Liga Mistrzów. Lekceważenia nie będzie

Choć pojedynek z Chelsea jest już względnie rozstrzygnięty, to Bayern podchodzi do rewanżu bardzo poważnie. Swój bilans bramkowy będzie mógł podreperować Robert Lewandowski.


Żeby dowiedzieć się, kto zamelduje się w dalszej fazie Ligi Mistrzów, Bayern i Chelsea czekają od lutego. Wtedy to nabierający jeszcze rozpędu monachijczycy udali się do Londynu, gdzie rozbili gospodarzy 3:0, prezentując kapitalny styl gry. Trudno sobie wyobrazić, by coś mogło zatrzymać Bawarczyków w dzisiejszym rewanżu na własnym stadionie, gdzie są jeszcze groźniejsi niż w delegacji.

Wszystko na jedną kartę

– Szanujemy przeciwników – tonował nastroje trener mistrzów Niemiec, Hansi Flick. – Widzieliśmy, co Chelsea pokazywała po wznowieniu rozgrywek. Była naprawdę dobra. To ważne, aby mieć odpowiedni respekt, ale jednocześnie wyjść na mecz z pewnością siebie. Jesteśmy świadomi naszej siły – mówił szkoleniowiec monachijczyków, który w ostatnich miesiącach jest największym atutem zespołu.

To właśnie on stworzył z Bayernu rozpędzony walec, rozjeżdżający wszystko na swojej drodze, mimo że dysponuje tym samym materiałem piłkarskim, co jego poprzednik Niko Kovac – który nie potrafił wydobyć potencjału z bawarskich zawodników. Teraz natomiast wielu ekspertów uważa, że to właśnie Bayern jest głównym faworytem do wygrania Ligi Mistrzów, choć droga do tego jeszcze długa.

– Mamy wszelkie informacje o zawodnikach Chelsea. Frank Lampard wykonuje tam świetną robotę i podoba mi się styl, jaki prezentuje ten zespół – chwalił rywala Flick, który zdaje sobie sprawę, jak kształtuje się sytuacja przed rewanżem. – Gdybyśmy byli na miejscu przeciwników, uznalibyśmy, że nie mamy nic do stracenia i postawilibyśmy wszystko na jedną kartę. Właśnie tego oczekuję po Chelsea – wieszczył Niemiec.

Po kolejne gole

Defensywa londyńczyków ma się czego obawiać. W lutym wielokrotnie jej szeregi rozrywał pędzący lewą stroną Alphonso Davies, a dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Serge Gnabry, który wszystkie 6 bramek w tej edycji Ligi Mistrzów zdobywał właśnie w brytyjskiej stolicy – czterokrotnie trafiał na stadionie Tottenhamu.

Najwięcej uwagi będzie poświęcone jednak Robertowi Lewandowskiemu, liderowi klasyfikacji strzelców Champions League, z 11 golami na koncie. Polak trafiał do siatki w każdym meczu tej edycji Ligi Mistrzów, a w starciu z Chelsea oprócz bramki zaliczył także dwie asysty.

Rywale byli sfrustrowani jego formą do tego stopnia, że grali w stosunku do niego bardzo nieczysto, a Marcos Alonso zobaczył nawet czerwoną kartkę. Po spotkaniu z Anglikami „Lewy” wypadł Bayernowi na kilka kolejek z powodu kontuzji, po której obecnie nie ma już śladu. To bardzo zła wiadomość dla „The Blues”, ponieważ kapitan reprezentacji Polski na boisku nie bierze jeńców.

Lekkie roszady

Sytuacja kadrowa Bayernu jest przed dzisiejszym meczem całkiem niezła. Flick nie będzie mógł skorzystać jedynie ze „szklanego” Kingsleya Comana, który nabawił się ostatnio lekkiego urazu i nie będzie dostępny na pojedynek z londyńczykami. Na skrzydle zastąpią go Ivan Perisić lub Philippe Coutinho.

Większym kłopotem dla monachijczyków będzie jednak brak kontuzjowanego Benjamina Pavarda, którego na prawej obronie zastąpi zapewne Joshua Kimmich. Nie tak dawno niemiecki zawodnik grał na tej pozycji i był tam jednym z najlepszych na świecie, ale u Flicka Kimmich rewelacyjnie prezentuje się jako środkowy pomocnik.

Pavarda zastąpić jednak trzeba, więc w środku pola – obok Leona Goretzki – wystąpi najpewniej kontuzjowany ostatnio Thiago Alcantara, który tego lata chce opuścić Bawarię.


Na zdjęciu: W lutym piłkarze Chelsea nie byli w stanie zatrzymać Roberta Lewandowskiego...

Fot. PressFocus

1/8 finału LM
Sobota, 8 sierpnia, godz. 21.00
Bayern Monachium – Chelsea FC

[Sędzia] – Ovidiu Hategan (Rumunia)
Pierwszy mecz: 3:0