Kiedy to tak bardzo się zepsuło?

Wedle różnych rachunków Towarzystwo Sportowe przejęło klub z długiem w wysokości 14-17 mln zł. Odziedziczono sporo zobowiązań, ale z piłkarzami klub był na czysto. Na pożegnanie Bogusław Cupiał zapłacił zawodnikom wszystko, co był im winien. To wszystko działo się w sierpniu 2016 roku…

Dziś zaległości, także w zależności od tego, kto liczy, wynoszą 22-28 mln. Przykładając do tego tę samą miarę, można uznać, że długi w ciągu dwóch lat rządów Towarzystwa Sportowego wzrosły o 8-11 mln. Szkoda, że klub nie zdecydował się na zapowiadaną transparentność. Kibicom nie wysłano choćby obiecanego raportu z dnia meczowego. Audyt też został utajniony. Uznano, że Wisła – nawet w tak rozpaczliwej sytuacji – nie może pozwolić sobie na ujawnianie rachunków. Tak samo jak uznano, że nie ma czasu na zmiany w zarządzie…

Toksyczna Marzena…

Marzena Sarapata jest gotowa podać się do dymisji, ale to mogłoby sparaliżować na pewien okres działalność klubu, a dziś czasu już nie ma. A po drugie: trudno znaleźć odpowiedniego kandydata, który teraz, na 5 minut przed walnięciem w górę lodową, chwyciłby za stery. To sprawiło, że Wisła znów jest w kropce.

Miasto nie chce rozmawiać z Sarapatą i jej ludźmi, więc trudno tu o możliwość uzyskania pomocy. Sarapata nawet teraz nie jest w stanie poprosić ludzi Jacka Majchrowskiego o pomoc. Siedzi w pokoju ogarniętym pożarem, chwyta za telefon i mówi, że wpuści do rady nadzorczej przedstawiciela Miasta, jeśli Magistrat zostanie największym sponsorem klubu. Naiwność czy bezczelność?

Marzena Sarapata, Joan Carrillo i ówczesny wiceprezes Damian Dukat. To nie było udane połączenie. Dziś Wisła za to płaci wysoką cenę. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Po pierwsze: dobrze wie, że Magistrat nie kiwnie palcem, by pomóc Wiśle, dokąd ona jest prezesem. Nikt poważny nie chce wchodzić między szemrane powiązanie z przestępczym półświatkiem. Po drugie: w jednostkach miejskich podejmowanie tego typu decyzji rozpoczyna się od przekonania radnych, a formalności trwają miesiącami.

Toksyczny Hiszpan

Teraz na wiele rozwiązań jest już praktycznie za późno. Co się stało? Kiedy to wszystko zepsuł się aż tak bardzo? Przecież niemal równe rok temu Marzena Sarapata postanowiła zwolnić Kiko Ramireza, a w jego miejsce zatrudnić blisko dwukrotnie droższego Joana Carrillo.

Jeśli doliczymy do tego jego ludzi ze sztabu szkoleniowego – okaże się, że Ramirez kosztował Wisłę około 90 tys. zł miesięcznie (pensja trenera 70), a Carrillo – 160 (trener 110). W skali roku to różnica 840 tys. zł. Nowy trener miał być świetnie prześwietlony, a tymczasem całkowicie przestrzelono. Prezes zapewniała że Carrillo potrafi świetnie odnaleźć się w danej rzeczywistości, a Hiszpan od początku miał toksyczne relacje z drużyną. Miał też być elastyczny taktycznie, a bezskutecznie forsował całkowicie obcy wiślakom system 4-3-3.

Zabawy z trenerami

Skąd pomysł na jego zatrudnienie, skoro w 2017 bez jakiejkolwiek kontroli rozbudowano kadrę pierwszej drużyny, a zarobki piłkarzy dobiły do 15 mln zł rocznie? Wcześniej na pensje Wisła wydawała więcej w 2013 roku (19 mln zł), a były to jeszcze popłuczyny po mistrzowskiej drużynie zbudowanej przez Roberta Maaskanta.

Wtedy jednak Wisła mogła liczyć na wsparcie Tele-Foniki jako sponsora głównego (nawet 8 mln zł rocznie). A w 2017 roku sponsor główny (LV Bet) przekazał Wiśle 1,2 mln zł. To ta podstawowa różnica, która sprawia, że dziś jest tak źle, bo Wiśle w skali roku brakuje tych 5-7 mln. Cupiał pomógł na koniec podpisując umowę na wynajem trzech skyboksów na 10 lat.

Ale przecież Carrillo to był po prostu kolejny krok w kierunku finansowej katastrofy. Gdy go zatrudniono, Wisła jeszcze przez pół roku płaciła Ramirezowi nim podpisała ugodę, procesowała się z Dariuszem Wdowczykiem. Lekko licząc – zwolnienie Ramireza kosztowało klub 700 tys., Wdowczyka – 300 tys.

Sprawa Carrillo jeszcze jest w toku, rozchodzi się o piętnaście pensji, a więc 1,6 mln zł. W pierwszej połowie roku – Wisła płacąc Carrillo i Ramirezowi łożyła miesięcznie łącznie 250 tys. zł. (tyle dziś Lech płaci Adamowi Nawałce i jego ludziom) Łącznie zabawy ze zwalnianiami trenerów mogą pochłonąć około 2,5 mln zł. A to wszystko zobowiązania licencyjne. Trzeba je spłacić lub podpisać ugodę. Zapomniano o ważnej zasadzie: „nie zwalniasz trenera, gdy cię na to nie stać”.

Stadion Wisły może poszczycić się trzecią frekwencją w ekstraklasie. Wisła może się poszczyć tym, że średnio na mecze przychodzi ponad 12 tysięcy widzów. Fot. Bartek Ziółkowski/400mm

Przed Carrillo do Krakowa trafił cały zastęp zawodników z całej Europy, a na początku 2017 ściągano piłkarzy nawet z Kolumbii (na szczęście kontrakty Evera Valencii i Cristiana Echavarii nie obciążały specjalnie budżetu). Kiko Ramirez przedłużając kontrakt dostał blisko dwukrotną podwyżkę. Dyrektor sportowy Manuel Junco otrzymał dość dużą swobodę w kwestii transferów, zabrakło kogoś, kto nerwowo zerkałby w arkusze i w pewnym momencie chwycił Hiszpana za ramię. Kadra rozrosła się do ponad 30 piłkarzy. Na same prowizje menedżerskie wydano milion złotych.

Tysiące twarzy, setki miraży

Co sprawiło, że Sarapata i jej ludzie zapomnieli o budowie skromnej drużyny? Dobrze wiedzieli przecież, że jednego bankruta (spółka piłkarska) próbuje utrzymać druga instytucja ledwie wiążąca koniec z końcem (Towarzystwo Sportowe). To nakazywało wielką ostrożność, która zamieniła się w wielką rozrzutność. Było kilka powodów.

Sarapata już w 2017 roku nawiązała kontakt z Paulem Bragielem, który roztoczył przed nią wizję rozbudowy klubu i nawiązania sieci biznesowych kontaktów na całym świecie. „Zarząd w dalszym ciągu prowadzi negocjacje z potencjalnym nowym akcjonariuszem spółki. Zapoczątkowane jeszcze w 2017 roku rozmowy są już praktycznie w ostatniej fazie negocjacji. Ostateczna umowa winna zostać podpisana w pierwszej połowie roku” – napisano w sprawozdaniu z działalności zarządu za tamten rok. Umowa z Bragielem nigdy nie doszła do skutku, ale Sarapata do dziś przekonuje, że jest z nim w kontakcie. To po pierwsze.

