Krótka piłka. Stawka większa niż mecz

Pewnie, presja wzrastała w miarę rozgrywania nieudanych meczów, a kiepskie wyniki sukcesywnie pogarszały klimat wokół reprezentacji. Jednak niepowodzenia można było zrzucić na karb prowadzonych eksperymentów. Tyle tylko, że testy wiodły w ślepą uliczkę, więc dziś kibice już nie kupują argumentacji trenera. Brzęczek przyjął pozę optymisty i człowieka mającego nad wszystkim kontrolę, ale wskazywanie pozytywów wbrew zaistniałym faktom nie zjednało trenerowi przychylności.

Co nie dziwi o tyle, że trudno ufać pogodynce za każdym razem prognozującej piękną aurę. Podczas gdy zamiast słońca nadchodzą zawieje, zamiecie i gradobicia. Jeśli zatem Brzęczek ma jeszcze do siebie przekonać opinię publiczną, to już wyłącznie na boisku. Tylko jak przemówić na placu gry, gdy do Guimaraes nie przylecieli Robert Lewandowski i Kamil Glik?

Absencje dwóch najbardziej wartościowych piłkarzy reprezentacji nie spowodują obniżenia poprzeczki, przez którą w Guimaraes musi przeskoczyć selekcjoner. Na pomoc Fernando Santosa nie ma sensu liczyć, przecież nawet jeśli Portugalczyk wystawi rezerwy, to każdy z zawodników z zaplecza mistrzów Europy zagra z wielką determinacją, aby pokazać, że niezasłużenie znalazł się w poczekalni. Z punktu widzenia naszego selekcjonera cała nadzieja zatem w piłkarzach, których – w znakomitej większości – powołuje od swego debiutu. Z góry wiadomo, że są słabiej wyszkoleni, a także gorzej zorganizowani od gospodarzy, więc aby myśleć o korzystnym wyniku, od pierwszego gwizdka musieliby pójść na wojnę. Czy stać ich, aby w taki sposób wstawili się za obecnym szkoleniowcem kadry?

Dla biało-czerwonych stawka jest wyższa niż dla Portugalczyków, gramy o korzystne rozstawienie przed losowaniem eliminacji Euro 2020. Brzęczek głośno to zadeklarował, zatem na pewno zostanie z zapowiedzi rozliczony. I to nie tylko przez media. Zbigniew Boniek, którego można było wczoraj spotkać spokojnie spacerującego w foyer hotelu Melia Braga – tu przy okazji meczu w Guimaraes zamieszkała polska kadra – nie sprawiał jednak wrażenia człowieka przypartego do muru.

Czy to jedynie poza prezesa i dobra mina do złej w mijającym półroczu gry reprezentacji, przekonamy się dopiero po powrocie z Portugalii. Boniek ma to do siebie, że własnych projektów broni jak niepodległości. Zatem na pewno nie poświęci Brzęczka tylko w imię tego, aby przypodobać się publiczności. Prezes PZPN nie jest jednak samobójcą, więc musi dostrzec w Portugalii racjonalne przesłanki, że drużyna narodowa może robić pod kierunkiem Brzęczka postępy. Stawką jest przecież awans do finałów Euro 2020 i miliony euro, które UEFA zapłaci za zakwalifikowanie się do turnieju. A lepiej – jeśli zaistniałaby taka konieczność – zmienić trenera teraz i w spokoju, niż ewentualnie w połowie przyszłego roku już w mocno nerwowych okolicznościach.

Zatem? Wygląda na to, że stawka meczu w Guimaraes jest bardzo wysoka.

Komentarze