Michalski: Wiedziałem, że wygram

Marek HAJKOWSKI: Oglądając pański start można było odnieść wrażenie, że do Bukaresztu przyjechał pan po swoje…
ArkadIusz MICHALKSI: – Wiedziałem, że wygram, choć na początku maleńki niepokój był. Kontuzja wyeliminowała Łotysza Artursa Plesnieksa, mojego najgroźniejszego przeciwnika. Obawiałem się więc zbytniego rozluźnienia. Na szczęście zdołałem utrzymać koncentrację. Wszytko poszło tak, jak zakładałem, choć nie ukrywam, że stać mnie było na więcej niż 396 kg w dwuboju.

Te zawody były ukoronowaniem pańskich występów na arenie europejskiej?
ArkadIusz MICHALKSI:– Można tak powiedzieć. Po dwóch srebrnych i brązowym medalu przyszła kolej na złoty. Bardzo się cieszę, bo spełniło się moje marzenie o Mazurku Dąbrowskiego.

Usłyszał pan, ale nie zaśpiewał. Dlaczego?
ArkadIusz MICHALKSI:– Śpiewałem w myślach. Nie było widać? Prawie łzy miałem w oczach! Poza tym wolałem posłuchać, jak nasz hymn śpiewa Bogusław Mokranowski, spiker zawodów. Wyręczył mnie w tym.

Przygotowania do najważniejszych zawodów pierwszego półrocza przebiegały bez zakłóceń?
ArkadIusz MICHALKSI:– Pod koniec pojawiły się małe komplikacje. Przyplątało mi się zatrucie pokarmowe, a poza tym odezwał się prawy bark. Myślę, że to nic poważnego, ale muszę o niego zadbać, póki jest czas. Jeżeli PZPC pomoże mi bardziej niż przed rokiem, kiedy bolał mnie lewy brak, to będzie dobrze. Zgłosiłem już ten problem trenerowi Mirosławowi Chorosiowi. Ma tę sprawę pchnąć dalej.

Przejdźmy do konkursu… Czego dopatrzyli się sędziowie przy trzecim podejściu w rwaniu?
ArkadIusz MICHALKSI:-Podobno za szybko opuściłem sztangę, ale oglądałem powtórki i nic takiego nie dostrzegłem. Zresztą gdyby to 175 kg zostało mi spalone, to i tak bym wygrał. Chciałem osiągnąć lepszy wynik niż przed rokiem w Splicie, gdzie uzyskałem 387 kg (170+217). To mi się udało i to z dużym zapasem. Jestem szczęśliwy.

Ale do życiówki na zawodach międzynarodowych zabrakło panu 7 kg…
ArkadIusz MICHALKSI:– By zwyciężyć, nie musiałem bić rekordów życiowych. Rywale specjalnie mnie do tego nie zmusili. Mam 28 lat i by myśleć o kolejnych startach, muszę szanować zdrowie.

A Bułgar Szikow pana nie postraszył?
ArkadIusz MICHALKSI:– Może troszeczkę, bo podrzucił 212 kg i tym samym zmusił mnie do zaliczenia 214 kg. To nie był dla mnie duży ciężar, ale musiałem utrzymać nerwy na wodzy, bo to podejście od razu dało mi złoto.

Co siedzi w głowie zawodnika przed próbą, od której nic nie zależy?
ArkadIusz MICHALKSI:– Pojawia się chęć udowodnienia, że stać go na więcej oraz potwierdzenia, iż zależy mu na przyzwoitym wyniku. Proszę mi wierzyć, że gdyby przyjechali mocniejsi rywale, a wśród nich przedstawiciele federacji siedmiu krajów zawieszonych za doping, to też byłbym w stanie wygrać.

Na jesiennych mistrzostwach świata już ich nie zabraknie…
 ArkadIusz MICHALKSI:-Zgadza się. To będą pierwsze kwalifikacje do igrzysk w Tokio i to na nowych zasadach. Mają być indywidualne, a nie – jak dotąd – drużynowe. Poza tym ma dojść do zmiany kategorii wagowych, choć to informacja nieoficjalna… Planuję przejść do 112 kg, więc – ważąc 105 kg – mogę nieco przybrać, co będzie dla mnie korzystne pod każdym względem.

Jakie są pańskie najbliższe plany?
ArkadIusz MICHALKSI:– Chcę trochę odpocząć, podreperować zdrowie, a potem rozpocząć przygotowania do wspomnianych mistrzostw świata. Pewną odskocznią będzie trzecie już zgrupowanie grupy BMZ Team (Bonk, Michalski, Zwarycz – przyp. red.), do którego z początkiem maja dojdzie we Władysławowie, gdzie przez kilka dni wszystkich chętnych od 18. roku życia będziemy wprowadzać w tajniki dwuboju olimpijskiego.