Koszykówka. Nieoczekiwana nagroda za mistrzostwa

Międzynarodowy Komitet Olimpijski robi wszystko, by tegoroczna olimpiada w Tokio odbyła się zgodnie z planem, na przełomie lipca i sierpnia.

– Wszystko wskazuje na to, że 24 lipca igrzyska zostaną otwarte. Pozostały jeszcze cztery miesiące – mówił John Coates, przewodniczący Australijskiego Komitetu Olimpijskiego i członek MKOl. Władze Japonii także na każdym kroku zapewniają, że do tego czasu kraj pokona koronawirusa.

Mistrz Europy na drodze

Szerząca się pandemia powoduje jednak, że odwoływane są kolejne zawody, również turnieje kwalifikacyjne do igrzysk olimpijskich. W czerwcu w takich zawodach mieli wziąć udział nasi koszykarze.

Na razie pewni gry w Tokio są: gospodarz Japonia, Argentyna, Australia, Iran, Francja, Hiszpania, USA i Nigeria. Pozostałych czterech uczestników ma być wyłonionych w czterech turniejach kwalifikacyjnych. Biało-czerwoni powinni zagrać w litewskim Kownie.

W pierwszej fazie imprezy, w grupie B trafili na mistrza Europy, Słowenię, oraz Angolę. Do kolejnej fazy zakwalifikują się dwie najlepsze, ekipy, które trafią na Litwę, Koreę Południową oraz Wenezuelę. Awans do Tokio wywalczy tylko najlepszy zespół.

Bliżej Tokio

Wszystko wskazuje jednak na to, że droga do Japonii dla biało-czerwonych może się zdecydowanie skrócić. Światowa Federacja Koszykówki, FIBA, oficjalni jeszcze nie odwołała turniejów kwalifikacyjnych, ale mówi się o tym coraz głośniej. Pojawiają się też nowe sposoby na wyłonienie uczestników turnieju olimpijskiego.

Zdaniem serwisu „Tuttusport” wybór czterech ekip, które zagrają w Japonii odbędzie się na podstawie wyników osiągniętych w ostatnich mistrzostwach świata. Po prostu awans otrzymają cztery najwyżej sklasyfikowane drużyny, które nie wywalczyły bezpośredniej kwalifikacji z turnieju. T doskonała wiadomość dla naszych koszykarzy, bo są w tym gronie. Oprócz nich to: Serbia, Czechy i Litwa.

Dodajmy, że Polacy do tej pory w igrzyskach wystąpili sześć razy, po raz ostatni przed 40 laty w Moskwie. Najdalej drużyna zaszła jeszcze przed II wojną światową, gdy w 1936 roku zajęła czwartą lokatę w Berlinie.

Polski „smok”

Biało-czerwoni byli rewelacją chińskiego mundialu. Zajęli w nim bardzo wysokie, ósme miejsce, a ich starcia z Chinami czy Rosją na długo zapadły w pamięci kibiców. Pokazali wielką ambicję, hart ducha i spore umiejętności. Z przyjemnością patrzyło się na grę Mateusza Ponitki, Adama Waczyńskiego czy A.j. Slaughtra, którzy jak równy z równym walczyli z gwiazdami światowego formatu.

W Chinach nasi koszykarze pokonali Wenezuelę, Chiny, Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Rosję. Przegrali natomiast z Argentyną, Hiszpanią, czyli finalistami zawodów, Czechami oraz na koniec ze Stanami Zjednoczonymi. – Dla każdego z nas to było świetne doświadczenie. Wróciliśmy na mistrzostwa świata po 52 latach przerwy. Miejsce w czołowej ósemce to wyjątkowy sukces – mówił A.J. Slaughter, Amerykanin z polskim paszportem, jeden z liderów zespołu.

Spełnieniem marzeń było zwłaszcza starcie z USA. Wprawdzie nie było LeBrona Jamesa, Kevina Duranta, Jamesa Hardena, czy Stephena Curry’ego, ale świetnych graczy z NBA nie brakowało: Znakomity szkoleniowiec Gregg Popovich, który prowadził San Antonio Spurs do mistrzostwa NBA, miał do dyspozycji wielu graczy o uznanej renomie, jak Kemba Walker, Donovan Mitchell czy Jayson Tatum.

Powrót do łask kibiców

– Przede wszystkim nasi zawodnicy udowodnili, że są bardzo dobrymi koszykarzami. Grają z pełnym zaangażowaniem, zostawiają serce na parkiecie. Myślę, że ten turniej sprawi, że koszykówka będzie w Polsce bardziej popularną dyscypliną. Że młodzież będzie chciała naśladować Mateusza Ponitkę, Adama Waczyńskiego, Łukasza Koszarka, Adama Hrycaniuka. To bardzo ważne, żeby młodzi adepci koszykówki mieli z kogo czerpać wzorce.

Stało się coś niesamowitego. Cieszy to, że wygraliśmy grupę, nie ponosząc porażki. Ograliśmy wielką Rosję. Przegraliśmy z drużynami, które są w finale mistrzostw świata, czyli Argentyną i Hiszpanią oraz reprezentacją USA – nie krył zadowolenia z postawy zespołu Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Związku Koszykówki.

I faktycznie sukces w Chinach na nowo rozbudził zainteresowanie Polaków koszykówką. Niedawny mecz eliminacyjny do EuroBasketu 2021 z Izraelem, który odbył się w Arenie Gliwice, zgromadził na trybunach ponad 12 tysięcy widzów.

 

Na zdjęciu: W Chinach okazało się, że nawet gwiazdy NBA nie są groźne dla Mateusza Ponitki i jego kolegów.

Komentarze