Liga Europy. Najważniejszy mecz

Od sezonu 2016/17, kiedy warszawska Legia rywalizowała najpierw w fazie grupowej LM, a następnie w fazie pucharowej LE, mecze tej drużyny w europejskich pucharach nie cieszyły się tak dużym zainteresowaniem. Wszystko wskazuje na to, że stadion przy ul. Łazienkowskiej wypełni się dziś niemal w komplecie. Wicemistrz Polski, przed własną publicznością, rozpoczyna rywalizację o fazę grupową Ligi Europy podejmując Rangers FC. Już w pierwszym dniu otwartej sprzedaży biletów, czyli w poniedziałek, fani „Wojskowych” wykupili prawie 14 tysięcy wejściówek, a przed kasami stadionu ustawiały się kilkudziesięciometrowe kolejki. Wszystko wskazuje zatem na to, że dzisiejszy mecz obejrzy z trybun ok. 30 tysięcy kibiców. Do Warszawy przybyła już także liczna grupa szkockich kibiców.

Faworytem są „Strażnicy”

Sympatyków futbolu przyciąga na warszawski stadion stawka spotkania, która wysoka jest również dla obu klubów. Za awans do fazy grupowej można zarobić niemal 3 mln euro, zachowując jednocześnie szanse na kolejne gratyfikacje finansowe związane ze zdobywaniem punktów w sześciu gwarantowanych na tym poziomie zmagań meczach. Przypomnijmy, że trzech ostatnich sezonach polskiego zespołu zabrakło w rywalizacji grupowej LE. W sezonie 2015/16 znalazły się tam Legia i poznański Lech, a później było tylko gorzej. Dość powiedzieć, że jedynie „Wojskowym”, w sezonie 2017/18, udało się dostać do decydującej fazy eliminacji, ale wszystko skończyło się porażką z Sheriffem Tiraspol. Wtedy wydawało się, że faworytem jest zespół z Polski. Teraz jest zupełnie inaczej.

W opinii ekspertów, cytowanych przez różne media, wyżej stoją akcję „Strażników”. Tak uważają m.in. Henning Berg, były piłkarz „The Gers” i były szkoleniowiec Legii, a także były gracz Celtiku Glasowg i „Wojskowych”, czyli Dariusz Dziekanowski. [Marko Veszović], pomocnik Legii, przyznał natomiast, że jego zespół podchodzi do rywalizacji bez presji, choć drużyna nie może się doczekać najbliższej rywalizacji. – Cóż, to dla nas najważniejszy mecz na przestrzeni ostatnich 2-3 lat. Jesteśmy pewni siebie i gotowi. W zespole jest dobra atmosfera. Fizycznie czujemy się coraz lepiej, choć początek sezonu był ciężki. Nie wszyscy trenowali z nami od początku. Potrzebowaliśmy trochę czasu. Może nie gramy jeszcze tak, jakbyśmy chcieli, ale jest dużo lepiej – przyznał 28-letni Czarnogórzec.

Chorwat czy Hiszpan?

Pisaliśmy już, że kluczem do sukcesu w starciu z wicemistrzem Szkocji będzie kontynuacja dobrej gry w obronie, którą Legia w tym sezonie imponuje, a także podjęcie walki, czasami wręcz, z bardzo fizycznie grającym przeciwnikiem. Potrzeba będzie również skuteczność, a tą drużyna Aco Vukovicia w tym sezonie nie grzeszy. W dziesięciu meczach o stawkę „Wojskowi” strzelili w tym sezonie dziewięć bramek. Ale do siatek rywali trafiali jedynie w pięciu meczach. Po dwa gole zdobyli Carlitos Lopez i Walerian Gwilia, a po jednym trafieniu zaliczyli Sandro Kulenović, Mateusz Wieteska, Arvydas Novikovas, Paweł Stolarski i cytowany Veszović. Większość kibiców Legii nie może zrozumieć, dlaczego większym zaufaniem trenera Vukovicia cieszy się Kulenović, a dużo mniejszym Carlitos. Przypomnijmy, że po ostatnim meczu chorwacki napastnik został przez kibiców wygwizdany.

