Marcin Lewandowski: Lekkoatletyka wciąż jest bardzo brudna

Ma pan 32 lata, w sierpniu ustanowił rekord Polski na 1500 metrów. Jest pan jak wino, im starszy, tym lepszy?
Marcin LEWANDOWSKI: Tak o mnie mówią. To zasługa mądrego treningu opracowanego przez mojego brata Tomasza. Stąd szerokim łukiem omijamy różne rafy, kontuzje, stąd taka długotrwała forma, stąd wciąż duże chęci i motywacja, pomimo wieloletniego treningu.

 

Ale wciąż nie ma pan medalu mistrzostw świata na stadionie. Spędza sen z powiek?
Marcin LEWANDOWSKI: Aż tak nie (śmiech). Oczywiście, jest moim celem i marzeniem, w końcu po to mocno trenuję, poświęcam życie osobiste, by wrócić z tym medalem. Ale odkąd mam rodzinę, patrzę na to zupełnie inaczej. Teraz cieszę się bieganiem. Jak są fajne wyniki – super, jak ich brak – nic się nie wielkiego nie dzieje, wracam do żony i córki, to jest najważniejsze w tym momencie.

 

Oswoił się pan już z faktem, że jest specjalistą od 1500 metrów, a nie od 800?
Marcin LEWANDOWSKI:  Zdecydowanie. Z pełnym przekonaniem mogę się określić „milerem”. Wiadomo, z ośmiuset metrów wyrosłem, to moje korzenie, jestem mistrzem Europy z Barcelony (2010), zresztą mój tegoroczny wynik na tym dystansie 1.43,74 jest wyżej w tegorocznych tabelach niż 3.31,95 na 1500. Dwa lata temu na mistrzostwach świata w Londynie pogodziłem obydwa dystanse z dobrym wynikiem (Lewandowski był w półfinale na 800 m i 7. w finale na 1500 – przyp. red.).

 

Ale w Katarze będą inne warunki…
Marcin LEWANDOWSKI:  No właśnie. Może gdyby w programie MŚ najpierw było 1500 m, a później krótszy dystans, to zdecydowałbym się na oba, ale tak nie jest, więc postawiliśmy na dłuższy. Taką decyzję podjął Tomek, on zna mnie lepiej niż ja sam siebie, ufam mu w stu procentach. Nie jestem typem myśliciela, nie analizuję; wykonuję rozkazy trenera – to mi pasuje, tym bardziej, że jestem zawodowym żołnierzem.

 

Na mistrzostwach raczej nie bije się rekordów, a biega po medale. To panu chyba pasuje?
Marcin LEWANDOWSKI:  Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby finał był na poziomie mojego rekordu 3.31. Na pewno będzie żywe bieganie, ale nie aż tak szybkie. Co też będzie moim atutem, bo jako 800-metrowiec mam szybki finisz. Rywale pewnie o tym wiedzą, i nie pozwolą na to, ale nie sądzę, żeby było bardzo szybko. Wiem, że jestem w stanie wytrzymać każde tempo, a każdy rywal wie, że na końcówce będzie ze mną ciężko.

 

Jest pan lepszym na nowym dystansie niż rok, dwa lata temu?
Marcin LEWANDOWSKI:  Oczywiście. Trenuję już pod 1500 m i ten dystans jest moim koronnym. Generalnie jestem bardzo doświadczonym biegaczem, ale tu wciąż nowicjuszem. Nie licząc imprez mistrzowskich, w swojej karierze dystans 1500 biegałem w mityngach tylko siedem razy. MŚ będą dla mnie bardzo dobrym doświadczeniem przed igrzyskami, bo ciągle tej konkurencji się uczę i każdy bieg z najlepszymi wiele mi daje. Muszę wykorzystywać każdą okazję. Do igrzysk w Tokio pozostał jeszcze rok, to jest cel główny.

 

Nie łapie pan „katarskiego klimatu” w Belek, gdzie przebywa większość biało-czerwonych…
Marcin LEWANDOWSKI:  Nie eksperymentujemy. Tradycyjnie zwykle przygotowuję się w wysokich górach i dlatego ostatni szlif formy przechodzę w Sankt Moritz. Do Dauchy zjadę dopiero 1 października, dwa dni przed eliminacjami na 1500. Taki układ mam przetestowany, zwykle przed docelowymi imprezami tak robiłem i taki był też plan od samego początku przed mistrzostwami świata.

 

Może więc pan przeżyć szok termiczny. Nie obawia się pan?
Marcin LEWANDOWSKI:  Bardzo, pogoda w Katarze będzie niszcząca. Dlatego nie chcę tam za długo siedzieć. Pocieszające tylko, że warunki będą doskwierać wszystkim, dlatego wydaje się, że na uprzywilejowanej pozycji będą zawodnicy z Afryki. Mnie zabija zimno, stąd często biegam w podkoszulku – to nie jest jakaś fanaberia czy moda lecz ochrona temperatury ciała. A jak będzie z ciepłem, zobaczymy.

 

Rywalizacja w Katarze będzie uczciwa…?
Marcin LEWANDOWSKI:  Niestety nie, lekkoatletyka wciąż jest bardzo brudna, nie wiem nawet, czy nie bardziej niż wcześniej… Moim zdaniem nic się nie zmienia na lepsze. Niby walczymy z plagą, wpadają mistrzowie olimpijscy i świata, jak choćby Asbel Kiprop (Kenijczyk to 3-krotny mistrz świata 2011-15, został zdyskwalifikowany na 4 lata do 2022 – przyp. red.), ale inni wciąż normalnie rywalizują. To pokazuje skalę problemu.

 

Pewnie to tylko wierzchołek góry?
Marcin LEWANDOWSKI:  Kręcę się na tym podwórku już bardzo długo. Czuje się, widzi, nawet o tym wie, co się na nim dzieje. Trudno, żeby było inaczej. Nie mogę rzucać oficjalnie nazwiskami, ale jest naprawdę bardzo brudno. Bardzo mi przykro z tego powodu.

 

I nie przeszkadza panu, wiedząc, że kolega bierze, a rywalizuje z panem jakby nigdy nic? Czy to nie frustrujące?
Marcin LEWANDOWSKI:  Zawsze o tym mówię, że to kradzież. Nie będzie skutecznej walki z dopingiem, dopóki nie będzie kar więzienia za kradzież medali, tytułów i zwrotu wszystkich skradzionych pieniędzy. Jak złodziej napada na bank i zostaje złapany, to idzie do „paki” i oddaje zrabowaną kasę. Oszust z bieżni też powinien wszystko oddać i odsiedzieć karę. Dopóki tak nie jest, nic się nie zmieni, wciąż będzie brudno. Nie mam na to wpływu, staram się skupić na swojej pracy. Jedyne, co mogę, to mówić o tym głośno. To moja jedyna broń.

 

Na razie jedyną czarną owcą światowej lekkoatletyki jest Rosja, która jakby maskuje skalę przewin dopingowych innych?
Marcin LEWANDOWSKI:  Dokładnie. Najbardziej utalentowana nacja na świecie w biegach średnich i długich, Kenia, jest tak samo brudna: tam jest doping, tam jest korupcja, tam jest tuszowanie afer. To przykre, ale takie są fakty, powinniśmy o tym głośno mówić, nazywać rzeczy po imieniu, a nie zamiatać pod dywan.

 

Może Witold Bańka, nowy szef Światowej Agencji Antydopingowej WADA, będzie skuteczniejszy? Zapowiada więcej laboratoriów w Afryce – na razie jest jedno, w RPA…
Marcin LEWANDOWSKI:  Mam nadzieję, że coś się zmieni. Pan minister zna moje zdanie na ten temat, może nawet kiedyś nasze drogi się skrzyżują i razem będziemy walczyć z dopingiem. Na razie robię swoje i liczę na wsparcie instytucji oraz poprawę sytuacji. Trzymajmy kciuki.

 

Zobacz jeszcze: Dlaczego Zalewski nie pobiegnie w Katarze?

 

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Komentarze