Los bywa przewrotny

Osyra swego czasu wywalczył z gliwiczanami wicemistrzostwo Polski, ale w drugiej części sezonu nie był już ulubieńcem trenera Radoslava Latala, który często go krytykował. Później nie był ulubieńcem w klubie w ogóle, więc trafił na wypożyczenie do Niecieczy. Latem ubiegłego roku na zasadzie transferu definitywnego trafił na Dolny Śląsk, czyli w rodzinne strony, konkretnie do Miedzi Legnica.

– Zrobiłem najlepiej, jak mogłem. Miałem ofertę z Sandecji i gdybym ją wybrał, to spadłbym z ekstraklasy. Bartek Szeliga poszedł do Niecieczy i teraz się miniemy w ekstraklasie. Radek Murawski wciąż walczy o Serie A, ale awans mógł być dawno temu zapewniony. To tylko pokazuje, jak trzeba dobrze przemyśleć swoje decyzje – mówi Kornel Osyra, z którym rozmawiamy tuż po świętowaniu awansu. – Fajnie, że wywalczyliśmy awans przed własną publicznością, bo na pewno to smakuje inaczej, niż gdybyśmy świętowali w Niepołomicach. Najpierw pojechaliśmy odkrytym autokarem na rynek. Poświętowaliśmy z kibicami, a potem we własnym gronie. Nie było wielkich szaleństw, bo przecież mamy jeszcze jeden mecz do rozegrania. Ale wolne dostaliśmy do środy – uśmiecha się środkowy obrońca.

Czekają na derby

Choć „Osi” zdobył z Piastem wicemistrzostwo Polski, to nie ukrywa, że awans smakuje nawet…. lepiej. – Mam za sobą trudny okres i powrót do ekstraklasy sprawił mi chyba nawet większą radość. Poza tym jestem związany z regionem, można powiedzieć, że jestem w domu – mówi piłkarz pochodzący z Brzegu Dolnego. 25-latek jako junior bronił barw Zagłębia Lubin, z którym przyjdzie mu zagrać w nowym sezonie. – Ten mecz będzie szczególny. Dla kibiców Miedzi także, bo oni sympatyzują ze Śląskiem Wrocław i nie lubią się z Zagłębiem. Cieszę się, że Dolny Śląsk będzie miał trzy drużyny w ekstraklasie, bo wielu moich znajomych będę widywał na trybunach – przyznaje Osyra, który może być zadowolony zwłaszcza z wiosny w swoim wykonaniu. – Jesień była taka sobie. Dołączyłem do zespołu późno, miałem zaległości do nadrobienia. Trudno było wskoczyć do składu, ale zimą popracowałem i wywalczyłem sobie miejsce w drużynie – dodaje zawodnik.

Przeszedł przemianę

W szatni Piasta Osyra pełnił ważną funkcję „wodzireja” i był jedną z głośniejszych postaci drużyny. Czy podobnie jest w ekipie z Legnicy? – Nie. Ja się nie mieszam w to i dobrze na tym wychodzę. Mamy od tego innych. W Gliwicach byłem młody i byłem z chłopakami, którzy trafili do zespołu w tym samym czasie i mocno się zżyliśmy – przekonuje „Osi”, który mocno się zmienił od czasów Piasta. – Nie chcę się już wychylać, bo taki byłem w Gliwicach. Chciałem się pokazywać i nie wyszło mi to na dobre. Teraz liczy się pokora, praca. Poza tym mam małe dziecko, a w czerwcu biorę ślub – opowiada stoper Miedz.

Ofensywa w ekstraklasie

Co zdaniem 25-letniego zawodnika do ekstraklasy może wnieść beniaminek z Legnicy? – chcemy podtrzymać nasz styl, trener też to podkreśla, że nie zmieni swojej filozofii. Chcemy grać ofensywnie, do przodu i cieszyć oko naszą grą. Dla mnie to też fajna sprawa, że chcemy grać ofensywny futbol. W zespole mamy wielu doświadczonych piłkarzy i nikt się nie podpala na puchary. Oczywiście przykład Górnika działa na wyobraźnię, ale chcemy po prostu namieszać. Wielu piłkarzy Miedzi wraca do ekstraklasy po okresie niebytu i będą chcieli udowodnić, że awans nie był przypadkiem – przyznaje Osyra, który podkreśla, że presja na awans kompletnie nie przeszkadzała zespołowi Miedzi w pierwszoligowym sezonie. – Nikt się nie czarował, że jak się nie uda awansować, to trudno. Od początku cel i nastawienie było tylko jedno – to miał być nasz sezon. Gdy spojrzy się na zespół i nazwiska w Miedzi, to mówienie o presji jest śmieszne, bo mamy piłkarzy, którzy grali w przeszłości w dużo ważniejszych meczach i zdobywali mistrzostwa Polski. Myślę, że pokazaliśmy odporność psychiczną w wielu meczach, gdy nam nie szło, a które i tak wygrywaliśmy. W ekstraklasie też pokażemy charakter – zapewnia środkowy obrońca Miedzi.