Katowice zgaszone w Jastrzębiu-Zdroju

Dwie ważne zmiany w szeregach jastrzębskiego zespołu dało się zaobserwować już na początku spotkania. Pierwsza dotyczyła… ubioru sztabu szkoleniowego, który zrezygnował z garniturów. Druga odnosiła się już do gry, bo w ciągu kilku pierwszych akcji Lukas Kampa aż dwa razy zdecydował się na rozegranie ataku do drugiej linii, czego za Ferdinando De Giorgiego praktycznie nie robił. Można byłoby jeszcze doszukiwać się trzeciej i najważniejszej zmiany, a mianowicie roszady na pozycji środkowego bloku. Dawid Gunia zastąpił Piotra Haina, ale było to spowodowane lekki skręceniem stawu skokowego, jakiego na jednym z treningów doznał drugi z wymienionych zawodników.

Od pierwszych piłek gra Jastrzębskiego Węgla wyglądała przede wszystkim swobodniej, aniżeli za poprzedniego szkoleniowca. Odżył wspomniany Kampa, a akcenty w ataku rozkładały się równomiernie. Wprawdzie nie obyło się bez pomyłek, bo np. katowiczanie złapali solidną „czapą” Christiana Fromma, ale generalnie gospodarze panowali nad tym, co działo się na parkiecie. Pierwszą odsłonę wygrali pewnie, a w szczególności mógł podobać się pojedynczy blok Dawida Konarskiego na Karolu Butrynie, który dał piłkę setową miejscowym. Chwilę później „Konar” obił katowicki blok i było po wszystkim.

Nie gorzej grali jastrzębianie w odsłonie drugiej. W zasadzie żadna akcja gości nie wchodziła od razu. Owszem, GKS zdobywał punkty, ale każde „oczko” przychodziło mu z trudem. Dodatkowo przyjezdnym zupełnie nie „siedziała” zagrywka. A jastrzębianie, grając swoje, trzymali przewagę wypracowaną na początku partii. Wobec gry punkt za punkt warto wspomnieć o postawie arbitra, Marka Budzika z Rybnika. Już w pierwszym secie sędzia zalazł za skórę katowiczanom, kiedy odgwizdał niedorzeczne dotknięcie siatki Emanuela Kohuta. W drugim secie sędzia również się mylił, ale nie miało to wpływu na losy rywalizacji. Doskonały dwublok Kampy i Grzegorza Kosoka na Butrynie spowodował, że JW objął prowadzenie 23:19. Piotr Gruszka wziął czas, nie pomogło. Jastrzębianie wykorzystali już pierwszą piłkę setową, bo Kampa zaserwował asa.

W końcówce drugiego seta trener Santilli zdjął z boiska Fromma, bo Niemiec nie odnajdywał się na parkiecie najlepiej, i desygnował do gry Salvadora Hidalgo Olivę. Zmiana ta niespecjalnie jednak wpłynęła na losy rywalizacji. Mało tego, GKS poprawił zagrywkę i objął prowadzenie 7:5. Oliva jednak, jak za najlepszych czasów w JW, rozkręcił się. A do tego Grzegorz Kosok „sprzedał” rywalowi znakomity blok. Daleko jednak było do ideału, jeżeli chodzi o jastrzębską grę. Niemniej jednak miejscowi opanowali sytuację. Po kolejnym złym zagraniu Butryna, który „walnął” w antenkę, „Pomarańczowi” prowadzili 17:13. Cóż jednak z tego, skoro cztery następne piłki padły łupem przyjezdnych.

Set rozpoczął się zatem od nowa. Obudził się Oliva, który posłał asa. Przy stanie 19:18 dla JW znów pogubił się sędzia Budzik, który nie zauważył akcji blok-antenka pod swoim własnym nosem! Na szczęście dla miejscowych challenge rozwiał wszelkie wątpliwości. Po punktowych zagrywkach Guni i kolejnej Kampy. Goście czekali na wyrok. Konarski przypieczętował tytuł MVP spotkania po efektownym ataku ze skrzydła, a chwilę później jego znakomity blok zgasił Bartosza Krzyśka i było po meczu.

Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:20, 25:20)

Sędziowali Marek Budzik i Marcin Weiner. Widzów 2200.

JW: Kampa, Fromm, Kosok, Konarski, Lyneel, Gunia Popiwczak (libero) oraz Oliva, Rusek. Trener Roberto SANTILLI.
GKS: Komenda, Rousseaux, Kohut, Butryn, Sobański, Krulicki, Mariański (libero) oraz Krzysiek, Depowski, Sobala, Woch, Fijałek. Trener Piotr GRUSZKA.

Przebieg meczu
I set: 10:7, 15:11, 20:15, 25:18.
II set: 10:5, 15:11, 20:17, 25:20.
III set: 10:9, 15:13, 20:18, 25:20.