Zobacz
Do góry

Ligowiec. Ego to jak gruźlica w zagłębiu górniczym – wykańczająca i pustosząca choroba

Kiedy ŁKS rozpoczął występy w ekstraklasie z wysokiego „C”, trener beniaminka Kazimierz Moskal piał z zachwytu na temat postępów, jakie robią jego podopieczni. Trzy porażki z rzędu ostudziły ten hurraoptymizm – pisze w swoim felietonie Bogdan Nather po meczach 5. kolejki PKO Ekstraklasy.

Klasowy trener oprócz dobrego warsztatu musi mieć „nosa”, czyli intuicję, na jakich zawodników postawić w danym meczu. Albo kogo desygnować na boisko, gdy ważą się losy spotkania. Trener wrocławskiego Śląska Vitezslav Laviczka najwyraźniej posiadł tę umiejętność (a może jest to dar Boży?), bo w dwóch meczach tego sezonu piłkarze meldujący się na boisku z ławki rezerwowych mieli kluczowy wpływ na zdobycz punktową jego drużyny. Żeby było ciekawiej, oba mecze zostały rozegrane we Wrocławiu.

Za pierwszym razem, w potyczce z Piastem Gliwice, Śląsk przegrywał 0:1. W 73 min Mateusza Cholewiaka zmienił Erik Exposito, który po 10 minutach pobytu na boisku strzelił wyrównującego gola dla gospodarzy. Dzieła zniszczenia mistrza Polski dokończył wówczas Łukasz Broź. W sobotnim meczu z Cracovią to Cholewiak odegrał rolę zabójczego dżokera, zdobywając gola na wagę trzech punktów. Thrillery serwowane publiczności przez podopiecznych Laviczki dla postronnych obserwatorów na pewno są ekscytujące, natomiast dla sympatyków Śląska, w tym… trenera, mogą być niebezpieczne. Na konferencji prasowej po meczu z Cracovią Czech przyznał z rozbrajającą szczerością, że jest spocony z nerwów.

Znakomite wyniki Śląska przyciągają na trybuny coraz więcej widzów. Pierwszy mecz z Piastem Gliwice obejrzało niespełna 13 tysięcy kibiców, sobotnie spotkanie z Cracovią przyciągnęło na trybuny prawie 17 tysięcy sympatyków futbolu. Ilu ich pofatyguje się za dwa tygodnie na szlagierowo zapowiadający się pojedynek ze szczecińską Pogonią?

Kiedy ŁKS rozpoczął występy w ekstraklasie z wysokiego „C”, trener beniaminka Kazimierz Moskal piał z zachwytu na temat postępów, jakie robią jego podopieczni. Trzy porażki z rzędu ostudziły ten hurraoptymizm, a klęska w Krakowie z „Białą gwiazdą” pokazała łodzianom miejsce w szeregu. W tej chwili atmosfera w szatni ŁKS-u na pewno nie przypomina festynu, chociaż trener Moskal próbuje bagatelizować niepowodzenia tłumacząc, że jego zespół nie zasłużył na porażki, bo nie był gorszy od przeciwników, albo że rozmiary zwycięstwa Wisły były zbyt wysokie. Czyżby zapomniał, że w futbolu nie liczy się wrażenie artystyczne, tylko suche fakty? A te są od pewnego czasu brutalne dla łódzkiej ekipy, która powoli, acz systematycznie, obsuwa się w dół tabeli. Przekonanie o własnej wartości często jest złudzeniem, na krótką metę pomaga, ale bywa również destrukcyjne. Ego to jak gruźlica w zagłębiu górniczym, wykańczająca i pustosząca choroba, chociaż niekoniecznie śmiertelna.

Mecz w Białymstoku pokazał, jak bardzo uzależniony od dyspozycji Igora Angulo jest Górnik Zabrze. 35-letni Bask był tego wieczoru cieniem samego siebie, całkowicie zneutralizował go Ivan Runje i było „po ptokach”. Dwa gole zabrzanie stracili po stałych fragmentach gry i też jest to temat do refleksji.

 

Zobacz jeszcze: Rozmowa z Markiem Motyką o stanie polskiej piłki.

Motyka: Trzeba stawiać na młodzież

 

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze