Zobacz
Do góry

Kierownik okazał się „Aniołem”

Z Gorzowa i z Torunia częstochowskie Lwy wróciły na tarczy, a marnym pocieszeniem dla nich są kary dyscyplinarne nakładane na gospodarzy.

W poprzednim wyjazdowym meczu, w Gorzowie częstochowianie toczyli wyrównany pojedynek do 10. biegu. „Gdy nagle nad torem przeszło oberwanie chmury” – kpił w mediach społecznościowych prezes częstochowian Michał Świącik. Oczywiście żadnego deszczu nie było, a jednak całkowicie zalany został drugi łuk gorzowskiego owalu. Gdy Adrian Miedziński, nic nie widząc w zabłoconych okularach, położył się na torze w 11. wyścigu, a osamotniony Tobiasz Musielak przegrał 1:5; stało się jasne, że goście w trudnych warunkach przestali istnieć.

Kilka dni temu swoje zdanie w sprawie gorzowskiego toru wyraziła Komisja Orzekająca Ligi, która ukarała osoby funkcyjne ze strony Cash Broker Stali Gorzów za niedopełnienie obowiązków w zakresie utrzymania nawierzchni podczas zawodów z 20 maja. Kierownik zawodów, toromistrz i przede wszystkim trener gorzowian – Stanisław Chomski zostali ukarani rocznym zawieszeniem, ale… w zawieszeniu na pół roku. Straconej szansy na dobry wynik i w konsekwencji ewentualny bonus w dwumeczu nikt już jednak częstochowianom nie zwrócił.

Tak jak i nikt nie zwróci punktów straconych w minioną niedzielę w Toruniu. ForBet Włókniarz z odrodzoną drużyną Aniołów przegrał zasłużenie, ale bardzo realne było zdobycie przez niego punktu bonusowego. Ostatecznie przyjezdnym zabrakło punktów jednego z liderów, Mateja Żagara, który na jednym ze swych ulubionych torów zdobył zaledwie 4 punkty. Być może byłoby ich więcej, gdyby nie toruński kierownik startu Henryk Zander, który w 13. biegu uparł się, że żużlowiec nie może wystartować z przygotowanej wcześniej koleiny i w ostatniej chwili przestawił Słoweńca. Żagar na ten wyścig szykował się szczególnie i wymienił nawet przed nim motocykl. Przestawiony w ostatniej chwili po zwolnieniu maszyny startowej został jednak od razu kilka metrów za całą stawką, a torunianie wygrali wyścig 4:2, zapewniając sobie meczowe zwycięstwo i mocno zwiększając szansę na bonus.

– Żagar dwa razy został wyrzucony z głębokiej koleiny, z której wcześniej już ktoś startował. Jakieś nieczyste sprawy tu były – skomentował to wydarzenie trener częstochowian Marek Cieślak.

– Nie ma co komentować zachowania kierownika. On jest w stu procentach kontrolowany przez sędziego – stwierdził z kolei menedżer torunian Jacek Frątczak.

– Czyli Żagarowi nie wolno tam startować, a reszcie można? To nie było fair play – przyznał tuż po biegu, zdenerwowany Matej Żagar.

Ostatecznie forBet Włókniarz przegrał na MotoArenie 50:40, a że pod Jasną Górą było 49:41 dla Lwów, to bonus w dwumeczu uciekł im minimalnie.

– Żagar miał słuszne pretensje. Przepis mówi, że zawodnik swoim obrysem ma się mieścić w swoim polu startowym i się mieścił. Ustawił się w miejscu, gdzie była już koleina po wcześniejszym starcie, czyli kierownik startu dopuścił wcześniej w tym miejscu zawodnika do startu. I wtedy nie było problemu. Przeanalizowaliśmy materiał wideo i z tego miejsca startował zawodnik gospodarzy. Skoro startował z tego miejsca żużlowiec Get Well bezdyskusyjnym jest to, że Żagar też miał prawo z tego miejsca wystartować. Mam też informację, że nie było ingerencji sędziego dotyczącej przestawienia Żagara. Była to samowolna decyzja kierownika startu – ocenił sytuację Leszek Demski, szef polskich sędziów żużlowych w Magazynie PGE Ekstraligi na antenie NSport+.

Teraz sprawą najpewniej zajmą się organy dyscyplinarne. – Kierownik startu nie może sobie robić takiej samowolki. Pozostaje kwestia wyciągnięcia konsekwencji. Mam nadzieję, że takie nastąpią. Sędzia, gdyby zauważył, że Żagar nie powinien być przestawiany w tej sytuacji, mógł nawet usunąć kierownika startu z tych zawodów – dodał Demski.

Na szczęście punkty stracone na wyjazdach nie zredukowały ogromnej szansy częstochowian na awans do fazy play offów. Miejsce premiowane awansem mógłby im odebrać tylko Get Well Toruń. Podopieczni Jacka Frątczaka w tym celu potrzebują jednak nie tylko odrodzenia na własnym torze, ale także cudów na wyjazdach. A w Lesznie, w Grudziądzu, ani we Wrocławiu nie będą zaś faworytami.

Włókniarzom wystarczy, że będą pilnowali własnej „twierdzy”. Awans do najlepszej czwórki powinny im zagwarantować wygrane z dwoma najsłabszymi drużynami w lidze: Falubazem Zielona Góra i MrGarden GKM-em Grudziądz, a należy pamiętać, że Lindgren i spółka podejmą jeszcze u siebie także: Cash Broker Stal Gorzów i Fogo Unię Leszno.

Komentarze