Kolejny Polak został Bawarczykiem

Nie Turcja, nie Portugalia, ale wciąż Bundesliga. Rafał Gikiewicz znalazł nowy klub i będzie drugim obok Roberta Lewandowskiego polskim piłkarzem w Bawarii. „Giki” trafił bowiem do Augsburga.


Końcem kwietnia stało się jasno, że przygoda Gikiewicza z Unionem Berlin dobiega końca. Przez dwa sezony polski bramkarz wyrobił tam sobie status bohatera i ulubieńca kibiców, został wybrany najlepszym piłkarzem drużyny w poprzednim roku, w którym stołeczny klub po raz pierwszy w swojej historii awansował do Bundesligi.

Brak porozumienia

Gikiewicz berlińskiej bramki właściwie nie opuszczał. Rozegrał 75 z 76 możliwych spotkań, opuszczając tylko jedno, to przedostatnie, kiedy Union w lidze nie grał już o nic i gdy trener Urs Fischer postanowił dać szansę jego 22-letniemu zmiennikowi, Moritzowi Nicolasowi. Kto zastąpi Polaka w ekipie „Żelaznych”? Jeszcze nie wiadomo, ale pewne jest, że dla Unionu odejście „Gikiego” będzie niemałą stratą, choć… obie strony chciały przedłużyć umowę, która wygasła dokładnie wczoraj.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. To oklepane przysłowie wyjaśnia całość zawiłości, które były związane z odejściem Gikiewicza.

Już na samym początku roku ze strony dyrektora sportowego klubu, Olivera Ruhnerta, padło stwierdzenie: – Jesteśmy całkowicie spokojni. Nie sądzę, aby wielkim problemem było ściągnięcie nowego bramkarza. Albo przedłużymy umowę, albo nie – wypalił ze spokojem.

Sytuacja mogła wydawać się dziwna, w końcu Gikiewicz był ulubieńcem kibiców i prezentował wysoką formę, ale według doniesień chciał zbyt dużych pieniędzy. Chociaż „duże” to pojęcie względne, może zostać źle zrozumiane

– Union po prostu nie chciał wychodzić poza ustawione przez siebie ramy i robić jakichś specjalnych wyjątków. Berlińczycy pozostali wierni swoim założeniom i zasadom, dlatego też nie znaleźli porozumienia z Gikiewiczem, który liczył na (prawdopodobnie) ostatni porządny kontrakt w swojej karierze. Gdy ogłoszono jego odejście, wydał oświadczenie, w którym oprócz wielu pozytywnych frazesów przyznał tajemniczo, że „piłkarz gra tam, gdzie go chcą”.

Bramkarz potrzebny na już

Niemiecki „Bild” już kilka dni temu twierdził, że Gikiewicz porozumiał się z Augsburgiem, co faktycznie okazało się prawdą. Klub z Bawarii ogłosił zresztą zakupowy hat-trick, ponieważ oprócz Polaka zakontraktował – również za darmo – 30-letniego Tobiasa Strobla z Borussii Moenchengladbach oraz 32-letniego Daniela Caligiuriego z Schalke.

– Miałem bardzo miły i udany czas w Unionie, ale teraz nie mogę doczekać się nowego doświadczenia i mam nadzieję, że będzie to kolejny udany rozdział w mojej karierze. Jestem pewien, że szybko się zaadaptuję, ponieważ Union i Augsburg są podobne pod wieloma względami – przyznał zadowolony Gikiewicz.

O miejsce w składzie polski bramkarz nie powinien się martwić. Wydaje się bowiem, że ta pozycja wymagała w Augsburgu największych wzmocnień. Przez kilka sezonów wszelkie kłopoty między słupkami rozwiązywał Szwajcar Marvin Hitz, który jednak w 2018 roku wybrał rolę rezerwowego w Dortmundzie.


Czytaj jeszcze: Fenerbahce chce Kądziora


Bawarczycy mieli od tamtej poty spore kłopoty z solidnymi golkiperami, ale wydawało się, że zeszłoroczny transfer Czecha Tomasa Koubka ze Stade Rennes rozwiąże problemy. Koubek kosztował 7,5 mln euro i był trzecim najdroższym nabytkiem w historii przeciętnego Augsburga, ale w trakcie minionego sezonu popełnił mnóstwo prostych i wręcz żenujących pomyłek, aż w końcu został wygryziony ze składu przez wcale nie jakościowego Andreasa Luthego.

