Zobacz
Do góry

Legia Warszawa. To nie jest przypadek

Arvydas Novikovas przeszedł zabieg ablacji serca i w tym roku już nie pojawi się na boisku.

 

18 zdobytych bramek w pięciu ostatnich ligowych występach to osiągnięcie, które mówi samo za siebie. W starciach z Wisłą Kraków (7:0), Arką Gdynia (1:0), Górnikiem Zabrze (5:1), Pogonią Szczecin (1:3) i Koroną Kielce (4:0) drużyna warszawskiej Legii strzeliła ponad połowę wszystkich bramek uzyskanych w rozgrywkach ekstraklasy od początku bieżących rozgrywek.

Po 12. kolejkach „Wojskowi” mieli na swoim koncie 15 trafień. Skuteczność jest zatem w ostatnim okresie bardzo silną bronią drużyny Aleksandara Vukovicia. Ten element, niewątpliwie, przyda się jutro we Wrocławiu. Śląsk jest bowiem jedyną drużyną ekstraklasy, który w tym sezonie nie przegrał na własnym boisku.

Do stolicy Dolnego Śląska drużyna Legii udała się bez kilku zawodników. Arvydas Novikovas, którego problemy z oddychaniem dosięgnęły podczas meczu z Koroną Kielce, przeszedł zabieg ablacji serca i choć – jak mówi trener Vuković – mógłby wrócić do treningów już za tydzień, to ryzyko jest zbędne i do końca rundy litewski pomocnik będzie odpoczywał.

– Sytuacja zdrowotna jest dobra. Oprócz Novikovasa nie mamy od dyspozycji Vamary Sanogo oraz Williama Remy’ego, który doznał drobnego urazu na środowym treningu. Na Cafu też jest nieco za wcześnie. Ponad 20 zawodników jest zdrowych i gotowych do gry – powiedział szkoleniowiec Legii, który nie spodziewa się we Wrocławiu łatwej przeprawy.

– Kiedy w trzeciej kolejce zremisowaliśmy ze Śląskiem 0:0 mówiłem, że to dla nas dobry wynik. Nie wszyscy tak uważali. Śląsk nie przez przypadek jest tak wysoko w tabeli. Duża w tym zasługa trenera Vitezslava Laviczki. Przedstawiciela trenerskiej szkoły, która coś w futbolu znaczy – podkreślił Aleksandar Vuković, który cieszy się na najbliższy mecz. – Przyjdzie sporo ludzi, atmosfera będzie dobra. Fajnie, że do Wrocławia wybiera się spora ilość kibiców Legii. Ich wsparcie jest nam bardzo potrzebne – podkreślił serbski szkoleniowiec „Wojskowych”.

W październiku zeszłego roku, kiedy Legia zawitała do stolicy Dolnego Śląska, mecz obejrzało ponad 20 tysięcy kibiców. Jeszcze więcej, bo ponad 24 tysiące fanów futbolu, przyszło we Wrocławiu na Legię jesienią 2017 roku. Nieco ponad 22 tysiące sympatyków zasiadło na trybunach Stadionu Miejskiego w listopadzie roku 2016, kiedy to Legia wygrała aż 4:0.

Jutro frekwencja również powinna być wysoka. Wszakże mierzy się lider rozgrywek z trzecią drużyną w tabeli, która niedawno zajmowała przecież pierwsze miejsce w klasyfikacji.

Komentarze