Tymczasem szkoleniowiec wziął go w obronę i przyznał, że Kulenović bardziej swoją pracą na treningach zasługuje na pierwszy skład, aniżeli hiszpański napastnik. Który, podobno, powoli traci cierpliwość. Tydzień temu, przed rewanżowym meczem z Atromitosem Ateny, były gracz Wisły Kraków zasugerował na Twitterze, że znów zasiądzie na ławce rezerwowych i tak też się stało. Jaką decyzję dziś podejmie Aleksandar Vuković? Doświadczeniem, którego Legii też zabraknąć dziś nie może, Carlitos bije Kulenovicia na głowę.

 

IV runda eliminacji LE
Czwartek, 22 sierpnia, godz. 20.00

Legia Warszawa – Rangers FC

Sędziuje Benoit Bastien (Francja).
Transmisja TVP Sport.

Gigant wraca zza światów

GLASGOW RANGERS

4 lipca 2012 roku to najczarniejszy dzień w historii Glasgow Rangers, choć takich dni na wiosnę i nieco później wymienionego roku było sporo. Wówczas, decyzją klubów Scottish Premier League, najbardziej utytułowany szkocki klub, 54-krotny mistrz tamtejszej ligi, został wykluczony z rozgrywek ekstraklasy. Decyzja ta nie została podjęta przez przypadek. Wynikała, po prostu, z bankructwa klubu, który od początku 2001 roku popadał, poprzez nieprzemyślane inwestycje, w coraz większe tarapaty finansowe, choć jeszcze w 2008 roku zagrał w finale Pucharu UEFA. Cztery lata później nastąpiła katastrofa. Najkrócej rzecz ujmując nowy klub, który przyjął nazwę Rangers FC, musiał rozpocząć nowe życie. Od czwartej ligi. W cztery sezony udało mu się przeskoczyć do Premier League, a dwa lata temu powrócił do międzynarodowej rywalizacji. W której, w przeszłości, odnosił spore sukcesy.

W 1961 dotarł do finału PZP będąc pierwszą drużyną z Wysp w decydującym starciu europejskiego pucharu. W sezonie 1969/70, w drugiej rundzie tych samych rozgrywek, po dwóch porażkach 1:3, „The Gers” musieli uznać wyższość Górnika Zabrze. Ale już dwa lata później wygrali nieistniejące już dziś zmagania, pokonując w finale na Camp Nou zespół Dynama Moskwa. To największy sukces w historii klubu z Ibrox Park. Później, pod koniec lat 80, „Strażnicy” dwa razy mierzyli się z polskimi zespołami. Z rozgrywek PEMK wyeliminowali Górnika (1987/88), a rok później okazali się lepsi, w Pucharze UEFA, od GKS-u Katowice. Ostatni raz Glasgow Rangers gościł w naszym kraju w sezonie 2004/05, kiedy to tych samych rozgrywkach (grano jeden mecz) rozbił we Wronkach Amikę 0:5.

1 czerwca ub. roku menedżerem Rangers FC ogłoszono Stevena Gerrarda. Dla legendy Liverpoolu to pierwsza samodzielna praca, która w pierwszym sezonie zaowocowała fazą grupową Ligi Europy i wicemistrzostwem Szkocji. Strata do Celtiku, który wobec problemów odwiecznego rywala zdominował krajowe rozgrywki, wyniosła 9 punktów. W tym sezonie ma być mniejsza, a najlepiej byłoby, gdyby nie byłoby jej w ogóle. Gigant z Ibrox Park pragnie jak najszybciej powrócić na salony. „Strażnicy” zaczęli ligę od dwóch zwycięstw i różnicą bramek ustępują „The Bhoys”. W kwalifikacjach LE zespół Gerrarda wygrał pięć meczów i jedno spotkanie zremisował. Wszystko wskazuje zatem na to, że rywal warszawskiej Legii jest w formie.

 

 

Na zdjęciu: Carlitos Lopez (na zdjęciu) czy Sandro Kulenović? Na kogo w pierwszej linii postawi dziś trener Aco Vuković?

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze