Ligowiec. Anoreksja w obronie, czyli lepsza strona futbolu

Podsumowanie minionej, choć jeszcze nie zakończonej, kolejki ligowej wypada rozpocząć od pochwał. Wprawdzie kibice nie wszystkich drużyn wychodzili ze stadionów zadowoleni, lecz „neutralni” sympatycy futbolu musieli być usatysfakcjonowani. W siedmiu potyczkach piłka aż 27 razy lądowała w siatce, co dało bardzo dobrą średnią 3,857 gola na jedno spotkanie! Wiem, że mogą pojawić się zarzuty, iż linia defensywna wielu zespołów przypominała faceta z anoreksją, lecz ja wolę radosny futbol niż chowanie się za betonowym murem.

Nie jest natomiast do śmiechu dwóm szkoleniowcom – Gino Lettieriemu i Kazimierzowi Moskalowi. Opiekun kieleckiej Korony w Zabrzu nie poznawał swoich zawodników i przyznał się publicznie, że do niektórych nazwisk za bardzo się przywiązał. Szkoda, że pobudkę zarządził tak późno, bo w pięciu ostatnich meczach ligowych „Scyzoryki” powiększyły swoje konto punktowe zaledwie o jedno „oczko”. Lettieri siedział na ławce rezerwowych zdruzgotany grą swoich podopiecznych i wyglądał jak ktoś, kto właśnie przeczytał swój nekrolog. Nie proponuję prezesowi klubu Krzysztofowi Zającowi poszukiwania nowego szkoleniowca, ale drużyna z Kielc potrzebuje wstrząsu. I to silnego, a nie tylko grożenia paluszkiem.

Nie zazdroszczę również trenerowi Łódzkiego Klubu Sportowego, Kazimierzowi Moskalowi. Jego zespół w niedzielę przegrał czwarty mecz z rzędu i chociaż stworzył z wicemistrzem Polski bardzo ciekawy spektakl, lecz marna to pociecha dla sympatyków beniaminka. Porażka to porażka, a wrażenie artystyczne ma znaczenie w takich dyscyplinach sportu jak łyżwiarstwo figurowe, czy gimnastyka artystyczna. Amerykanie mawiają, że porażka jest gorsza niż śmierć, albowiem z porażką musisz żyć. Atmosfera w szatni łodzian z pewnością jest przygnębiająca (oprócz punktów piłkarzom brakuje pieniędzy z tytułu premii meczowych) i tylko wytrawny przedsiębiorca pogrzebowy może czuć się jak w domu w takiej atmosferze.

Zaczęliśmy od pochwał i dzisiejsze rozważania zakończymy w optymistycznym tonie. Do równowagi powoli wraca mistrz Polski. Efektowna wygrana w Lubinie musiała zrobić wrażenie na bezstronnych obserwatorach. Trener Piasta Waldemar Fornalik po raz kolejny pokazał, jaką siłą jest kolektyw, a nie zlepek indywidualności. Wbrew wszelkim kłopotom i przeciwnościom losu drużyna z Gliwic odniosła trzecie zwycięstwo z rzędu. Ba, w trzech ostatnich potyczkach bramkarz „Piastunek” Frantiszek Plach ani razu nie wyciągał piłki z siatki. Liczymy już Słowakowi liczbę minut z czystym kontem i czekamy na śmiałka, który przerwie jego znakomitą serię.

 

Zobacz jeszcze: Kilka słów o przykręconym kurku finansowania Piasta Gliwice 

 

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze