Komentarz „Sportu”. O co tu chodzi?

Nie można spokojnie przejść wokół tego, co w tym tygodniu stało się w Górniku. Po zakończeniu sezonu nic nie zapowiadało takiego zamieszania i zawirowań.


Na Gali Ekstraklasy pytany przez nas prezes Arkadiusz Szymanek sypał energią i pomysłami. Tymczasem nie minęło kilkanaście dni, a okazało się, że coś jest nie tak na linii właściciel klubu, a właśnie prezes. Sprawa ciągnęła się kilka dni, a kiedy wszystko się wyjaśniło i było wiadomo, że prezes Szymanek dalej zostaje na swoim stanowisku (wtorek rano), to sypnęła kolejna informacja: Jan Urban nie jest już trenerem Górnika! Jak mówił w piątkowym wywiadzie dla „:Sportu” Hubert Kostka, wielka legenda klubu z Zabrza, wydawało się, że jest to jakieś nieporozumienia, ale nic z tych rzeczy, wszystko jak się okazuje było starannie zaplanowane. Decyzje w tym dziwnym spisku podjęto w czasie, kiedy Arkadiusza Szymanka de facto nie było w klubie, bo zastanawiał się nad swoją przyszłością, a trenerowi Urbanowi wszystko po pierwszym wtorkowym treningu zakomunikowali członkowie zarządu, Małgorzata Miller-Gogolińska i Tomasz Masoń. Szkoleniowiec został poinformowany, że nie jest już trenerem. Poza nim cały sztab zostaje. To prawdziwa szopka i kabaret! Przecież nowy trener, kimkolwiek on będzie, to weźmie do pracy swoich zaufanych ludzi.

Niedorzecznie brzmią przy tym wszystkim tłumaczenia prezydent Mańki-Szulik, że próbowała załagodzić spór między prezesem, a trenerem, skoro żadnego sporu nie było, a obaj panowie potwierdzili nam to w niezależnych rozmowach. Zresztą trener Urban nie daje się wciągnąć w żadne słowne gierki. Mocno przeżywa to co się stało w klubie, któremu przecież tyle dał.

Dziwne to wszystko i tak naprawdę trzeba poczekać na to, jak będą poukładane klocki w klubie, żeby udzielić ostatecznej odpowiedzi na wszystkie pytania. Jedno zastanawia, co by nie mówić o prezydentowej, to nie raz nie dwa wytrzymywała ciśnienie i nie spieszyła się z personalnymi decyzjami odnośnie obsady trenerskiej ławki. To dlatego w klubie przez szmat czasu, bo przez kilka lat ze spokojem pracowali Adam Nawałka, a potem Marcin Brosz. Wydawało się, że z Janem Urbanem może być podobnie.

Druga rzecz to pieniądze. Strata Górnika za 2021 rok wyniosła prawie 10,5 miliona złotych. Dowiedzieliśmy się tego w kwietniu z raportu finansowego klubu. To ogromna suma, a pamiętać trzeba, że miasto jako właściciel dalej spłaca obligacje. W 2015 roku magistrat udzielił poręczenia wykupu obligacji wyemitowanych przez klub. Wraz z odsetkami to prawie 50 mln zł. Chodziło o ratowanie klubowych finansów, które były w tragicznym stanie. Ich spłata potrwa do… 2028 roku. Obecnie na spłatę obligacji i odsetek od nich idzie ok. 4 mln złotych, a więc tyle ile magistrat przeznacza na Górnika. Teraz trzeba spłacać obligacje, robić co się da, żeby zasypać finansową stratę za zeszły rok, płacić trenerowi Urbanowi, którego kontrakt jeszcze przez rok obowiązuje, wkrótce płacić kolejnemu szkoleniowcowi, być może jego sztabowi i tym ludziom, którzy póki co ten sztab dalej tworzą. Kręćka przy tym wszystkim można dostać, ale bogatemu (?) kto zabroni?


Fot. Paweł Janicki/gornikzabrze.pl