Ligowiec. Polska Stal ma się całkiem dobrze

Nie żebym był jakimś szowinistą, bo na swoim blogu Afrykagola.pl od lat śledzę, monitoruję, piszę i kibicuję piłkarzom z Czarnego Lądu, którzy grają na naszych boiskach, ale jednak miło, jak w naszych ligowych zespołach grają miejscowi zawodnicy.


Pamiętamy jeszcze Górnika Zabrze z początkowego okresu pracy trenera Marcina Brosza, kiedy weszli do ekstraklasy i przebojem wdarli się na ligowe salony wygrywając mecz za meczem, grając atrakcyjnie dla oka, a na dodatek prezentując dużą grupę młodych graczy, którzy potem z powodzeniem występowali w reprezentacji młodzieżowej, a i do pierwszej kilku z nich zdołało się przedrzeć.

Wtedy jedynymi obcokrajowcami w drużynie byli Igor Angulo i Dani Suarez. Robili różnicę i o to chodziło czy chodzi, bo obcokrajowiec ma coś wnieść, ma być dwa razy lepszy od naszego zawodnika. Ale czy tak faktycznie jest? Patrząc na tabuny graczy spoza Polski w naszej lidze można mieć bardzo duże wątpliwości.

Tym bardziej trzeba docenić to, co dzieje się w Stali Mielec. Drużyna skazywana przez wielu na spadek gra więcej niż przyzwoicie, a zęby na niej łamią sobie jedenastki, które przecież nadają ton rozgrywkom, jak lider Lech, który w niedawnym meczu w Mielcu tylko zremisował czy teraz Lechia, która po świetnym spotkaniu, jednym z najlepszych w 15. kolejce też straciła ważne punkty i współprowadzenie w tabeli.

A Legia przed reprezentacyjną przerwą? U siebie przy Łazienkowskiej poległa zasłużenie 1:3. Tak po prawdzie, to ekipa prowadzona przez trenera Adama Majewskiego, patrząc też na kalendarz i na to, że w tym roku u siebie zagra jeszcze z Wisłą Płock czy beniaminkiem z Niecieczy, to utrzymanie może sobie zapewnić jeszcze przed świętami. Kto by się tego spodziewał?

Jak podliczono w sobotnim studio „Ligi + Ekstra” w Canal +, procentowy czas gry polskich zawodników w Stali, to aż 86 proc., średnio w meczu ligowym, według ekstrastats.pl, w mieleckiej jedenastce jest 9,57 miejscowych graczy. To często niechciani gdzie indziej Mateusz Mak czy Mateusz Matras o innych nie wspominając.

Takie podejście się podoba, to się chce oglądać i trudno, żeby ekipa z Podkarpacia nie wzbudzała sympatii wśród fanów. Na drugim biegunie oczywiście Cracovia, ale też Raków pod tym względem jest nisko. Oby oczy sztabu szkoleniowego częstochowskiego klubu częściej kierowały się w kierunku dobrze funkcjonującej akademii, niż poza granice Polski.


Fot. Marta Badowska/PressFocus

Komentarze