Michalski: Kumuluję siły na mistrzostwa świata

W niedzielę w Ciechanowie wywalczył pan 5. złoty, a 11. w sumie medal w gronie seniorów, wkraczając do grona krajowych multimedalistów. Tak sobie wyobrażał pan ten start?

Arkadiusz MICHALSKI: – Choć do tych zawodów przystąpiłem z marszu, to moim celem było zwycięstwo zarówno z swojej kategorii wagowej, jak i w klasyfikacji punktowej, sporządzanej według klasyfikacji Sinclaira. Cel swój zrealizowałem i to jest najważniejsze.

388 kg w dwuboju to chyba nie jest szczyt pańskich możliwości…

Arkadiusz MICHALSKI: – Absolutnie! Taki rezultat jest daleki od tego, co powinienem dźwigać, ale na ten moment jest dobry. Nawet nie zakładałem, że na 14 tygodni przed mistrzostwami świata tyle będę podnosił. Na lepsze wyniki przyjdzie czas, ale to i tak jest dobry prognostyk przed kolejnym etapem przygotowań do docelowych zawodów w Tajlandii.

Kiedy planuje pan kolejne starty?

Arkadiusz MICHALSKI: – W połowie sierpnia na Memoriale Waldemara Malaka w Gdańsku, gdzie już przydałoby się coś podźwigać. Pod koniec sierpnia czeka mnie z kolei występ na Turnieju Niebieskich Mieczy w Meissen, gdzie już przydałoby się być w niezłej formie, ale jeszcze się nie wystrzelać do końca i całą siłę skumulować, zostawiając ją na najważniejsze zawody.

By wygrać klasyfikację open i zgarnąć 5000 złotych premii, musiał pan uzyskać więcej niż 410,9 punktów, bo tyle dzień wcześniej zdobył Krzysztof Zwarycz. Czy dzięki temu było panu łatwiej?

Arkadiusz MICHALSKI: – Nie powiem, że łatwiej, bo swoje musiałem dźwignąć. Rwanie zacząłem od 163 i przez 168 doszedłem do 172 kg. Ważyłem 110,2 kg, znałem swój współczynnik i wiedziałem, że do zwycięstwa wystarczy mi podrzucić 211 kg. Zacząłem od 200 i przez to 211 dotarłem do 216 kg. To mi dało 416,4 punktów. Większych obaw nie miałem, choć w sporcie nigdy nie ma nic pewnego, trzeba chuchać na zimne i robić swoje.

A jak było pod względem technicznym?

Arkadiusz MICHALSKI: – Czułem pewne braki, ale chyba nieźle to wyglądało, choć zawsze mogło wyglądać lepiej. Sztangę starałem się podnosić dokładnie, ale nie wyciągałem jej tak jak bym chciał, czyli wysoko na biodrze, trochę skracając. Wynikało to z tego, że na tym etapie treningu moje ciało nie jest jeszcze gotowe, by dźwigać swobodnie. Na to trzeba poczekać.

No i nie mógł pan zawieźć członków najbliższej rodziny, którzy również zdobyli medale…

Arkadiusz MICHALSKI: – Zgadza się. Rozpoczęła siostra Aleksandra, sięgając po brąz w kategorii 64 kg, a potem taki sam krążek – w kategorii 102 kg – wywalczył kuzyn Jakub. To były pierwsze mistrzostwa Polski seniorów, w których nasze trio stanęło na podium. Jest super, bo klan Michalskich dzieli i rządzi.

Szczególne gratulacje należą się Oli, która mieszka w Londynie i – z tego co wiem – nie trenuje regularnie…

Arkadiusz MICHALSKI: – Oglądałem jej start w internecie i nie ukrywam, że mocno się stresowałem. W jej kategorii było bardzo ciasno, a szczególnie w rwaniu. Gdy sędziowie nie zaliczyli Oli podejścia na 71 kg, to aż się zdenerwowałem. Trudno mi jednak było ocenić, jaka była tego przyczyna. Analizując tę próbę z innej kamery, nic nieprawidłowego nie dostrzegłem. Na szczęście nie miała ona wielkiego wpływu na rywalizację w podrzucie i nie przeszkodziło w zdobyciu krążka. Ola ma 25 lat i choć życie układa sobie za granicą, to nie zrezygnowała ze sportu. Gdy tylko pozwalają jej czas oraz możliwości, to przychodzi do siłowni i trenuje, bo ciężary ma we krwi, więc ciężko jej się z nimi rozstać. Widać było, że w ostatnich tygodniach poćwiczyła trochę więcej, co się jej opłaciło, bo z tego co wyliczył nasz tata, Ola – od początku przygody z ciężarami – we wszystkich kategoriach wiekowych zdobyła już 15 medali.

A jak pan oceni występ Kuby?

Arkadiusz MICHALSKI: – Jego docelową imprezą na ten rok były marcowe mistrzostwa Polski do lat 20 w Puławach. Był do nich bardzo dobrze przygotowany. Uzyskał 337 kg (147+190) i pobił rekord kraju w podrzucie. Gdyby ten wynik powtórzył w Ciechanowie, to by wygrał, bo najlepszy w kategorii 102 kg (Łukasz Grela – przyp. red.) zaliczy 335 kg. Z początkiem czerwca Kuba poleciał na Fidżi, gdzie wystartował w mistrzostwach świata i zajął niezłe 5. miejsce, ale rezultat 324 kg (144+180) nie był super. Po 30-godzinnej podróży do kraju był trochę rozbity, ale zdołał się sprężyć. Potrenował solidnie przez 10 dni i dzielnie powalczył ze znacznie starszymi rywalami. Zaliczył 324 kg (143+181), co dało mu pierwszy medal mistrzostw Polski seniorów.

Jakie są pańskie najbliższe plany treningowe?

Arkadiusz MICHALSKI: – W tym tygodniu potrenuję w domu, a 2 lipca stawię się w Zakopanem na zgrupowaniu reprezentacji. Spędzę tam półtora tygodnia i po tygodniu przerwy na 14 dni pojadę do Giżycka, skąd również na dwa tygodnie pojadę do Władysławowa i po tygodniu spędzonym w domu pojadę do Spały, gdzie już rozpocznę bezpośrednie przygotowanie startowe (bps – przyp. red.) przed wspomnianymi mistrzostwami świata. Będzie on dość długi, bo pomiędzy początkiem zgrupowania a dniem startu w Tajlandii będzie 5 tygodni.

Sporo tego…

Arkadiusz MICHALSKI: – Ale jest takie powiedzenie, że z niczego nie ma nic. To, w jaki sposób przepracuję te 14 tygodni, pokażą moje najważniejsze tegoroczne zawody, na których będzie walka. Zaczynam jednak w wysokiego pułapu. Teraz sukcesywnie będę zwiększał obciążenia i intensywność treningu. Jestem dobrej myśli.

 

Na zdjęciu: Arkadiusz Michalski (siedzi w środku) może być dumny z kuzyna Jakuba i siostry Aleksandry, ale największa duma rozpiera jego mamę Teresę i tatę Krzysztofa.

 

***

Medale zostają w rodzinie

Przed laty ciężary podnosili z sukcesami bracia Cofalikowie, Dołęgowie, Kołeccy, Zielińscy. Obecnie braterskich, siostrzanych czy bratersko-siostrzanych duetów, a nawet małżeństw nie brakuje. O trzech medalach klanu Michalskich w rozmowie obok mówi Arkadiusz, najlepszy dziś polski sztangista, na mistrzostwach Polski na podium stawali również członkowie innych rodzin.

Kategorię 45 kg zdecydowanie wygrała Paulina Kudłaszyk, a jej brat Piotr triumfował w kategorii 73 kg. W wadze 55 kg najlepszy był Tomasz Komorowski, bijąc przy okazji rekord Polski w podrzucie, a jego brat Marek zdobył w tym boju srebrny krążek w kategorii 67 kg (w dwuboju był 4.), ale na szczególne wyróżnienie zasłużyli Katarzyna i Adam Kraskowie. Pani Kasia sięgnęła po złoto, zdecydowanie wygrywając w kategorii 64 kg, a pan Adam, który ma 41 lat i – mimo problemów ze zdrowiem – ani myśli schodzić z pomostu, pokazał młodzieży jak się powinno dźwigać ciężary, sięgając po brąz w gronie najcięższych (+109 kg).

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

  

 

Komentarze