Lider na słowo honoru

Raków Częstochowa w dzisiejszym meczu z Miedzią musi zagrać zdecydowanie lepiej niż w czwartek w Gliwicach.


Częstochowianie na decydującego o losach spotkania z Piastem gola czekali aż do 10 minuty doliczonego czasu gry. Był on i tak sporym zaskoczeniem, zważywszy na dobrą postawę podopiecznych Waldemara Fornalika w drugiej odsłonie, a także na czerwoną kartkę, jaką obejrzał Tomasz Petraszek. Niezależnie od tego, Raków miał kilka dni na poprawę gry przed domowym spotkaniem z Miedzią.

Mogło być lepiej

Każdy wynik pozytywny z Piastem, a więc remis lub zwycięstwo, dawał wicemistrzom Polski pozycję lidera ekstraklasy. Najwyraźniej tak Raków podszedł do czwartkowego meczu, bo po niezłej pierwszej odsłonie zespół z Częstochowy stracił rytm. Akcje ofensywne nie stwarzały wielkiego zagrożenia pod bramką Frantiszka Placha, a i w defensywie kilkukrotnie robiło się niebezpiecznie, jak choćby po akcji Jorge Felixa.

Szkoleniowiec częstochowian także przyznał, że jego zespół w Gliwicach nie prezentował się tak, jakby sobie to wyobrażał. – Pierwsza odsłona była dla nas, druga – zdecydowanie dla Piasta. Kiedy wydawało się, że zakończy się polubownie, dopisało nam trochę szczęście. Generalnie to był przeciętny mecz w naszym wykonaniu. Długimi momentami go nie kontrolowaliśmy tak, jak byśmy chcieli. Na zbyt dużo pozwalaliśmy Piastowi, szczególnie w drugiej połowie. Swój cel zrealizowaliśmy, natomiast musimy się poprawić, bo w następnym spotkaniu możemy tego szczęścia już nie mieć – powiedział Marek Papszun.

Przerwa nie pomogła?

Mecz w Gliwicach, mimo zwycięstwa, był drugą przeciętną rywalizacją Rakowa w ostatnich dniach. Ta wcześniejsza, w Łodzi, stała pod znakiem nieskuteczności. W czwartek częstochowianie grali tak, jakby zaczynało brakować im sił. Można więc postawić pytanie, co wydarzyło się w czasie przerwy reprezentacyjnej, gdy zespół miał okazję w końcu popracować we względnym spokoju i bez presji czasu, związaną ze zbliżającym się meczem.

Można jedynie snuć przypuszczenia, że „śruba” została zbyt mocno dokręcona. Patrząc jednak z drugiej strony, niewykluczone, że właśnie solidna praca przyniesie owoce później. Częstochowianie do końca roku rozegrają jeszcze siedem spotkań w ciągu niewiele ponad miesiąca. Na korzyść Rakowa wpływa fakt, że w najbliższych trzech meczach będą mierzyć się z niżej notowanymi rywalami – przeciętnymi Miedzią i Lechią oraz pierwszoligowym Zagłębiem Sosnowiec. Będą więc mieli czas, aby jeszcze się „rozkręcić” i wejść na odpowiedni poziom.

Powrót z czerwienią

Na pewno będzie chciał go osiągnąć Tomasz Petraszek. Czeski stoper wrócił po długiej nieobecności do pierwszego składu Rakowa, zastępując pauzującego za kartki Zorana Arsenicia. Kapitan Rakowa na pewno nie będzie dobrze wspominał czwartkowej rywalizacji w Gliwicach. Rosły stoper w doliczonym czasie gry został wyrzucony z boiska przez sędziego Krzysztofa Jakubika, który pokazał mu drugą żółtą kartkę.

Trudno jednak jednoznacznie ocenić, czy Petraszek na to upomnienie zasłużył. Na pewno Czech nie był zadowolony z decyzji arbitra, podobnie jak trener przygotowania motorycznego, Michał Garnys, który także został odesłany do szatni. Wracając jednak do Petraszka – obrońca, poza czerwoną kartką, prezentował się nieźle. Widać jednak po jego grze, że brakuje mu pewności, której na pewno nabierze, grając „od deski do deski”.

W dzisiejszym meczu nie ma jednak pewności, czy Czech wybiegnie na boisko w pierwszym składzie. Jako że otrzymał on czerwoną kartkę po dwóch żółtych, to od strony prawnej będzie mógł zagrać. Jednak do składu wróci Zoran Arsenić, którego kara już się zakończyła. Wydaje się wręcz pewne, że Chorwat wyjdzie dzisiaj w pierwszym składzie.

Być może sztab szkoleniowy Rakowa spróbuje wkomponować do niego tak Arsenicia, jak i Petraszka. Szczególnie że notowania Bogdana Racovitana, który wystąpił w Gliwicach, nie są wysokie, a z kolei powrót Milana Rundicia po kontuzji nie jest pewny. Sztab będzie miał więc nad czym myśleć, podobnie jak nad ofensywą, która w ostatnich meczach zawodziła.


Fot. Tomasz Kudala/PressFocus