Komentarz „Sportu”. Analogie Pana Antoniego

Potraktował go nie tylko w kategoriach sportowych, ale poniekąd również w kategoriach triumfu ducha nad materią. Tak jak zdarzyło się 37 lat temu, na stadionach w Hiszpanii.

Od analogii rzeczywiście nie sposób uciec. Wszyscy w Polsce, którzy pamiętają tamte czasy, wzdrygają się na ich wspomnienie. Stan wojenny ze wszystkim możliwymi obostrzeniami, ofiary śmiertelne, wojsko na ulicach i w zakładach pracy, ludzie w więzieniach lub w „internatach”, wszechobecna cenzura i inwigilacja, puste sklepowe półki, niekończące się kolejki po szarość i starość (jak śpiewała Krystyna Prońko), a najogólniej rzecz ujmując – życie z poczuciem beznadziei. I właśnie na to wszystko nałożył się udział naszej reprezentacji w finałach MŚ. Przed ich rozpoczęciem… solidarnie bojkotowanej przez potencjalnych sparingpartnerów, a zatem z bardzo ograniczonymi możliwościami pełnego przygotowania się do występów na hiszpańskich boiskach.

Jak to się skończyło, i jaką euforię w Polsce wywołało, wciąż warto wspominać. Chociażby po to, by wskazać, jak wiele można zdobyć uporem, pracowitością, wszechogarniającą ambicją, odwagą itp.

Ukraina jest dzisiaj w innej sytuacji, ale nie ma sposobu, by zapomnieć, że na jej wschodnich terenach toczą się regularne walki, że giną ludzie, że dziesiątki tysięcy rodzin musiały opuścić i wciąż jeszcze opuszcza swoje domy, by uchronić zdrowie i życie – swoje i bliskich. A oczywiście nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Pomyśleć, że to wszystko zaczęło się tak niedawno, wkrótce po tym, jak Polska i Ukraina zorganizowały Euro 2012…

Czy u naszych wschodnich sąsiadów jest zatem klimat, by zajmować się piłką nożną, rozwijać ją, próbować za jej sprawą? Chciałoby się odpowiedzieć, że być może klimatu nie ma, natomiast są pasja i chęci, by iść ową piłkarską drogą.

Chłopcy, którzy w sobotę świętowali w Łodzi mistrzostwo świata, kiedy zaczynała się w ich kraju regularna wojna, mieli ok. 13-14 lat. Wdarła się ona więc w ich świadome już życie i jest obecna stale, czyli praktycznie od zawsze. A mimo tych wszystkich przeszkód, w tym głównie psychologicznych (jak tu martwić się piłką, skoro tam na wchodzie giną ludzie i skoro nie wiadomo, co przyniesie każdy kolejny dzień), zdobywali swoje sportowe szczyty, aż dotarli do „szczytu łódzkiego”. Kolejne przed nimi…

Charakterystyczne, że już po tym sukcesie Andrij Pawełko, prezes Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej, mówiąc o jego źródłach, wskazał na napływ młodych szkoleniowców do pracy w tamtejszym futbolu i ich wkład nie tylko w sukcesy dwudziestolatków, ale i kadr w innych kategoriach wiekowych, nie mówiąc o wyraźnie odradzającej się sile pierwszej reprezentacji prowadzonej przez legendarnego Andrija Szewczenkę.

Cóż, analogie Antoniego Piechniczka można sprowadzić do tego wspólnego mianownika, że życie musi toczyć się dalej, na przekór wszystkim kłopotom i przeciwnościom, i że w żadnych okolicznościach nie można rezygnować ze swoich pasji i marzeń. Za to przypomnienie możemy podziękować młodym mistrzom z Ukrainy, tak jak przed 37 laty dziękowaliśmy armadzie dowodzonej przez słynnego szkoleniowca z Chorzowa.

 

Na zdjęciu: Ukraina ma powody do zadowolenia. Rośnie zdolne pokolenie piłkarzy.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