Kos z dziesiątym czystym kontem

Częstochowianie w roli gospodarzy na boisku w Łodzi na chłodno zatrzymali rozpędzający się ŁKS.


W meczu otwierającym 19 kolejkę I-ligowych zmagań Skra w Łodzi „podejmowała” – koniecznie w cudzysłowie zespół ŁKS-u. To „Rycerze wiosny” byli przecież u siebie i wspierani przez swoich kibiców od pierwszego gwizdka sędziego, jak przystało na faworytów, ruszyli do ataku. Nie zdołali jednak sforsować żelaznej defensywy dyrygowanej przez Mateusza Kosa i zmarznięci kibice nie doczekali się gola.

Było widać, że łodzianie chcą iść za ciosem i po zwycięstwach 1:0 z GKS-em Katowice oraz 2:0 z GKS-em Tychy dorzucić komplet punktów w spotkaniu z kolejnym zespołem z województwa śląskiego. Już w 4 minucie Javi Moreno wrzucił piłkę idealnie na głowę Macieja Radaszkiewicza, który z 6 metra przymierzył w dolny róg bramki i Mateusz Kos musiał się mocno wyciągnąć żeby „wydrapać” skuteczną interwencję.

Doświadczony bramkarz częstochowian miał ponadto sporo szczęścia w 12 minucie, bo po odebraniu piłki Szymonowi Szymańskiemu na połowie łodzian, gdy piłkarze Skry spodziewali się odgwizdania faulu, Antonio Dominguez zdecydował się na natychmiastowe uderzenie z 60 metra i przelobował golkipera. Futbolówka otarła się jednak o słupek i opuściła plac gry.

Częstochowianie po wyciągnięciu wniosków z porażki 1:4 z Koroną Kielce nie mieli jednak zamiaru ponownie występować w roli „chłopców do bicia”. Mikołaj Kwietniewski, który odpokutował pauzę po czwartej żółtej kartce, wrócił do składu i mógł otworzyć wynik. W 25 minucie Piotr Nocoń wywalczył bowiem piłkę na połowie przeciwnika, szybko zagrał do Macieja Masa, a ten uruchomił głodnego gry Kwietniewskiego. W sytuacji oko w oko ze skrzydłowym Skry lepszy okazał się jednak Marek Kozioł i obronił strzał z 16 metra.

W trzecim kwadransie spotkania obydwie drużyny zanotowały groźne, ale nieznacznie niecelne strzały z 10 metra. W 31 minucie obok słupka posłał piłkę Maciej Wolski, a w 34 minucie po drugiej stronie boiska Mas, który jednak, po podaniu Łukasza Winiarczyka miał znacznie więcej miejsca i czasu na oddanie strzału z okolic „wapna” więc jego okazja była zdecydowanie groźniejsza.

Jeżeli dodamy do tego, że pierwszą połowę zakończył groźny strzał Domigueza z 30 metra i Kos miał kolejną okazję do pokazania, że jest dobrym bramkarzem, to nie będziemy się mogli dziwić kibicom, że z rozbudzonymi nadziejami czekali na drugą połowę. W niej jednak było już zdecydowanie więcej troski Skry o zachowanie dziesiątego w tym sezonie czystego konta strat niż jakości ofensywnej ŁKS-u.

Dopiero w ostatnim kwadransie gra się na dobre rozkręciła, ale Kos był czujny zarówno wtedy gdy w podbramkowym zamieszaniu piłkę w kierunku jego bramki kierowali… koledzy z obrony jak i wtedy gdy rywale wykonywali dośrodkowania albo strzelali z dystansu. Raz tylko, w 89 minucie, stracił orientację gdy piłkarze ŁKS-u przyspieszając grę wdarli się w pole karne, ale w polu bramkowym zabrakło im dokładności i Oskar Krzyżak wybił piłkę.

Po drugiej stronie murawy natomiast w 83 minucie Mas uderzeniem z 15 metra sprawdził koncentrację bramkarza ŁKS-u, który wybił piłkę na rzut rożny, a po nim znowu znalazł się w opałach. Nie musiał jednak interweniować, bo po wrzutce Noconia główkujący z 6 metra Krzyżak posłał piłkę obok słupka.

W ten sposób Skra dziesiąty już raz w tym sezonie nie straciła gola i zanotowała piąty bezbramkowy remis, umacniając swoją pozycję w środku tabeli, a zawodnicy ŁKS-u schodzili z boiska ze świadomością, że nie wykorzystał okazji awansu do pierwszej szóstki.


Skra Częstochowa – ŁKS Łódź 0:0

SKRA: Kos – Napora (62. Niedbała), Krzyżak, Mesjasz, Brusiło, Winiarczyk – Kwietniewski (90. Baranowicz), Szymański, Sajdak, Nocoń – Mas. Trener Jakub DZIÓŁKA.

ŁKS: Kozioł – Bąkowicz, Sobociński, Koprowski, Klimczak – Moreno, Dominguez, Rozwandowicz (89. Kuźma), Ricardinho (61. Gryszkiewicz), Wolski (61. Corral) – Radaszkiewicz (81. Jurić). Trener Kibu VICUNA.

Sędziował Łukasz Kuźma (Białystok). Widzów 2342. Żółte kartki: Sobociński, Gryszkiewicz.

Piłkarz meczu – Mateusz KOS.


Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Komentarze