Po drugie: jesienią 2017 na polskich boiskach królował Carlitos. Po trzecie: latem za 10 mln złotych sprzedano Petara Brleka i wierzono, że Carlitosa uda się sprzedać za podobną kwotę. Nastąpiło zaburzenie ciągu przyczynowo-skutkowego. Zamiast poczekać na pieniądze i wtedy zainwestować, postanowiono pójść na skróty. Zarząd przyznał sobie wówczas spore podwyżki. Postanowiono zainwestować pieniądze, których jeszcze nie było (Bragiel, Carlitos) i nigdy się nie pojawiły. A wkrótce o pomoc trzeba było prosić Jakuba Błaszczykowskiego (bez jego pieniędzy nie byłoby licencji na grę w ekstraklasie)

Grzechy pychy

Warto pamiętać, że problemy finansowe Wisły zaczęły się jeszcze za czasów Cupiała. Dziś okres ten pamiętany jest głównie przez pryzmat wielkich sukcesów i ośmiu tytułów mistrzowskich, ale przecież już w 2014 roku klub został ukarany ujemnymi punktami (pierwotnie trzema, potem zmieniono to na jeden) za brak terminowego wywiązywania się podpisanych wcześniej ugód. To za Cupiała zaczął rosnąć dług wobec miasta. Przez lata bagatelizowano zobowiązania wobec Adama Mandziary, Milana Jovanicia i Marko Jovanovicia.

Nowi właściciele klubu weszli w te zobowiązania, a sprawy z serbskimi piłkarzami były już tak zaawansowane, że Wiśle groziły poważne konsekwencje ze strony FIFA. Udało się tego uniknąć tylko dzięki negocjacjom, niemniej długi trzeba było spłacić w całości (łącznie obu Serbom przelano około 3,5 mln zł).

Towarzystwo Sportowe przejęło klub w bardzo trudnej sytuacji, ale poczucie, że trzeba oszczędzać szybko prysło.
Jeśli przykładać uwagę do wypowiedzi prasowych, Sarapata traciła kontakt z rzeczywistością lub z premedytacją zamazywała skalę zagrożenia. – To kolejny krok w drodze na szczyt – powiedziała, gdy w lutym zeszłego roku Wisła podpisała niezbyt korzystną umowę z LV Bet (1,2 mln za reklamę na koszulkach).

Trzy miesiące później prezes poczuła się na tyle silna, że zaczęła pouczać Bogusława Cupiała. – Wielka sportowo Wisła była zarządzana życzeniowo. (..) Nie wydaje się więcej pieniędzy, niż się ma. W przypadku klubów sportowych jest to oczywiście ciężkie, ale jest jakaś granica życzeniowości. My teraz sprzątamy jeszcze po 2011 roku – mówiła w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

Teraz trzeba znaleźć ludzi, którzy posprzątają po jej rządach. Gdybyśmy mieli zamknąć sytuację dwoma zdaniami napisalibyśmy tak: Cupiał zostawił Wisłę w dawnej chwale, ale też mocno zadłużoną. Towarzystwo Sportowe podało jej rękę, ale zamiast wprowadzić na spokojniejsze wody, rzuciło się na wzburzone fale i stara łajba zaczęła przeciekać. We wrześniu dla klubowego wydawnictwa R22 (wydawanego przez firmę małżonka pani prezes).

– Uważam, że odnotowaliśmy sporo sukcesów, których suma daje dużą satysfakcję – tak, to też Sarapata. Oczywiście, rozbudowano w tym czasie strefę VIP, która szybko zaczęła na siebie zarabiać. To jeden z naprawdę udanych kroków.

Liga nierównych szans

W dobrych czasach Cupiała Wisła nie potrzebowała niczyjej pomocy, potem nie potrafiła o nią prosić. Wkrótce okazało się, że bije się w lidze nierównych szans. Górnik Zabrze rocznie otrzymuje od Miasta 34,5 mln zł, Piast Gliwice 12,6 mln, Wisła Płock 10,7 mln. „Białą Gwiazda” jest na przedostatnim miejscu tej klasyfikacji.

