Zobacz
Do góry

Ligowiec. Piast mistrzem? Tego chcą nie tylko w Gliwicach

Jedenastka z Gliwic, w przeciwieństwie do Legii, nie jest ciągnięta za uszy przez arbitrów. Sama sobie musi pomagać dobrą grą, co czyni – pisze Michał Zichlarz w swoim felietonie po meczach 34. kolejki Lotto Ekstraklasy.

Kiedy trzy lata temu gliwiczanie walczyli o mistrzostwo Polski z Legią i pojechali na Łazienkowską, to nie mieli tam wiele do gadania. Choć oczekiwania przed tamtym meczem były w Gliwicach spore, to jednak ekipa prowadzona przez Radoslava Latala została rozbita przez legionistów, którzy pewnie wygrali 4:0. Gospodarze już po godzinie powadzili wtedy trzema golami.

Teraz było zupełnie inaczej. Tamten mecz pamiętali jeszcze Marcin Pietrowski i Gerard Badia, który w drugiej połowie zastąpił wtedy na murawie Mateusza Maka. „Badi” byłby też raczej rezerwowym i w sobotę, ale pod nieobecność pauzującego za czerwoną kartkę Jorge Felixa wybiegł na murawę w wyjściowym zestawieniu i jak się okazało został bohaterem meczu w Warszawie.

Ligowiec. Waldemar Fornalik to już nie jest „King”

Co dalej? Wystarczy tylko poczytać komentarze po starciu na Łazienkowskiej, które trzeba przyznać, stało na dobrym poziomie i dostarczyło sporo emocji. Wielu kibiców, także innych klubów, życzy mistrzostwa Polski właśnie Piastowi. Jedenastka z Gliwic, w przeciwieństwie do Legii, nie jest ciągnięta za uszy przez arbitrów. Sama sobie musi pomagać dobrą grą, co czyni. Cztery kolejne wygrane w grupie mistrzowskiej, w tym dwie odniesione na terenie drużyn, które – jak gliwiczanie – walczą o mistrzostwo, czyli w Gdańsku i w stolicy muszą robić wrażenie na wszystkich. Jest szansa na zrobienie czegoś naprawdę wielkiego!


Miejsce w trójce Piasta już jest dla gliwiczan, którzy w zeszłym sezonie do ostatniej kolejki bronili się przed spadkiem, wielkim sukcesem. Oprócz wspomnianego 2016 roku, kiedy skończyło się na wicemistrzostwie za Legią, było też jeszcze czwarte miejsce i europejskie puchary w 2013. Teraz można pokusić się o historyczny triumf i o to, żeby mistrzowski tytuł po długich 30 latach ponownie wrócił na Górny Śląsk.

Nigdy w historii polskiej piłki nie zdarzyło się, żeby czekano u nas na mistrzostwo tak długo. To przecież śląskie drużyny przez dziesięciolecia nadawały ton ligowym rozgrywkom. Po wielkim Górniku w latach 80. i po czternastym tytule Ruchu w 1989 roku, triumfu już jednak, z wielu przyczyn nie było. Miał być w 1994 roku, ale zabrzan z kolejnego mistrzostwa Polski okradł wtedy w meczu z Legią na terenie rywala sędzia Sławomir Redziński, wyrzucając z boiska trzech zawodników „górniczej” jedenastki. W sobotę Szymon Marciniak wytrzymał presję i sędziował dobrze.

Krótka piłka. Nawet PZPN murem podzielony przez sędziego Stefańskiego

Do końca sezonu drużynie prowadzonej przez Waldemara Fornalika pozostały spotkania z Jagiellonią, Pogonią i Lechem. Dwa z nich zostaną rozegrane u siebie. Przy takiej grze i takiej passie jest szansa na wskoczenie na fotel lidera i zdobycie mistrzostwa. Choć gliwiczanie dobrze kalkulują i nie wybiegają za daleko do przodu. „Liczy się każdy następny mecz. Nie myślimy co będzie na koniec sezonu” – nieustannie powtarza Joel Valencia, jedna z gwiazd Piasta i całej ligi, co pokazał w sobotę przy Łazienkowskiej.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa