Zobacz
Do góry

Mandrysz: Zagłębie nie jest wyjątkowym przeciwnikiem

Rozmowa z Piotrem Mandryszem, trenerem Bruk-Betu Termaliki Nieciecza.

Start Bruk-Betu w bieżących rozgrywkach – z pańskiego punktu widzenia – jest wymarzony?
Piotr MANDRYSZ: – Na pewno. Sezon chcieliśmy rozpocząć od zwycięstwa i to nam się udało, bo pewnie pokonaliśmy Sandecję. Potem „poprawiliśmy w Głogowie z Chrobrym i po dwóch kolejkach mamy komplet punktów. Jest to powód do radości, bo chociaż takie „otwarcie” niczego nie przesądza, lepiej mieć sześć punktów niż zero.

Co bardziej pana cieszy, komplet punktów, czy czyste konto bramkarza Łukasza Budziłka?
Piotr MANDRYSZ: – Jedno i drugie. Można przecież mieć czyste konto strat i… dwa zdobyte punkty po bezbramkowych remisach. Dlatego postawiłem znak równości pomiędzy tymi zależnościami.

Gra zespołu też już jest na satysfakcjonującym pana poziomie?
Piotr MANDRYSZ: – Oczywiście. Jestem bardzo zadowolony z postawy swojej drużyny i poszczególnych zawodników. Zarówno pod względem motorycznym, jak i techniczno-taktycznym. Oczywiście dostrzegamy niedostatki w grze zespołu, ale cieszę się, że chłopcy złapali, o co mi chodzi i że realizują to z żelazną konsekwencją.

Jak duże są rezerwy tkwiące w pańskich piłkarzach?
Piotr MANDRYSZ: – Myślę, że każdy z „moich” piłkarzy jest w stanie grać lepiej. Problem w tym, czy to się zejdzie w tym samym czasie. Obawiam się, że tego nie jest w stanie zaprogramować żaden trener.

W podstawowej jedenastce pańskiej drużyny gra dwóch młodzieżowców – 20-letni Dawid Kalisz i o dwa lata młodszy Wojciech Kamiński. Nie ma pan żadnych obaw, desygnując ich do gry od pierwszej minuty?
Piotr MANDRYSZ: – Nie mam, ponieważ Dawid Kalisz od początku przygotowań do nowego sezonu pracował bardzo sumiennie i jest w takiej dyspozycji, jakiej nie udało mu się osiągnąć w zeszłym sezonie. Natomiast Wojtka Kamińskiego ściągnąłem w ostatniej chwili, gdy okazało się, że z Niecieczy odchodzi Mateusz Kupczak. Szukałem zawodnika o podobnych parametrach i umiejętnościach.

Zagłębie Sosnowiec. Nie zagrają przeciwko byłym kolegom

Gdzie go pan wypatrzył? Bo przecież nie w pierwszym zespole Piasta Gliwice.
Piotr MANDRYSZ: – Pierwszego maja tego roku wybrałem się do dzielnicy Rybnika – Niedobczyc, gdzie rezerwy Piasta grały z miejscowym Rymerem. Był to mecz ówczesnego lidera ligi okręgowej z wiceliderem. Chłopak wpadł mi w oko, więc pojechałem go obejrzeć jeszcze raz, gdy Piast grał z Sośnicą. Ponownie zagrał bardzo dobrze, więc zanotowałem go w pamięci. Kiedy pojawił się problem po odejściu Kupczaka, nie musiałem się już rozglądać, tylko sięgnąłem po Kamińskiego. Jestem przekonany, że to był dobry ruch z mojej strony. Teraz mam większe pole manewru z młodzieżowcami, nie muszę ustawiać ich wyłącznie na skrzydle.

Jak udało się wam latem zatrzymać Vladislavsa Gutkovskisa? Według „dobrze poinformowanych” dziennikarzy jego przeprowadzka do Lechii Gdańsk była formalnością.
Piotr MANDRYSZ: – Mogę tylko uśmiechnąć się pod nosem, bo „Gutek” miał jeszcze ważny kontrakt z Bruk-Betem, a moi szefowie nie zamierzali się go pozbywać. Nie ukrywałem przed nimi, że wokół Gutkovskisa zamierzam budować linię ofensywną, więc gdyby go sprzedali, wyrwaliby mi zdrowego zęba. A tego absolutnie nie mieli w planach. Słyszałem, że wiosną Gutkovskis nosił się z zamiarem odejścia z klubu, ale po letnim obozie zdecydowanie zadeklarował, że chce dalej grać w Bruk-Becie.

Czy najbliższy mecz ligowy z Zagłębiem Sosnowiec ma dla pana szczególne znaczenie? Przed trzema laty był pan trenerem tej drużyny…
Piotr MANDRYSZ: – Proszę nie doszukiwać się podtekstów. Zagłębie Sosnowiec jest dla mnie takim samym przeciwnikiem, jak każda inna drużyna grająca w pierwszej lidze. Nie mam wobec nich żadnych uprzedzeń w kategoriach pozasportowych. Oczywiście zrobię wszystko, by w sobotę moja drużyna zdobyła kosztem sosnowiczan trzy punkty.

W ligowej tabeli dzieli was przepaść – wy zajmujecie drugie miejsce, wasz najbliższy przeciwnik trzynaste. Nie obawia się pan, że pańscy piłkarze mogą zlekceważyć sosnowiczan?
Piotr MANDRYSZ: – Nie mam żadnych obaw w tym względzie. Mam w kadrze świadomych piłkarzy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że rywalizacja nie kończy się na dwóch kolejkach. Chcemy zdobywać punkty w każdym z pozostałych meczów, dlatego w każdym wystawię najsilniejszy skład, jaki będę miał do dyspozycji. Nie zapominam, że Zagłębie Sosnowiec jest zespołem, który niedawno spadł z ekstraklasy. Zatrudniło trenera, który wie, o co w tej grze chodzi. Dlatego nie łudzę się i wiem, że czeka nas bardzo trudny mecz.

 

Na zdjęciu: Trener „Słoników” z Niecieczy Piotr Mandrysz (z prawej) i jego asystent Bartłomiej Bobla zastanawiają się, jak w sobotę zaskoczyć drużynę Zagłębia Sosnowiec.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze

Więcej w I liga