Dobry duch Piasta Gliwice czeka na nowy kontrakt

Kontrakt Mateusza Maka, skrzydłowego Piasta Gliwice kończy się 30 czerwca. Tuż przed wyjazdem na wakacje zapytaliśmy go o jego przyszłość.

– Na razie trudno mi powiedzieć. Czekam na rozwój wypadków – powiedział nam pomocnik, który już w przeszłości bywał niepewny tego, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące. Mateusz Mak gra w Piaście od 2015 roku i już dwukrotnie składał podpis pod umowami ze śląskim klubem. Rok temu nowy kontrakt Mateusza Maka gwarantował kolejny sezon gry przy Okrzei. W umowie została zawarta klauzula przedłużenia o kolejne dwanaście miesięcy, ale… jak na razie nie została ona aktywowana.

 

Świetny początek

Mateusz Mak to dobry duch szatni i pozytywny człowiek, który dał Piastowi Gliwice wiele dobrego, ale i miał trudne momenty. Poważna kontuzja kolana sprawiła, że drużynie przez wiele miesięcy pomagał jedynie dobrym słowem. Dopiero co zakończonego sezonu – choć dla klubu tak bardzo radosnego – piłkarz także nie może zaliczyć do udanych. 945 minut, 20 meczów, jeden gol i jedna asysta. Szału nie ma… Zwłaszcza gdy popatrzy się na statystyki „Maczka” z wicemistrzowskiego sezonu Piasta sprzed trzech lat. Wtedy Mak zagrał w 26 meczach, zdobył 7 bramek i dołożył 6 asyst.

Sezon 2018/19 skrzydłowy zaczął z impetem i nic nie zapowiadało, że jego liczby dalekie będą od imponujących. Inauguracja sezonu w Sosnowcu należała do niego, zaliczył asystę i napędzał ataki drużyny Waldemara Fornalika. Drugi mecz i gol w Szczecinie, a  sumie kolejny świetny występ Mateusza Maka. Pary jednak wystarczyło tylko na lato. Jesienią pozycja skrzydłowego już tak mocna nie była. Wrzesień i październik kojarzyły się głównie z rolą zmiennika. A jeszcze później przyplątały się problemy zdrowotne, które sprawiły, że do przerwy zimowej nie mógł pomagać drużynie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

W życiu ważne są chwile 🔥🍾 🏆mistrzem Polski jest Piaaaaast Gliwiceeeeeee 🏆bez odbioru 🔞🙏🏻🕺🏻

Post udostępniony przez Mateusz Mak (@matmak91)

 

Wiosna z nagrodą

Obóz w Turcji miał przynieść powrót do formy. Ale ponieważ inni skrzydłowi też nie próżnowali, zadanie stało się bardzo trudne. Mocną pozycję wywalczył sobie Jorge Felix, Gerard Badia nawet jako zmiennik walczył jak lew, a jakby tego było mało, talent i predyspozycje do gry na prawej stronie pomocy pokazał wiosną Martin Konczkowski. Mateusz Mak zatem musiał walczyć o każdą minutę. Jak było to trudne, świadczy fakt, że wiosną tego roku jedyny mecz od początku pochodzący z Suchej Beskidzkiej piłkarz rozegrał… na inaugurację z Cracovią. Potem był tylko zmiennikiem, a ostatnie cztery mecze tego sezonu oglądał z boku.

Złoty medal przypadł mu jednak w pełni zasłużenie, bo przez lata sporo zrobił i dla drużyny, i dla atmosfery w szatni, co przecież też ma duże znaczenie. Podobną rolę w Lechii Gdańsk odgrywał brat bliźniak Michał, który w poprzednim tygodniu odszedł do Wisły Kraków, a koledzy znad morzą ubolewali z tego powodu. Dla sympatycznych braci, pod względem trofeów, to najlepszy rok w życiu. Mateusz został mistrzem Polski, a Michał zdobył Puchar Polski i dołożył brązowy medal w ekstraklasie. Pytanie tylko, czy po drużynowych osiągnięciach nadejdzie czas na indywidualne?

 

Zobacz jeszcze: Komentarz o mistrzostwie Piasta Gliwice

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze