Zobacz
Do góry

Komentarz „Sportu”. Czesiu! Zagraj to jeszcze raz

Polski kibic piłkarski ma to do siebie, że na kolejne podniety może liczyć jedynie co dwa lata.

Oczywiście w latach parzystych, o ile seniorskiej reprezentacji uda się awansować na wielki turniej. Wtedy jakiś koncern piwowarski wypuści serię chust, której szczęśliwym posiadaczem można zostać wówczas, kiedy nabędzie się drogą kupna czteropak złocistego napoju. Zasiadamy wówczas przed telewizorami pełni nadziei, że nie skończy się tak, jak… przeważnie. Sęk jednak w tym, że w bieżącym stuleciu tylko raz udało nam się wygrać mecz otwarcia – 12 czerwca 2016 roku z Irlandią Północną w Nicei podczas Euro 2016, a bramkę strzelił posądzany o problemy ze wzrokiem Arek Milik.

W niedzielę nic nie wskazywało na to, że drużyna Czesława Michniewicza powtórzy wyczyn kadry Adama Nawałki. Bo przecież Belgowie hodują kolejne pokolenie znakomitych piłkarzy, którzy za chwilę mają zastąpić asy pokroju Edena Hazarda, Kevina De Bruyne czy Thibauta Courtoisa. Pewne jest jedno. Bramkarz młodzieżowej reprezentacji Belgii, Nordin Jackers, naszemu Kamilowi Grabarze może co najwyżej podawać ręcznik. Siebe Schijvers, wyceniany przed transfermarkt.de na 7,5 mln euro, strzelił w tym sezonie 11 bramek w belgijskiej ekstraklasie, a Dodi Lukebaio, który naszą defensywę miał wciągnąć nosem, jest wart – według tego samego źródła – 18 „baniek” europejskiej waluty. Na boisku w Reggio Emilia okazało się jednak, że Kamil Pestka, który w pierwszoligowym sezonie „zbierał ogórki” w Chrobrym Głogów, dał sobie z wyżej wymienionymi radę.

Calcoen: Wygrana z Polską to warunek podstawowy

Nie jest tak, że po pierwszym meczu naszej młodzieży, niejednokrotnie już 23-letniej, popadamy w euforię. Błędów i uchybień w naszych poczynaniach było sporo, co zresztą przyznał trener Michniewicz. Czy taka gra starczy na kreowanych na mistrzów Europy Włochów? Raczej nie. Trzeba zaprezentować się bardziej odpowiedzialnie i nie można pozwolić sobie na nonszalancję, której – szczególnie w końcówce meczu z Belgią – niestety nie zabrakło. Idę jednak o zakład, że Czesław Michniewicz wyciągnie wnioski, bo drugiego tak analitycznego umysłu w polskiej piłce, a jednocześnie człowieka z tak ogromną furą szczęścia, po prostu nie ma. Trener to dobry, choć po przejściach, ale rację miał Piotr Stokowiec, który podczas gali „Piłki Nożnej” powiedział, że przemawiać po Czesiu, to jak grać po Rolling Stonesach.

Dziś nie pozostaje nam nic innego, jak zaapelować słowami innej ikony XX wieku, czyli Ingrid Bergman. W filmie „Casablanca” astronomiczna Szwedka takiej kwestii nie wypowiada. Jednak utarło się, że mówi „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. Kibice w Polsce, ci od chust i czteropaków, bardzo Cię, Czesiu, proszą. Zagraj to jeszcze raz. I wygraj, najlepiej od razu, w środę, w Bolonii. Jeżeli się uda, przejdziesz do historii i – wiele na to wskazuje – za rok pojedziesz na igrzyska olimpijskie do Tokio. Nie sprawdzą się wówczas słowa jednego z poprzedników na stanowisku selekcjonera młodzieżowej reprezentacji Polski, który mówił. „Misiu, wy przez 50 lat nieosiągnięcie tego, co ja osiągnąłem”.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w felietony