Kamil Kosowski zaprasza na kolejkę: Chciałbym oglądać Wisłę na szczycie

Rozmowa z byłym reprezentantem Polski i ekspertem Canal+.


Piast Gliwice i Lech Poznań mają jeszcze matematyczne szanse na wyprzedzenie liderującej Legii Warszawa. Czy taki scenariusz jest dla pana możliwy?

Kamil KOSOWSKI: – Myślę, że Legia już w sobotę zostanie mistrzem. Mecz z Cracovią odbywa się w Warszawie i sądzę, że właśnie przy Łazienkowskiej warszawianie przypieczętują mistrzostwo. Zarówno Lech, jak i przede wszystkim Piast przespali ważne mecze. Gliwiczanie stracili punkty w derbach z Górnikiem Zabrze, a później przegrali jeszcze z Lechią Gdańsk. Nie można jednak powiedzieć, że drużyna trenera Fornalika zawaliła, bo dla nich kolejne miejsce na „pudle” będzie sporym sukcesem. To oczywiście mistrzowie Polski, ale ich wynik i tak robi wrażenie.

Które drużyny pana zdaniem zajmą pozostałe dwa miejsca na podium?

Kamil KOSOWSKI: – Myślę, że to się rozegra pomiędzy Piastem a Lechem. „Kolejorz” jest w bardzo dobrej dyspozycji, ma młodych piłkarzy, którzy chcą coś osiągnąć. Jeśli chodzi o gliwiczan, wydaje mi się, że pracuje tam najlepszy trener, jakiego mamy w ekstraklasie, Waldemar Fornalik. Mają doświadczenie z poprzedniego roku i to może być kluczowe w ostatnich meczach w boju o wicemistrzostwo.

Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

Po minionej kolejce Wisła Kraków – klub, w którym w przeszłości pan grał – może być już pewna utrzymania. Czy spodziewał się pan tego po serii 10 porażek przed przerwą zimową?

Kamil KOSOWSKI: – Pomimo bardzo złej sytuacji w klubie, ani razu nie przeszła mi przez głowę myśl, że Wisły może zabraknąć w ekstraklasie. Sytuacja była krytyczna i jeśli miałbym po sezonie którąś z drużyn wyróżnić, to właśnie byłaby to Wisła. Wydobycie się z takiego dołka jest czasami trudniejszą sztuką niż zajęcie miejsca gwarantującego europejskie puchary. Oczywiście to klub, który jest bliski mojemu sercu i chciałbym „Białą gwiazdę” oglądać w walce na szczycie, ale mimo to jej utrzymanie jest dużą rzeczą. Sytuacja pozapiłkarska klubu była nieciekawa, jednak wszystko zostało wyprostowane i mam nadzieję, że przy Reymonta będą już mogli spokojnie pracować nad przygotowaniem do kolejnego sezonu, który też nie będzie łatwy.


Przeczytaj jeszcze: To może być zupełnie inna pomoc


W ten weekend „Biała gwiazda” podejmie u siebie Koronę. Sytuacja obu zespołów jest jasna – kielczanie spadają, Wisła się utrzymała – więc czego można spodziewać się po tym spotkaniu?

Kamil KOSOWSKI: – To drużyny, które nie pałają do siebie sympatią, więc mecz będzie zacięty. Rzeczywiście, oba zespoły o nic nie walczą, zatem piłkarze Korony będą chcieli wykorzystać te ostatnie ekstraklasowe spotkania, żeby się pokazać i być może znaleźć nowego pracodawcę. Z kolei dla Wisły sobotnie spotkanie będzie pewnego rodzaju poligonem dla zawodników, którzy mniej grali i będą chcieli przekonać do siebie trenera. Spodziewam się otwartego meczu.

Na samym dnie tabeli już wszystko jest wyjaśnione – ŁKS już dawno pogrzebał swoje szanse na utrzymanie, a ostatnio przegrał właśnie z krakowianami. Dlaczego ten zespół prezentuje się tak słabo?

Kamil KOSOWSKI: – ŁKS można porównać właśnie do Wisły. W Krakowie do niedawna trenerem był Maciej Stolarczyk, który był mocno związany z klubem i został z nim w trudnym czasach, a nie skorzystał z ofert innych klubów. Został on w pewnym momencie wymieniony na trenera Skowronka i to była bardzo trudna decyzja. Z większymi lub mniejszymi problemami, ale efekt nowej miotły tam zadziałał i Wisła może teraz triumfować. Natomiast w Łodzi w trakcie długiej przerwy spowodowanej pandemią został wymieniony Kazimierz Moskal. Tam nie dość, że nie doszło do efektu nowej miotły, to dodatkowo drużyna zaczęła grać zdecydowanie gorzej. Sądzę, że trener Wojciech Stawowy został zatrudniony w ŁKS-ie z myślą o tym, że zespół raczej się nie utrzyma, i jego zadaniem miała być analiza piłkarzy, którzy będą nadawać się na kolejny sezon. Jest to dla mnie zaskoczenie, bo pomimo tego, że za trenera Moskala łodzianie przegrywali, to naprawdę dobrze się na nich patrzyło. Nie chciałbym obarczać winą za spadek ŁKS-u trenera Stawowego, bo przyszedł w bardzo trudnej sytuacji, ale wydaje mi się, że gra łodzian powinna wyglądać lepiej.

Klub, w którym zaczynał pan seniorską karierę, czyli Górnik Zabrze, rozegra w piątek przy Roosevelta mecz z Rakowem Częstochowa. Jak będzie wyglądało to spotkanie?

Kamil KOSOWSKI: – Gra toczy się tylko i wyłącznie o złotówki z praw telewizyjnych. Będzie to mecz dla przyjemności i pokazania się. Oczywiście piłkarze to profesjonaliści, więc będą walczyć o zwycięstwo. Górnik, tak jak Wisła, z niemałymi problemami utrzymał się w lidze. Wydaje mi się, że trener Brosz będzie eksperymentował ze składem, bo może się okazać, że na przyszły sezon będzie musiał kompletować całą drużynę na nowo.


Na zdjęciu: Kamil Kosowski widzi dla Wisły zupełnie inną rolę niż ta, którą przyszło jej pełnić w kończącym się sezonie.

Fot. Rafał Rusek/Presfocus

Komentarze