Zobacz
Do góry

Lićwinko: Mamę Hani zjadły emocje

– Może jestem trochę zbyt ambitna, zapominam, jak długą miałam przerwę, a nie wszystko da się od razu odrobić – mówi Kamila Lićwinko, brązowa medalistka mistrzostw świata w skoku wzwyż.

W swoim pierwszym starcie po urlopie macierzyńskim zajęła pani 3. miejsce (187 cm) w konkursie skoku wzwyż 65. Orlen Memoriału Janusza Kusocińskiego w Chorzowie. Jest pani zadowolona?

Kamila LIĆWINKO: – Cieszę się przede wszystkim, że mogłam wystartować po tak długiej przerwie, ale z wyniku oczywiście nie jestem zadowolona. Liczyłam na to minimum przyzwoitości, czyli 1,91 m, ale nie będę ukrywać, że skakałam jak… no! Ta trzecia, nieudana, próba na tej wysokości była jedynym dobrym skokiem w konkursie. Stres mną rządził, emocje były ogromne, po pierwszym skoku o mało nie zwymiotowałam. Naprawdę wysoko zawiesiłam sobie poprzeczkę, może to także mnie zgubiło… Teraz to wszystko już ze mnie zeszło i czuję się dobrze.

A od strony czysto sportowej, co mogło pójść lepiej?

Kamila LIĆWINKO: – Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tego startu. Na zgrupowaniu w Belek skakałam z krótkiego rozbiegu tyle, ile skoczyłam z pełnego w Chorzowie. Ale w maju przez dwa tygodnie nie mogłam trenować i ta przerwa trochę wybiła mnie z rytmu. Miałam w ogóle szczęście, że nie zerwałam łydki, a to pozbawiłoby mnie wszystkiego, nad czym pracowałam przez te wszystkie miesiące po powrocie. Dlatego nie robiłam nic, odpoczywałam. To wybiło mnie z rytmu i trochę nie wiedziałam, na co mnie stać. Brakowało mi pewności siebie.

Królowa znów rozgrzeje Śląski!

Po pierwszym starcie będzie zatem z górki?

Kamila LIĆWINKO: – Cieszę się, że mam to za sobą. To były takie pierwsze śliwki-robaczywki. Teraz wiem, że potrzebuję w zdrowiu kilku dobrych treningów technicznych i myślę, że startu na start będzie coraz lepiej.

Jakie przeszkody czekają na mamę wracającą do zawodowego sportu?

Kamila LIĆWINKO: – Najważniejsza to brak czasu na odpoczynek, bo tak się zorganizowaliśmy z Michałem (Lićwinko, mężem i trenerem – przyp. red.), że nie ma większych problemów logistycznych, że wstajemy na zmianę, że Hania jest z nami na treningu. Naprawdę nie widzę większych problemów. Urlop macierzyński to był taki reset, którego bardzo potrzebowałam po tylu latach. Znowu zatęskniłam za treningiem, skakaniem, zawodami.

A dyspozycja fizyczna?

Kamila LIĆWINKO: – Byłam zdziwiona, że wcale dużo nie straciłam, techniki czy skoczności. Może tylko na siłowni nie mogę jeszcze wejść na pułap, na którym byłam przed macierzyństwem. Niewiele jednak mi brakuje, żeby skakać 1,90 w każdym starcie. A to mnie już ucieszy.

Hania kibicowała mamie?

Kamila LIĆWINKO: – Tak, była na stadionie z moją siostrą. Nie wiedziała, o co chodzi, ale pewnie wkrótce się dowie.

Jakie wrażenia ze Stadionu Śląskiego?

Kamila LIĆWINKO: – Stadion jest super. W ubiegłym roku byłam tu jako kibic i bardzo mi się podobało. Cieszę się, że mogłam tu wystąpić. Fajnie też powitały mnie rywalki, że znowu jestem razem z nimi na skoczni.

Minimum na mistrzostwa świata wynosi 1,94. Czy zdąży pani dojść do takiej formy?

Kamila LIĆWINKO: – Będę rozczarowana, jeśli się nie uda. Bardzo bym chciała. Może jestem trochę zbyt ambitna, zapominam, jak długą miałam przerwę, a nie wszystko da się od razu odrobić. Ale myślę, że jestem na dobrej pozycji startowej, żeby w tym sezonie zrobić podbudowę, a w kolejnym olimpijskim już wrócić na pełny gaz.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w lekkoatletyka