak powiedział, że zagraliśmy bardzo dobry mecz. Glik zauważył, że dobre było tylko 20 minut, reszta to piach. A Lewandowski w każdej sytuacji zachowuje się bardzo dyplomatycznie, zaś swoje ambicje kładzie na ołtarzu potrzeb reprezentacji. To, że w meczu z Macedonią nie było remisu, to zasługa „Lewego” i intuicji trenera Brzęczka.

 

Na zdjęciu: Trener Bogusław Kaczmarek nie ma wątpliwości, że Robert Lewandowski (z lewej) jest prawdziwym skarbem naszej reprezentacji.

Komentarze