Ściągnięcie Gikiewicza, który podpisał umowę ważną dwa lata, było więc strzałem w dziesiątkę. Pokazuje to prosta statystyka obronionych uderzeń. W minionym sezonie tylko Yann Sommer z Moenchengladbach obronił więcej strzałów od Polaka. Szwajcar zanotował 126 interwencji, podczas gdy Gikiewicz bronił skutecznie 115 razy. Nie można przejść obok tego faktu obojętnie.



Na zdjęciu: Swoją postawą i szczerością Rafał Gikiewicz zapracował sobie na uznanie kibiców Unionu Berlin.

Fot. Paweł Andrachiewicz/Press Focus


Gikiewicz będzie dawał pewność

Rozmowa z Adamem Matyskiem, 34-krotnym reprezentantem Polski i byłym bramkarzem klubów niemieckich.

Jak pan zareagował na informację o przenosinach Rafała Gikiewicza do Augsburga?

Adam MATYSEK: – To pozytywna sprawa, że w tak ciężkiej sytuacji udało mu się znaleźć klub i pozostać w Bundeslidze. To jest bardzo ważna informacja i mam nadzieję, że jest tam przewidziany do gry. Jego przygoda z Bundesligą trwa i to jest pozytywne.

1Fot. Adam Starszyński/PressFocus

Czy Augsburg jest dobrym kierunkiem?

Adam MATYSEK: – Trudno to ocenić. Więcej będziemy mogli powiedzieć w trakcie sezonu, który już niedługo powróci na boiska. Wydaje mi się, że ten czas dopiero pokaże, jak się to wszystko rozwiąże. Trochę się obawiałem, że Gikiewicz może mieć problemy ze znalezieniem nowego pracodawcy, ale znalazł klub i będzie w nim od początku sezonu, co jest istotne. Wiadomo, że Augsburg nie jest ligowym potentatem, ale to solidny klub na dobrych podstawach i myślę, że Rafał będzie dawał tam pewność i stabilizację.

Gikiewicz w październiku skończy 33 lata, a z Augsburgiem podpisał kontrakt na dwa sezony. Jak długo będzie jeszcze w stanie dawać jakość odpowiednią dla Bundesligi?

Adam MATYSEK: – Najważniejsza rzecz jest taka, że Gikiewicz nie jest podatny na kontuzje. Obecnie znajduje się w kwiecie wieku i spokojnie może jeszcze na takim wysokim poziomie pograć. Boisko, wyniki i pozycja w tabeli wszystko zweryfikują, dlatego nie ma sensu stawiać jakichś prognoz. Jest jednak w dobrej dyspozycji i jeśli będzie mocnym punktem w tym sezonie, to myślę, że będziemy go oglądać przez dłuższy czas. Dajmy mu te dwa lata w Augsburgu, może przedłuży kontrakt, jeśli klub będzie z niego zadowolony. Nic nie stoi na przeszkodzie.

Gikiewicz prezentuje dobrą albo nawet bardzo dobrą formę w Niemczech i już raz zdarzyło mu się dostać powołanie do reprezentacji. Widziałby go pan jeszcze w kadrze, chociażby jako bramkarza numer 3?

Adam MATYSEK: – Trudno powiedzieć. Oczywiście miał bardzo duży udział przy awansie wywalczonym przez Union Berlin do Bundesligi i byłem zdziwiony, że występując w bardzo dobrej lidze nie dostawał tych powołań częściej Wydaje mi się jednak, że młodzież, która jest gdzieś z tyłu, ma bardzo duże papiery na granie. Trochę byłem zaskoczony, gdy Gikiewicz został powołany jako drugi czy trzeci bramkarz, bo wtedy wydaje się to oczywiste, że potem daje się mu szansę po raz kolejny. Nie do końca rozumiałem jednorazowy ukłon Jerzego Brzęczka w stronę Gikiewicza, bo albo jestem przekonany, że ten bramkarz daje mi to, co potrzebuję, albo nie biorę go pod uwagę. Myślałem, że zadomowi się w reprezentacji na dłużej.

Komentarze