Ligowiec. Zapomnieli kodu pocztowego

Nie wierzę, że inicjatywa „rozwodu” z klubem wyszła od szkoleniowca. Raczej otrzymał on propozycję nie do odrzucenia od prezesa Cezarego Kuleszy. Tylko na co liczą w Białymstoku? „Jaga” nie jest zespołem, który może rządzić i dzielić w ekstraklasie. Nie ten budżet i nie ten potencjał kadrowy, zaś miejsce w mistrzowskiej ósemce wciąż jest w zasięgu, nie tylko wzroku. Widocznie doszło do zmęczenia materiału, ale czy jedynym sensownym rozwiązaniem było zakończenie współpracy? Nie zawsze trener może zaspokoić zachcianki zwierzchników, zwłaszcza jeżeli są one (zachcianki) z pogranicza fantastyki.

Wrażenie musiały zrobić rozmiary zwycięstwa Legii we Wrocławiu. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że zachowanie obrońców Śląska w wielu momentach wołało o pomstę do nieba i gdyby nie Matusz Putnocky, rozmiary wygranej drużyny z Łazienkowskiej byłyby bardziej okazałe. Widocznie podopieczni Vitezslava Laviczki nie wyciągnęli wniosków po meczu w Gliwicach, w którym odnieśli przekonujące zwycięstwo tylko dzięki indolencji strzeleckiej piłkarzy Piasta. Do przerwy mogli być bowiem „pozamiatani”…

A skoro już jesteśmy przy mistrzach Polski… Spośród zespołów pierwszej ósemki Piast ma najmniej strzelonych goli, zaledwie 19 w 18 kolejkach, więc szału nie ma. Co gorsza, zespół trenera Waldemara Fornalika w trzech ostatnich potyczkach nie splamił się zdobyciem bramki. Dla zespołu z taką renomą i bardzo wysokimi aspiracjami to wyjątkowo wstydliwy bilans. Pełnego obrazu aktualnej kondycji Piasta dopełnia 7 straconych bramek w tych spotkaniach. Gliwiczanie z nadzieją oczekują zatem meczu z beniaminkiem z Łodzi, którego pokonali na jego boisku. ŁKS jednak wcale nie musi być łatwym łupem dla obrońcy mistrzowskiego tytułu, a już na pewno w ramach szacunku nie da się spoliczkować na salonach i ułatwić rywalowi przerwanie strzeleckiego paraliżu. Na kurtuazję ze strony ekipy Kazimierza Moskala gliwiczanie nie mają co liczyć.

Podobno nie warto zastanawiać się, co by było, gdyby, ale może od czasu do czasu warto pochylić się nad takim akademickim rozważaniem. Na przykład co by było, gdyby w Zabrzu VAR nie „okradł” krakowskiej Wisły z gola, którego strzelił Rafał Janicki? „Biała gwiazda” prowadziłaby wówczas 2:0 i gospodarze mieliby ostro pod górkę. Napiętnowanie sędziów odpowiedzialnych za VAR (Jarosław Przybył) i AVAR (Marcin Borkowski) pomoże wiślakom jak umarłemu kadzidło, ale może ktoś do jasnej Anielki zacznie rozliczać rozjemców za spartaczoną robotę! Widać bowiem jak na dłoni, że jedna błędna decyzja może zniweczyć trud całej drużyny i pozbawić ją punktów.

Zupełnie inna para kaloszy to zachowanie i postawa defensorów ekipy z Reymonta. Po akcjach ofensywnych zawodników Górnika byli tak zakręceni, że pewnie mieliby problem z podaniem swojego kodu pocztowego. Zresztą 25 straconych bramek w ostatnich dziesięciu – wszystkich przegranych – potyczkach ligowych mówi wszystko.

Komentarze