Klub płaci za najem nieukończonego stadionu 2,5 mln zł, a dopiero od niedawna otrzymuje z miejskiej kasy jakiekolwiek pieniądze (rocznie 150 tys. zł za reklamę na spodenkach). A więc gdy w lidze dziesięć klubów wychodzi w rozliczeniach ze swoimi miastami na plus, w przypadku Wisły przepływ gotówki jest w drugą stronę (2,5 mln na korzyść miasta). Ten stosunek jest gorszy tylko w przypadku Legii (minus 4,6 mln zł).

Oczywiście, Wisła próbowała oszukać system nie płacąc za stadion. W końcu jednak Magistrat upomniał się o swoje, a wtedy – gdy Wisła została praktycznie pozbawiona wpływów z praw tv – rozpoczęło się dramatyczne pikowanie. Już wtedy trzeba było wywiesić białą flagę i zacząć prosić o pomoc. Był jeszcze czas, by spróbować różnych rozwiązań.
Ale nawet przykład rządów Towarzystwa Sportowego pokazuje, że klub pokroju Wisły może się finansować niemal sam.

Piłkarze z Krakowa mogą liczyć na wsparcie kibiców. Wisła to miejska tradycja. Ważna z różnych względów. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Trzeba tylko znaleźć sposób, by otrząsnąć się ze starych długów, a potem podejmować właściwe decyzje. Latem udało się obciąć budżet o około 5 mln zł. Nie trzeba byłoby tego robić, gdyby wcześniej go tak nie rozdmuchano. Wisła ma sporą rzeszę kibiców, wielką historię, wciąż pewną renomę zagranicą, wsparcie lokalnego biznesu. W ciągu dwóch lat sprzedano piłkarzy za ok. 18 mln zł (Brlek 10 mln zł, Guerrier 1 mln, Guzmics 1,6 mln, Mączyński 1,6 mln, Carlitos 1,9 mln, Jović 1,2 mln, Popović 0,9 mln).

Najdziwniejszy jest tu przykład Guzmicsa, bo wedle nieoficjalnych informacji Chińczycy zapłacili drugie tyle, ale połowa kwoty rozpłynęła się wśród pośredników. Teraz też w drużynie jest kilku zawodników na których można nieźle zarobić (choć drugiego Brleka brak), ale dziś – z powodu niewypłaconych pensji – bardziej prawdopodobne jest, że zaczną uciekać za darmo.

Kiedy pełny obraz?

Ludzie z Towarzystwa Sportowego potrzebowali dwóch lat, eksperymentów wartych kilka milionów złotych, by wreszcie podwinąć ogon i wrócić do korzeni i postawić na swoich – Macieja Stolarczyka i Arkadiusza Głowackiego.
Stolarczyk jest trenerem tańszym i od Ramireza i od Carrillo, a przy tym ma jeden plus. Gdy Carrillo przestał dostawać wypłaty, spakował walizki i wypowiedział kontrakt.

Obecnego trenera coś wciąż tutaj trzyma. Stolarczyk mógł trafić do Wisły znacznie wcześniej. Na pomysł wyciągnięcia go z Pogoni wpadł Marcin Kuźba, ale wówczas wybrano Tadeusza Pawłowskiego, a potem nie było już chęci na dalsze eksperymenty.

Od początku rządów Towarzystwa Sportowego ówczesny wiceprezes Wisły SA Robert Szymański namaścił na szefa polityki kadrowej Hiszpana Manuela Junco, definiując przy okazji kierunki zainteresowań. Na pełne podsumowanie rządów Towarzystwa Sportowego przyjdzie czas, gdy klub faktycznie zmieni właściciela. Wtedy będziemy mogli spojrzeć na pełen obraz sytuacji.

 

Na zdjęciu: Piłkarze nie mają ostatnio powodów do radości. Kłopoty klubu trwają już od kilku lat. Jaką przyszłość ma Wisła? To pytanie jeszcze bez odpowiedzi.

 

 

Komentarze