Liga Mistrzów. Historia to lubi

W sezonie 1961/62 Tottenham Hotspur, jedyny raz w historii, awansował do półfinału Pucharu Europy. W pierwszej rundzie „Koguty” zmierzyły się z Górnikiem Zabrze i na Stadionie Śląskim przegrywały aż 0:4. Skończyło się 4:2 dla naszej drużyny, a w słynnym rewanżu na White Hart Lane angielska ekipa wygrała aż 8:1 i awansowała dalej. W kolejnej rundzie uporała się z Feyenoordem Rotterdam, a w rywalizacji o półfinał zmierzyła się z Duklą Praga. Pierwszy mecz, rozgrywany 14 lutego 1962 roku w stolicy ówczesnej Czechosłowacji, zakończył się zwycięstwem gospodarzy 1:0. Rewanż padł jednak łupem drużyny prowadzonej przez legendarnego Billa Nicholsona, który z klubem – jako zawodnik i trener – był związany przez ponad 30 lat. Tottenham wygrał 4:1, choć w rywalizacji tej musiał radzić sobie bez swojego najskuteczniejszego strzelca, Jimmy’ego Greavesa. Autor 220 goli w historii „Kogutów” był bowiem kontuzjowany.

City na urodziny?

Historia lubi się powtarzać. Dziś Tottenham stoi przed szansą, aby po raz drugi awansować do półfinału Pucharu Europy, ale będzie musiał sobie poradzić bez Harry’ego Kane’a. Kapitan zespołu i najwytrawniejszy jego strzelec, tydzień temu w pierwszym meczu z Manchesterem City, doznał kontuzji stawu skokowego, która wyklucza go z gry do końca sezonu. „Koguty” są jednak w niezłym położeniu w kontekście walki o awans, bo dzięki bramce Heung-Min Sona wygrały u siebie 1:0.

Problem polega jednak na tym, że Etihad Stadium nie jest obiektem zbyt przyjaznym dla zespołu z północnego Londynu. Wprawdzie na 10 ostatnich spotkań Tottenhamowi aż trzy razy udało się na tym stadionie wygrać, ale niektóre porażki były bardzo dotkliwe. Dwa razy „Obywatele” triumfowali po 4:1, a raz rozbili rywala aż 6:0. Te rezultaty nie będą mieć jednak dziś większego znaczenia, choć nie zmienia to faktu, że Manchester City musi odrabiać straty, aby swoim kibicom sprawić… urodzinowy prezent w postaci awansu do półfinału LM.

16 kwietnia 1894 roku noszący nazwę od 1887 roku klub Ardwick A.F.C. został przemianowany na Manchester City Football Club. Oznacza to, że wczoraj „The Citizens” skończyli dokładnie 125 lat. Jubileusz to zacny i świetna okazja do tego, aby awansować do najlepszej czwórki Ligi Mistrzów. Do tej pory zespół dokonał tego tylko raz. Trzy lata temu, kiedy to w ćwierćfinale poradził sobie z PSG.

148 goli w sezonie

Pep Guardiola, szkoleniowiec mistrza Anglii, mówił niedawno, że wywalczenie poczwórnej korony jest niemal niemożliwe. W międzyczasie jednak jego zespół awansował, do finału FA Cup, w którym będzie faworytem, bo zmierzy się z Watfordem. „Obywatele” zdobyli już Puchar Ligi Angielskiej, a w lidzie nadal tracą dwa punkty do Liverpoolu, mając do rozegrania, o jeden mecz więcej. Najpoważniejszym problemem tego zespołu wydaje się zatem Liga Mistrzów. Najpierw trzeba uporać się z Tottenhamem. Byłoby łatwiej, gdyby Sergio Aguero wykorzystał w pierwszym spotkaniu rzut karny. Argentyńczyk nie zdobył też gola w ostatnim meczu ligowym, a wprowadzony za niego na boisko Gabriel Jesus ustalił wynik starcia z Crystal Palace na 3:1. Czy to oznacza, że „Kun” lekko się zablokował?

Manchester City strzelił w tym sezonie 86 goli w Premier League. Należy do tego dodać 26 trafień w Lidze Mistrzów, 20 bramek w FA Cup i 16 goli w Pucharze Ligi Angielskiej. Wychodzi zatem na to, że we wszystkich oficjalnych rozgrywkach drużyna Guardioli zdobyła 148 bramek, co daje średnią 2,79 gola na spotkanie. Dziś, do tego, aby znaleźć się w półfinale, „The Citizens” potrzebują co najmniej jednej, a najlepiej dwóch trafień.

Ćwierćfinał LM

Środa, 17 kwietnia, godz. 21.00
Manchester City – Tottenham Hotspur
Sędziuje Cunayt Cakir (Turcja).
Pierwszy mecz: 0:1.

 

Na zdjęciu: Aby awansować do półfinału LM drużyna Manchesteru City potrzebuje przynajmniej jednego gola.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze