Męki „Kolejorza” na Podkarpaciu

Gdyby ktoś po końcowym gwizdku, nie znając drużyn, zerknął w statystyki, nie miałby problemu z wytypowaniem, kto występuje na wyższym szczeblu rozgrywkowym. Sęk jednak w tym, że było odwrotnie niż powinno: to plasujący się w strefie spadkowej II-ligowej tabeli gospodarze oddali więcej (celnych) strzałów, częściej byli przy piłce, egzekwowali dwa razy więcej rzutów rożnych i znacznie częściej dośrodkowywali w pole karne przeciwnika.

Tymku drogi…

Bohaterem „Kolejorza” został bramkarz Mickey van der Hart – co samo w sobie wiele mówi o dyspozycji jego kolegów z pola. – O czym to świadczy? Że boisko było, jakie było. To jakiś dramat. Nie dało się grać w piłkę. To nie są rozgrywki o Puchar Wójta. Nawet u siebie na wsi nie mam takiego boiska. Za małolata grałem na lepszych. Aż do pierwszego gwizdka nie wiedzieliśmy, czy będziemy tu grali. Nie wiem, kto dopuścił taką murawę. Dla mnie to kpina – grzmiał Tymoteusz Puchacz, skrzydłowy Lecha. Komentujący ten mecz na antenie Polsatu Sport Roman Kołtoń skwitował, że „Puchacz odleciał w tym wywiadzie”, a Mateusz Borek tylko westchnął: – Tymku drogi…

Zbigniew Boniek, prezes PZPN, z charakterystycznym dla siebie humorem podsumował z kolei na Twitterze: „To ja z chęcią do Kolegi Puchacza na wieś przyjadę. Gratuluję bramki i awansu… Widziałem tez czasami gorszą murawę w Poznaniu. Grać i nie płakać, please!”.

Puchacza odrobinę rozgrzesza fakt, że przynajmniej ze swojego gola – naprawdę przedniej urody – nie robił żadnej historii. – Gdyby boisko było dobre, to byłaby to asysta, a nie bramka – podsumował swój „centrostrzał” oddany już w 75 sekundzie.

Radość z dwóch rzeczy

Trudno jednak napisać, by szybkie prowadzenie Lecha ustawiło wczorajszy mecz w Boguchwale. Murawa faktycznie pozostawiała wiele do życzenia – trudno, by o tej porze roku na niepodgrzewanej płycie było inaczej – a przed pierwszym gwizdkiem internet obiegły obrazki dwóch „porządkowych” łopatą czyszczących pole bramkowe z błota.

Prawda jest jednak taka, że II-ligowa „Stalówka” na takiej nawierzchni zaprezentowała dobry futbol, stworzyła mnóstwo okazji i aż dziw, że nie zdobyła ani bramki. – Jestem bardzo niezadowolony, że odpadliśmy. Nie byliśmy drużyną gorszą, a wydaje mi się, że wręcz lepszą od Lecha, który jest przyzwyczajony do gry na dobrych boiskach. Sytuacji było sporo, piłka po rzutach rożnych latała po polu karnym, nieraz wystarczyłoby tylko lepiej dołożyć nogę – smucił się Michał Fidziukiewicz, napastnik zespołu z Podkarpacia.

Dzięki kornerowi na 2:0 podwyższył za to Lech. Po dośrodkowaniu piłka znalazła się pod nogami Pedro Tiby, ten pięknym zwodem zgubił obrońcę, dograł wzdłuż bramki, gdzie formalności dopełnił stoper Tomasz Dejewski. – Jestem bardzo zadowolony z dwóch rzeczy. Pierwsza to awans do kolejnej rundy Pucharu Polski, a druga to taka, że po meczu na tak trudnym boisku chyba nikomu się nic nie stało. Nie chcę mówić o stylu, bo trudno cokolwiek mądrego powiedzieć o grze na takim boisku – skwitował [Dariusz Żuraw], trener Lecha.

 

Stal Stalowa Wola – Lech Poznań 0:2 (0:1)

0:1 – Puchacz, 2 min, 0:2 – Dejewski, 69 min (głową)

STAL: Kalinowski – Mistrzyk (79. Śpiewak), Mroziński, Kiercz, Jarosz, Sobotka – Stelmach, Pietras (75. Wójcik), Ciepiela (67. Płonka) – Fidziukiewicz, Dadok. Trener Szymon SZYDEŁKO.

LECH: van der Hart – Kamiński (68. Satka), Dejewski, Crnomarković, Kostewycz – Amaral (66. Muhar), Moder, Tiba, Marchwiński, Puchacz – Gytkjaer (75. Tomczyk). Trener Dariusz ŻURAW.
Sędziował Sebastian Jarzębak (Bytom). Widzów 800. Żółte kartki: Stelmach – Crnomarković.

0 GOLI w tej edycji Pucharu Polski stracił Lech, kończąc z czystym kontem mecze z Chrobrym Głogów (2:0), Resovią (4:0) i „Stalówką” (2:0).

Czy wiesz, że..
Bardzo możliwe, iż wczorajszy mecz był dla Stali pożegnaniem z Boguchwałą, gdzie pełniła honory gospodarza od wiosny 2018. W przyszłym roku występować ma już na nowym stadionie w Stalowej Woli, który ma funkcjonować – to nazwa oficjalna – jako Podkarpackie Centrum Piłki Nożnej.

Wojciech Chałupczak

Na zdjęciu: Tymoteusz Puchacz błysnął wczoraj oryginalną bramką i… wypowiedzią.

Komentarze