Komentarz „Sportu”. Sir Jarosław?

Daleki jestem od dzielenia skóry na niedźwiedziu, zwłaszcza, że to dopiero początek rozgrywek, dlatego jeszcze nie wiem, czy Ruch Chorzów w tym sezonie awansuje do ekstraklasy.


Gdyby „Niebiescy” dokonali tej sztuki, przestanę do ich trenera Jarosława Skrobacza zwracać się po imieniu. tylko zacznę tytułować „don Jarosławie”, albo lepiej „sir”, bo ktoś nadgorliwy mógłby mi zarzucić skojarzenia z „ojcem chrzestnym”.

Skrobacz wprowadził drużynę z Cichej na pierwszoligowe salony, a jeżeli otworzy przed nią bramy ekstraklasy, to z pewnością na trwałe zapisze się w historii tego legendarnego klubu.

W osiągnięciach Jarosława Skrobacza, który 11 sierpnia będzie obchodził 55 urodziny, nie ma przypadku. Dowody można znaleźć chociażby w Jastrzębiu Zdroju, gdzie najpierw uratował miejscowy GKS przed degradacją do 4 ligi, a potem „z marszu” awansował z drużyną z 3 ligi na zaplecze ekstraklasy. Mimo to nie brakuje tam „kibiców”, którzy deprecjonują jego sukcesy i majaczą o jakimś fikcyjnym „wodzisławskim układzie”. Ci powinni skoczyć z 10 piętra na główkę do pustego basenu, to może wtedy zmądrzeją. Żeby definitywnie zamknąć usta malkontentom, zadam proste pytanie – jakimi spektakularnymi sukcesami mogli (mogą) pochwalić się następcy Skrobacza w GKS-ie?

Kiedy arbiter szasta kartkami na lewo i prawo, nikt nie przekona mnie, że trzymał w ryzach oba zespoły. Jarosław Przybył z Kluczborka w meczu Wisły z Arką pokazał ich piętnaście (13 żółtych, dwie czerwone). Pomocnik Arki Janusz Gol przed kamerami Polsatu Sport nazwał sędziowanie skandalicznym. Trzeba coś dodawać?


Na zdjęciu: Czy trener Jarosław Skrobacz wprowadzi Ruch Chorzów do ekstraklasy?

Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

Komentarze