Zobacz
Do góry

ŁKS Łódź. Wtedy obrońcy załatwili tyszan

– Panowie, dosyć tych wiwatów. W środę rozegramy mecz pucharowy w Tychach – trener Kazimierz Moskal szybko przywołał w szatni do porządku swoich zawodników po zwycięskim meczu ligowym z Cracovią.

Radość była uzasadniona, bo zwycięstwo nad drużyną ze ścisłej czołówki tabeli jest bardzo cenne i przerwało serię trzech porażek, ale przecież i Pucharu Polski lekceważyć nie należy.

ŁKS ma dobre wspomnienia z pucharowych występów w Tychach: we wrześniu 1983 roku wygrał tam 5:1. Łodzianie trafili wtedy na najgorszy okres w historii tyskiego klubu. Wicemistrzostwo Polski z 1976 roku było już tylko wspomnieniem, a GKS grał o Puchar Polski jako II-ligowiec tylko formalnie, bo latem spadł do III ligi, z której długo nie mógł się potem wydostać. Nie dziwi więc wysokie zwycięstwo łodzian, a niezwykłe w tym meczu było to, że oprócz napastników Ryszarda Robakiewicza i Marka Płachty gole strzelali obrońcy: Witold Bendkowski, Marek Dziuba i Marek Chojnacki. W przypadku Bendkowskiego i Dziuby to wydarzenie rzadkie; Bendkowski w swoich 376 meczach ligowych strzelił… dwie bramki (w tym Wiśle strzałem z dobrych 40 metrów), Dziuba w 14-letniej karierze w polskiej ekstraklasie tylko siedem. Dodajmy, że honorowe trafienie dla tyszan uzyskał w tym meczu Henryk Pasko.

– Mecz z Cracovią nie ma oczywiście żadnego odniesienia do tego, co będzie w Tychach – mówił po niedzielnym spotkaniu trener ŁKS Kazimierz Moskal.

– Mamy swoje problemy kadrowe – na urazy narzekają Srnić i Kalinkowski. Będę musiał poszukać innych rozwiązań, ale właśnie mecz z Cracovią pokazał, iż mamy tylu zawodników, że poradzimy sobie ze składem. Nie będę ukrywał, że dla paru piłkarzy będzie to sprawdzian przed sobotnim występem przeciwko Lechowi w Poznaniu.

Komentarze