Korona Kielce. Złocisto-krwiści tracą blask

 

Problemy finansowe, najniższa od lat frekwencja, marne wyniki, tabuny anonimowych obcokrajowców w kadrze zespołu, nieudzielający się publicznie właściciele, dziennikarze składający meczowe akredytacje. Delikatnie mówiąc, za kieleckim klubem niezbyt udana jesień, choć właściwie można by rzecz, że normalna – jak na standardy, które od jakiegoś czasu konsekwentnie w stolicy województwa świętokrzyskiego wypracowują.

Rdzewieją

Korona blaknie i rdzewieje w oczach, wzbudzając coraz mniej pozytywnych emocji, a coraz więcej politowania, podśmiechwania czy powodów do szyderstw. Gdy 2,5 sezonu temu nowi właściciele spółki – mimo historycznego 5. miejsca – postanowili zwolnić Macieja Bartoszka, wybranego trenerem roku, miało być to mocne otwarcie nowego rozdziału w dziejach kieleckiego futbolu.

Rewolucja wymaga ofiar… Z perspektywy czasu, była to po prostu jedna z wielu mało zrozumiałych decyzji, wynikających z mało zrozumiałej wizji na funkcjonowanie klubu. Dieter Burdenski odkupił ponad 70 procent udziałów w Koronie od miasta, ale szybko wypisał się z tej zabawy, odstępując akcje innemu Niemcowi, Dirkowi Hundsdörferowi, o którym kibice w Kielcach nie wiedzą zbyt wiele, bo nie udziela się publicznie.

Zwycięsko na tym mariażu nie wychodzi póki co również miasto, które podczas prywatyzacji obiecało wspierać Koronę sumą 2,5 mln zł rocznie. Choć Kielce mają swoje problemy – lokalne media donosiły o braku pieniędzy na sprzątanie chodników, strzyżenie trawników czy „akcję zima” w przypadku gołoledzi, to w 2019 roku klub i tak chodził jednak do urzędników po większą pomoc – najpierw 1,8 mln zł, a w grudniu – 1,5 mln zł – w dodatku samemu zalegając miastu około 700 tys. zł za użytkowanie stadionu.

Pustki na trybunach

A stadion ten świecił jesienią takimi pustkami, jak jeszcze nigdy podczas kilkunastoletniego pobytu Korony w ekstraklasie. Do minionej rundy kielczanie przystępowali jako drużyna, na której domowych meczach frekwencja ani razu nie spadła poniżej 4000 widzów.

W ostatnich miesiącach zdarzyło się to aż 4-krotnie! To wiele mówi o nastawieniu kielczan do dzisiejszej Korony, która nijak ma się już do niegdysiejszej „Bandy Świrów” dowodzonej przez Leszka Ojrzyńskiego. Dziś w drużynie liczba obcokrajowców przeróżnej maści jest odwrotnie proporcjonalna do grona mocnych polskich charakterów, czy też po prostu zawodników, z którymi jakoś mogliby utożsamiać się kibice, a szczególnie ta młodsza ich część, gotowa szukać idoli w swoim mieście, niekoniecznie za szklanym ekranem transmitujących wydarzenia sportowe z Anglii, Hiszpanii czy Włoch.

Może się „udo”…

Skoro o kasie i skoro o Italii… Dodawanie w Kielcach tych dwóch elementów daje wynik 120 000. Podobno właśnie tyle – w złotówkach – wynosi pensja Gino Lettieriego, włoskiego trenera z niemieckim paszportem, który został odsunięty od prowadzenia zespołu, ale nadal ją pobiera. Nie lada to obciążenie dla budżetu, no i w sumie też dla wizerunku klubu.

Nadszarpnięty jesienią został m.in. wskutek aferki z Michałem Siejakiem, twórcą internetowego kanału Korona TV, który przed laty wyznaczył trendy dla działania mediów wielu innych polskich klubów. Ze swym ukochanym klubem „Siejo” musiał wejść na drogę sądową, co doprowadziło nawet do tego, że kilku kieleckich dziennikarzy postanowiło zdać akredytacje prasowe na mecze Korony. Taka to była milusia jesień.

Tym większy szacunek dla Mirosława Smyły, że wchodząc w ten bałagan przyczynił się do tego, iż szanse na utrzymanie ekstraklasy są niemałe. Może się uda teraz, może nawet uda się też za rok, tylko co dalej? Quo vadis?

Wojciech Chałupczak

 

NA PLUS

Mirosław Smyła

5 zwycięstw, 1 remis i 7 porażek – taki bilans trenera z Radzionkowa, dla którego to pierwsza praca na poziomie ekstraklasy, należy opiniować jako dużą rzecz. Nowy szkoleniowiec objął drużynę w połowie września, ale nawet w tak krótkim okresie zrobił wiele, by uratować dla Kielc ekstraklasę i zarazem zaczepić się na dłużej przy trenerskiej karuzeli.

NA MINUS

Michał Żyro

Wracając z angielskich wojaży, wylądował się w Pogoni, ale w minionym sezonie rozegrał w jej barwach tylko 11 spotkań. W Kielcach liczono, że wciąż niestary, bo 27-letni piłkarz – z Legią 3-krotnie zdobywał mistrzostwo Polski – stanie się jednym z liderów zespołu. Jedyne gole strzelił jednak w III-ligowych rezerwach., w końcówce jesieni grywał już niewiele i zimą klub nie będzie mu czynił przeszkód przy zmianie pracodawcy.

STRZELCY (12)
3 – Kovacević, Pacinda, 2 – Papadopulos, 1 – Puczko, Radin, Żubrowski; samobójcza – Piątkowski (Raków).

Na zdjęciu: Mirosław Smyła wniósł powiew świeżości do pogrążonej w kryzysie Korony.